Sprawa wydawała się być na tyle "bulwersująca", że aż zainteresował się nią... "Newsweek".
Poproszono więc o komentarz Ministerstwo Spraw Zagranicznych. W odpowiedzi MSZ wyjaśnił, że przyczyną zniknięcia tabliczki jest... remont.
Taki argument jednak do "króla Europy" nie dotarł. Tusk woli robić z siebie ofiarę.
Mniejsza o tabliczkę. Ważne, żeby Polski nie odkręcili od Unii Europejskiej
- napisał przewodniczący Rady Europejskiej wczoraj na Twitterze.
Dziś Tusk kontynuuje swój teatrzyk.
- Spytałem wczoraj pana ambasadora Sadosia, czy nie użyczyłby tej tabliczki np. do jakieś akcji charytatywnej, i byłem mile zaskoczony jego niezwykle uprzejmą reakcją
- powiedział Tusk, pytany o sprawę przez polskich dziennikarzy.
Sam Sadoś nie zabrał głosu w tej sprawie, ale źródła w przedstawicielstwie twierdzą, że zarzuty są absurdalne, bo to już któraś z kolei wizyta premiera Morawieckiego i podczas wcześniejszych tablica wisiała.
- Nikt nie chce fałszować historii, nikt nie chce odbierać należnych zasług. To kwestia remontu
- zapewniał dyplomata.