Jak poinformowała Polską Agencję Prasową asystentka dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni Agnieszka Robakowska, działania związane z usunięciem szczątków wieloryba rozpoczęły się w środę o świcie. Według urzędniczki silny wiatr i wysokie fale przesunęły ciało zwierzęcia w miejsce, do którego możliwy był dojazd ciężkiego sprzętu od strony lądu, co pozwoliło rozpocząć operację.
Co z truchłem wieloryba?
Robakowska zaznaczyła, że dostęp do rezerwatu Mewia Łacha został ograniczony wyłącznie do osób uczestniczących w akcji. Podkreśliła również, że działania prowadzono z dużą ostrożnością, ponieważ szczątki znajdowały się w zaawansowanym stadium rozkładu, a sam teren objęty jest ścisłą ochroną przyrodniczą ze względu na trwający okres lęgowy ptaków.
Po zakończeniu akcji ciało zwierzęcia zostało przekazane firmie zajmującej się utylizacją padłych zwierząt.
Martwego walenia zauważono w sobotę na plaży w rezerwacie. Informację o znalezisku przekazali służbom zarówno strażnik patrolujący teren, jak i uczestnicy rejsów turystycznych organizowanych w celu obserwacji fok. Zwierzę miało około pięciu metrów długości i – według szacunków – mogło dryfować po Bałtyku przez kilka tygodni, zanim morze wyrzuciło je na brzeg.
W niedzielę pobrano próbki do badań DNA, które mają pomóc w ustaleniu gatunku ssaka. Wstępnie przypuszcza się, że był to przedstawiciel fiszbinowców, czyli waleni żywiących się planktonem i niewielkimi rybami.