Rozmowę, do której pretekstem stało się – jak to określono – „pseudoślubowanie” czterech nowych sędziów TK, Piotr Lisiewicz rozpoczął od mocnego, historycznego akcentu: „Raz sierpem, raz młotem w czerwoną hołotę”. Dziennikarz ocenił, że wydarzenia w Sejmie to w istocie „triumf sowieckiej kasty”, do którego doszło za sprawą „komunistycznego marszałka”.
Korzenie wymiaru sprawiedliwości: od NKWD do III RP
Lisiewicz przypomniał, że zręby obecnego wymiaru sprawiedliwości zakładały w 1944 roku „trojki NKWD”, a ciągłość tego systemu nigdy nie została przerwana. Jako przykład podał stalinowskiego mordercę sądowego, Igora Andrejewa (współodpowiedzialnego za wyrok śmierci na gen. Emilu Fieldorfie „Nilu”), który był wychowawcą Lecha Gardockiego, późniejszego Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego.
Jakub Maciejewski uzupełnił ten wątek, wskazując na edukację współczesnych prawników, wymieniając m.in. postać mecenasa Jana Widackiego, wykładającego na Uniwersytecie Jagiellońskim. Maciejewski przypomniał, że to właśnie ten prawnik forsował wersję, jakoby opozycjonista Stanisław Pyjas zginął, bo „potknął się pijany”, bagatelizując fakt, że student był bity po twarzy. Według publicystów to właśnie ludzie o takich korzeniach formowali elity prawnicze, które dziś stają okoniem wobec prób uzdrowienia polskich sądów.
Prawny absurd i „samozaprzysiężenie”
Wątek czysto prawny dzisiejszych wydarzeń w Sejmie szczegółowo omówił Jakub Maciejewski. Zwrócił uwagę, że czterej sędziowie w praktyce „sami się zaprzysięgli”, ignorując całkowicie art. 4 ust. 1 ustawy, który jasno wskazuje, że ślubowanie składa się wobec Prezydenta RP.
Maciejewski nazwał zachowanie nowych sędziów zuchwalstwem, wskazując na obcesowy styl, w jakim zwracali się do głowy państwa. Wyśmiał również błędy w pismach kierowanych do prezydenta – jak choćby ten popełniony przez Marcina Dziurdę (w 2026 wybrany przez Sejm na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego), który powołał się na Dziennik Ustaw z… 2028 roku. Z kolei Piotr Lisiewicz przywołał opinię prof. Ryszarda Piotrowskiego, który również potwierdza, że całe to sejmowe ślubowanie nie miało żadnego umocowania w prawie.
Lisiewicz wspomniał w tym kontekście o parodystycznej akcji w internecie, polegającej na „zaprzysiężeniu” rapera Wujka Samo Zło na sędziego TK (przed tekturową sylwetką Rafała Trzaskowskiego), sugerując, że na miejscu obecnego prezesa TK zaprosiłby obu – i czterech nowych sędziów, i Wujka Samo Zło, by ten wytłumaczył im, na czym polegają wady prawne ich "zaprzysiężenia".
Bierność społeczeństwa a inżynieria społeczna
Istotnym elementem rozmowy w „13 Piętrze” była analiza braku masowych protestów w obronie paraliżowanego Trybunału Konstytucyjnego, który Maciejewski nazwał „ostatnią redutą suwerenności Polski”. Publicysta „Gazety Polskiej” porównał dzisiejszą apatię do sztucznie pompowanej histerii z czasów rządów Zjednoczonej Prawicy. Przypomniał, że wystarczyło zdjęcie martwej wiewiórki na ściętym pniu, by w Warszawie wybuchło oburzenie, a „Julki i Oskarki” wyły z rozpaczy.
Skąd ta różnica? Zdaniem Maciejewskiego to efekt sprytnej socjotechniki i wieloletniego finansowania lewicowych NGO-sów (m.in. przez fundusze amerykańskie i europejskie), które potrafiły zmobilizować apolitycznych ludzi prostymi, emocjonalnymi hasłami (np. o „robieniu z kobiet inkubatorów”).
Gdy dzisiaj łamane jest prawo i przejmuje się TK, ci sami ludzie milczą.
Czas na ulicę i twarde zderzenie z rzeczywistością
Piotr Lisiewicz widzi jednak nadzieję w młodym pokoleniu, przypominając, że 73 proc. młodych wsparło kandydata prawicy, Karola Nawrockiego.
Zaznaczył, że choć młodzi mają świetną intuicję i naturalny odruch obronny, rolą takich mediów jak Telewizja Republika jest uświadomienie im historycznej ciągłości dzisiejszych elit władzy z komunizmem.
Zarówno Lisiewicz, jak i Maciejewski zgodzili się, że odpowiedzą na obecną sytuację musi być mobilizacja. Piotr Lisiewicz zaapelował o wyjście na ulice i dalszą aktywność Klubów Gazety Polskiej, podkreślając, że „tej sitwy” nie da się odsunąć bez presji społecznej. Z kolei Jakub Maciejewski ocenił, że to, co ostatecznie obudzi Polaków z letargu, to uderzenie po kieszeni. Kiedy obywatele zaczną realnie odczuwać drastyczne wzrosty cen paliw, słabe wyniki spółek Skarbu Państwa (jak Orlen) i skutki uzależnienia od Brukseli, łatwe usprawiedliwienia działań rządu Donalda Tuska przestaną wystarczać.
OBEJRZYJ CAŁY PODCAST: