Takie orzeczenie wydał dzisiaj Sąd Okręgowy w Gdańsku. Wyrok jest prawomocny.
Sąd utrzymał tym samym orzeczenie sądu niższej instancji w tej sprawie, wydane w marcu tego roku. Od wyroku tego odwołały się obie strony procesu: Tomasz Korzeniowski, który wniósł przeciwko prezydentowi Gdańska prywatny akt oskarżenia oraz obrońca Adamowicza.
Sąd Okręgowy w Gdańsku obie apelacje uznał za niesłuszne.
"Obrońca oskarżonego myli się, co do tego, jakoby wyrok Sądu Rejonowego prowadził do nieuzasadnionego ograniczenia wolności debaty publicznej. W tym wyroku chodzi tylko o to, aby forma tej debaty mieściła się w pewnych cywilizowanych granicach i nie naruszała niczyich dóbr osobistych. Wypowiedź oskarżonego (padła ona podczas przerwy w obradach Rady Miasta w 2016 r. - PAP) nie mieściła się w standardach debaty publicznej, bowiem nie zawierała dosłownie żadnej treści merytorycznej. Była to wyłącznie wypowiedź ad personam nastawiona na zdyskredytowanie osoby Tomasza Korzeniowskiego" - powiedział w uzasadnieniu wyroku, sędzia Mariusz Pasternak.
Analizując apelację pełnomocnika Korzeniowskiego, sąd uznał natomiast, że "nie sposób jest stwierdzić, aby oskarżony działał z premedytacją". "Należałoby raczej ocenić, że wypowiedź oskarżonego była, co do swej formy, wypowiedzią, po prostu, nieprzemyślaną" - ocenił.
Zdaniem sądu, pełnomocnik oskarżyciela prywatnego nie wykazał, aby wskutek wypowiedzi prezydenta Gdańska, Korzeniowski doznał "realnej szkody".
"Niczym nieuzasadnione jest też twierdzenie apelującego, jakoby oskarżony działał w celu wyłączenia Tomasza Korzeniowskiego z debaty publicznej, dotyczącej wieży Muzeum II Wojny Światowej. Tego rodzaju intencji nie sposób jest doszukać się w wypowiedzi oskarżonego" - dodał sędzia.
Korzeniowski odmówił ujawnienia dziennikarzom, jakich znieważających słów użył wobec niego prezydent Gdańska. Ostrzegł jednocześnie, że rozpowszechnianie takich informacji przez media będzie groziło sankcjami karnymi. Tego, jakiej wypowiedzi użył wobec oskarżyciela prywatnego Adamowicz nie chciał też zdradzić dziennikarzom jego obrońca, Maciej Śledź.