Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Tusk skompromitował się ws. porodówki w Lesku. Rządowe "pokoje narodzin" okazały się klapą

Premierowi Donaldowi Tuskowi zwrócono uwagę, że po zamknięciu porodówki w Lesku kobiety muszą dojeżdżać 100-170 km, aby móc rodzić. Tusk przekonywał, że tamtejsza porodówka nie została zamknięta. Tymczasem oddział zlikwidowano z końcem 2025 r. W Lesku nie powstanie też "pokój narodzin", czyli rozwiązanie zastępcze, które było szumnie promowane przez rząd.

Tusk był gościem programu "Bez kitu" w TVN24, gdzie odpowiadał na pytania młodych Polaków. W pewnym momencie spytano go o zamykanie porodówek. Poprosił o przykład miejsca, w którym kobiety muszą dojeżdżać tak daleko do porodówki. Młodzi zwrócili uwagę, że kilka miesięcy temu zamknięto m.in. porodówkę w Lesku. 

Nie, nie jest zamknięta

– odpowiedział Tusk z przekonaniem, tym samym wprowadzając widzów w błąd. Kłamstwo premiera wywołało oburzenie m.in. internautów.

"Bardzo wysokie ryzyko procesów cywilnych, karnych i wypłat odszkodowań"

W rzeczywistości w Lesku nie funkcjonuje już ani porodówka (która była ostatnią w Bieszczadach), ani rządowy "pokój narodzin" przy SOR. Szpital natomiast zdecydował się na stworzenie miejsca do nagłych porodów na własną rękę. Szpital w Lesku udzielił "Gazecie Polskiej" odpowiedzi na ten temat. Okazało się, że nie ma planów utworzenia "pokoju narodzin".

Takie rozwiązania oceniamy zdecydowanie negatywnie. Dyrektor szpitala, położne i cała placówka ponoszą pełną odpowiedzialność za ewentualne powikłania, śmierć matki lub dziecka czy też trwały uszczerbek na zdrowiu. W praktyce oznacza to bardzo wysokie ryzyko procesów cywilnych, karnych i wypłat odszkodowań. Nikt nie chce wziąć na siebie takiej odpowiedzialności przy braku odpowiedniego zabezpieczenia medycznego i finansowego. W naszym szpitalu stworzyliśmy miejsce do obsługi nagłych i nadzwyczajnych przypadków, jednak nie podejmujemy się odpowiedzialności prawnej w przypadku zastosowania takiego rodzaju rozwiązania 

– odpowiedział Mirosław Leśniewski, p.o. dyrektora szpitala w Lesku.

Brak alternatywy

Specjalne miejsca przy SOR-ach do porodów nagłych miały być ratunkiem dla ciężarnych z obszarów, gdzie zlikwidowano porodówki. Pomysł wywołał szeroki sprzeciw z powodu licznych zagrożeń dla matek i dzieci. Okazuje się, że miejsca te nie powstają również z innych przyczyn. Dyrektorzy szpitali nie decydują się na to rozwiązanie, ponieważ tworzenie specjalnych pokoi na zasadach zaproponowanych przez resort zdrowia paradoksalnie grozi kolejnymi problemami dla placówek. W efekcie coraz więcej kobiet traci dostęp do specjalistycznej opieki, a w jej miejsce nie pojawia się realna alternatywa. 

Więcej na ten temat w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska".

Źródło: niezalezna.pl, Gazeta Polska, TVN24

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej