Przez lata Warszawa, Kraków czy Wrocław były oczywistym kierunkiem migracji. To tam jechało się za pracą, studiami czy lepszym życiem. Jednak ostatnie lata przyniosły wyraźną zmianę, którą widać zarówno w danych GUS, jak i w lokalnych bilansach migracji: Polacy coraz częściej wybierają mniejsze miasta, gdzie koszty życia są niższe, a codzienność mniej obciążająca.
Te ośrodki trzymają się mocno
W bilansach migracyjnych wyróżniają się przede wszystkim miasta średnie, które od lat utrzymują stabilność lub notują dodatnie saldo. Rzeszów należy do nielicznych miast wojewódzkich, które w ostatnich latach nie traciły mieszkańców, a ich liczba pozostaje na równym poziomie. Podobnie Opole, które od lat utrzymuje dodatnie saldo migracji wewnętrznych. Tak samo Toruń i Słupsk. Oba ośrodki nie doświadczają gwałtownego odpływu ludności, a ich populacja według danych GUS pozostaje stabilna.
To właśnie te miasta coraz częściej pojawiają się w deklaracjach osób, które szukają „normalności”. Czyli czego? Przede wszystkim krótszych dojazdów, niższych kosztów najmu, spokojniejszych dzielnic i lepszej równowagi między pracą a życiem prywatnym. W wielu z nich rozwija się też rynek pracy. Co prawda nie tak dynamicznie jak w metropoliach, ale wystarczająco, by zapewnić poczucie zawodowej stabilności. Rzeszów przyciąga sektorem technologicznym i lotniczym, Opole rynkiem usług i przemysłu, a Słupsk stale rosnącą ofertą usług publicznych i poprawiającą się infrastrukturą.
Metropolie tracą mieszkańców
Zmiana widoczna jest także w największych miastach. Warszawa, Kraków czy Wrocław wciąż przyciągają studentów i specjalistów, ale jednocześnie mieszkańcy mierzą się tam z rosnącymi kosztami życia, wysokimi cenami mieszkań i zatłoczeniem. W bilansach migracji wewnętrznych metropolie coraz częściej notują odpływ mieszkańców do gmin podmiejskich lub do mniejszych miast, co potwierdzają dane GUS z ostatnich lat. To nie jest gwałtowny exodus, ale trend, który mimo wszystko się utrwala.
Ważnym elementem tej zmiany jest praca zdalna. Choć już nie tak powszechna jak w czasie pandemii, to wiele firm utrzymało model hybrydowy. To z kolei otworzyło drogę do życia poza metropolią bez konieczności rezygnacji z pracy w dużej firmie. Dla wielu osób stało się to impulsem do przeprowadzki tam, gdzie koszty życia są niższe, a jakość i wygoda życia wyższa.
Ważniejsza stabilność niż kredyt na 30 lat
Zmienia się także podejście młodych osób. Coraz częściej deklarują, że nie chcą brać kredytu na 30 lat w dużym mieście, gdzie ceny mieszkań są poza ich zasięgiem. W mniejszych ośrodkach wciąż można kupić mieszkanie w cenie, która nie wymaga wieloletniego obciążenia finansowego. To argument, który w badaniach opinii publicznej pojawia się regularnie jako jeden z kluczowych czynników wyboru miejsca zamieszkania.
Zmiana nie następuje błyskawicznie, ale jest konsekwentna. I choć nie oznacza rewolucji demograficznej, pokazuje, że Polacy zaczynają inaczej myśleć o tym, gdzie chcą żyć. Mniejsze miasta, jeszcze niedawno traktowane jako drugi wybó”, dziś stają się miejscem, w którym wielu widzi swoją przyszłość.