Przekraczanie granic było zawsze cechą tej opozycji liberalno-lewicowej, szczególnie związanej z Platformą Obywatelską. Przykładem tego był cały Ruch Palikota, który żywił się agresją, obrzydliwym obrażaniem ludzi, a szczególnie rzeczy wiele wartych dla Polaków. A przecież Janusz Palikot był to w sumie bliski współpracownik Donalda Tuska, wywodzący się ze środowiska politycznego związanego z dzisiejszą PO. Więc nie jest to nowość, ale za tym wszystkim krył się pewien zabieg polityczny, a więc odczłowieczanie przeciwnika, zrównywanie go z kimś gorszym. Pozwala to uruchomić pewne mechanizmy społeczne, które uniemożliwiają popieranie go. Oczywiście, uniemożliwiają ludziom o słabszej psychice, nastawionym negatywnie, gdyż może jest to celowy zabieg, który ma służyć zabetonowaniu niedużego, ale jednak jakiegoś poparcia dla tej opozycji liberalno-lewicowej. Ma służyć uruchomieniu emocji, które uniemożliwią spokojne przemyślenie tego faktu, że PO sobie kompletnie nie radzi w życiu politycznym.
Druga rzecz to kwestia wymykania się spod kontroli zjawisk politycznych i procesów politycznych oraz radykalizacji tych środowisk. Radykalizm nie wiążę się tylko z prawicą lub lewicą, radykalizm też może występować w środku sceny politycznej. On jest rzadszy, ale jednak się pojawia. Pojawia się, kiedy ugrupowania sobie nie radzą. Bardzo często wtedy środowiska liberalne uciekają w metody radykalne, radykalne kroki. Radykalizm nie wynika z poglądów, bardziej wynika z sytuacji i pewnych procesów psychicznych.
Dzisiaj ten radykalizm zaczyna się pojawiać w środowiskach liberalno-lewicowych, bo one tracą grunt pod nogami. Nie sprawdziły się w czasach dobrobytu, kiedy Polska wzrastała, bardzo nie sprawdzają się też w czasach, kiedy przyszła epidemia i grozi nam kryzys gospodarczy. Ucieczką wspomnianych środowisk jest radykalizm, choć jest to ucieczka pozorna, bo prowadzi do jeszcze większego spadku poparcia. Ale jest to ucieczka zrozumiała.
Wysłuchał: iggys