- Jak spojrzymy całościowo na system to mówiono zawsze, że służba zdrowia jest niedoinwestowana. To prawda co do istoty. W porównaniu do innych państw Unii Europejskiej, jesteśmy sporo poniżej średniej. Cały czas jednak mamy zupełnie poprzestawianą racjonalność wydatkowania tych pieniędzy - mówił Jabłoński o całokształcie służby zdrowia.
- Jeśli kilkadziesiąt procent tego budżetu idzie na wynagrodzenia personelu - choć żeby była jasność, nie wrzucam wszystkich do jednego worka - to ta skala patologii, choć dotycząca niewielkiej grupy, jest tak duża, że ilość pieniędzy, jaka wycieka z systemu, powoduje gigantyczne zaburzenie jego funkcjonowania - przyznał.
Zapewnił, że afera w służbie zdrowia zaczęła się od audytu w sprawie pana Dawida Kacprzyka, „ale to tylko wierzchołek góry lodowej”.
„Takich „Kacprzyków” jest tam dużo więcej”
- Dziś pół dnia spędziłem na Śląsku w Mikołowie na kontroli poselskiej. Tam dochodzi do czegoś, co na szczeblu samorządowym obserwujemy nagminnie. Mamy tam swoistą spółdzielnię, w której jeden starosta jest w radach nadzorczych sąsiedniej gminy, dochodzi do krzyżówek, wymian, a jednocześnie jeden z ordynatorów szpitala w Mikołowie, który zaczął ujawniać patologie, kilka dni temu został zwolniony z pracy - przekazał Jabłoński.
- Nigdy do tej pory nie przeżyłem czegoś takiego jak dziś w Mikołowie. Ten pan starosta mikołowski Mirosław Duży z Koalicji Obywatelskiej zaczął mi grozić, wymachiwać rękami przed twarzą. Całą tę kontrolę mam nagraną. Ten pan kompletnie nie panował nad sobą
- mówił.
- Dziś był bardzo nerwowy, bo wyszły na jaw informacje, co dla niego jest mocno niewygodne. On sam zasiada w dwóch radach nadzorczych w jakiejś spółdzielni, jego żona jest w jakichś radach nadzorczych, jego wicestarostowie, ludzie z rady powiatu… Panie starosto, dziękuję za pana zachowanie, bo dzięki temu udało się to nagłośnić - przekornie zwrócił się do samorządowca.
Przyznał, że w ciągu kilku godzin odezwało się do niego kilka osób z nowymi informacjami.
- Mogę to powiedzieć z pełną odpowiedzialnością: to, co działo się w Warszawie, to jest nic przy tym, co dzieje się na Śląsku. Tam takich „Kacprzyków” na Śląsku to jest dużo więcej. Tam są bardzo mało odległości pomiędzy kilkudziesięcioma szpitalami. To wygląda na coś bardzo poważnego
- zapowiedział Jabłoński.