Sondaże przez te ostatnie tygodnie były bardzo dobre, ale sondaże mają przede wszystkim pobudzać do ciężkiej pracy i nam jest potrzebna w niedzielę olbrzymia mobilizacja, energia i mam nadzieję, że wszystkie sondaże pokazują przede wszystkim jedno. A mianowicie że bez absolutnej, totalnej mobilizacji będzie bardzo trudno wygrać te wybory i przecież to było jasne od samego początku. Jeszcze miesiąc właściwie wszyscy zakładali, że prezydent Duda na pewno wygra te wybory. Dzisiaj jest szansa na przeprowadzenie prawdziwej zmiany, tylko zmiany tej nie dokonam sam. Muszą jej dokonać obywatele poprzez tłumne stawienie się przy urnach wyborczych w niedzielę. Czym wcześniej tym lepiej. I to, co najważniejsze – te wybory naprawdę są wyborami, które mogą zadecydować o zupełnie innej przyszłości. Takie wybory zdarzają się raz na pokolenie i dlatego są one tak niesamowicie istotne.
- przekonywał Trzaskowski.
Po chwili ujawnił jednak, dlaczego w trakcie kampanii wyborczej nie odnosił się w ogóle do pozostałych kandydatów. Jego ataki skoncentrowane były wyłącznie na działaniach ubiegającego się o reelekcję prezydenta Andrzeja Dudy.
Trzaskowski z rozbrajającą szczerością przyznał, że swoich rywali nie atakował, bo... „wszyscy mają takie samo zadanie”.
Nie odnosiłem się do innych kontrkandydatów po stronie opozycyjnej, bo uważam że mamy dokładnie takie samo zadanie. Po prostu zmobilizować wszystkich obywateli, którzy chcą na nas głosować i doprowadzić do tego, że tłumnie pojawią się przy urnach wyborczych.
- stwierdził Rafał Trzaskowski.