To, że o pochodzenie naszych pieniędzy pyta bank, urząd skarbowy czy notariusz, nikogo już specjalnie nie dziwi. Jednak już niedługo wiele się zmieni. Dokładnie za rok zaczną w Polsce obowiązywać nowe przepisy, według których ten obowiązek przejmą sprzedawcy dóbr o wyższej wartości. Czyli np. dealerzy aut, jubilerzy, galerie sztuki, pośrednicy nieruchomości, a nawet kluby sportowe czy platformy crowdfundingowe.
Całkiem dotkliwy skutek uboczny
Podstawą jest rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady z 31 maja 2024 roku, które od połowy 2027 roku będzie obowiązywać bezpośrednio we wszystkich państwach członkowskich, w tym w Polsce. Jego oficjalny cel to walka z praniem pieniędzy i finansowaniem przestępczości. Skutek uboczny - koniec z anonimowością przy poważniejszych zakupach.
Od jakiej kwoty zaczną pytać? Tu zaczyna się to, co w całej tej sprawie może być najbardziej zaskakujące dla przeciętnego Polaka. Próg pełnej weryfikacji tożsamości to 10 tys. euro, czyli około 43 tys. złotych - i tyle podaje większość mediów, sugerując, że chodzi o dobra luksusowe. Ale jest drugi, niższy próg, o którym mówi się znacznie rzadziej. Przy transakcjach gotówkowych już od 3 tys. euro, a więc około 13 tys. złotych, sprzedawca będzie zobowiązany do uproszczonej weryfikacji tożsamości.
To będziesz musiał podać
13 tysięcy złotych to kwota, za którą kupuje się przyzwoity komputer, sprzęt fotograficzny, droższe meble albo płaci się gotówką za usługę stolarską czy remont łazienki. To nie jest luksus. Coraz częściej po prostu codzienność lepiej zarabiających Polaków.
Co dokładnie będzie trzeba podać? Przy zakupach przekraczających 10 tys. euro sprzedawca przeprowadzi pełną procedurę weryfikacji: imię i nazwisko, data urodzenia, adres zamieszkania, numer PESEL, a w niektórych przypadkach numer rachunku bankowego oraz pytania o cel transakcji i źródło środków. Bez wylegitymowania się sprzedawca, pod groźbą wysokich kar, nie będzie mógł sfinalizować sprzedaży. Samo rozporządzenie nie posługuje się pojęciem PESEL, bo jest aktem unijnym dopasowanym do różnych systemów krajowych. W Polsce odpowiednikiem numeru identyfikacyjnego będzie właśnie PESEL - tak wynika z krajowych regulacji dotyczących przeciwdziałania praniu pieniędzy.
To, że przelew jest legalny już nie wystarczy
Najważniejsza zmiana, którą warto zapamiętać: dotychczas przelew z własnego, legalnego konta bankowego był traktowany jako wystarczający dowód, że środki pochodzą z legalnych źródeł. Od 2027 roku to się zmienia. Weryfikacja klienta będzie obowiązkowa niezależnie od tego, czy płaci gotówką, kartą czy przelewem. Forma płatności przestaje mieć znaczenie.
Obrońcy nowych przepisów wskazują, że dotychczasowe różnice między krajami UE w progach i standardach weryfikacji były aktywnie wykorzystywane przez przestępców do legalizowania brudnych pieniędzy. Ujednolicenie zasad w całej Wspólnocie miało właśnie te luki zamknąć. Krytycy mówią wprost - uczciwy obywatel, który od lat płaci podatki i odkłada pieniądze, będzie traktowany przez sprzedawcę jak potencjalny podejrzany. To klient musi udowodnić, że jego pieniądze są legalne, zanim kupi samochód czy opłaci remont.
Według części ekspertów nowe przepisy uderzają głównie w zwykłych ludzi, nie w prawdziwych przestępców. Przedsiębiorcy mają czas do połowy 2027 roku na wdrożenie nowych procedur. Konsumenci na oswojenie się z rzeczywistością, w której większy zakup oznacza wizytę przy kasie z dowodem osobistym w ręku.