Uniwersytecki Szpital Kliniczny nr 1 PUM w Szczecinie znalazł się w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Placówka, chcąc uniknąć ograniczania świadczeń dla pacjentów, częściowo wstrzymała wypłaty dla pracowników, a problemy mogą potrwać nawet 12 miesięcy. Z wewnętrznego pisma, do którego dotarła Niezależna.pl, wynika, że dyrektor szpitala Konrad Jarosz źródła kryzysu upatruje znacznie szerzej. Ostrzega przed luką finansową NFZ i podkreśla, że problem nie dotyczy jednej placówki, lecz całego systemu ochrony zdrowia.
Pragnę podkreślić, że zaistniała sytuacja nie wynika z kwestionowania przez Szpital zasadności wystawionej faktury ani z braku uznania należnego wynagrodzenia. Jest ona konsekwencją trudnej i wymagającej sytuacji finansowej Szpitala oraz szeroko występujących obecnie problemów finansowych publicznego systemu ochrony zdrowia w całym kraju.
– wskazał w piśmie dyrektor Jarosz.
Aktualne problemy finansowe ochrony zdrowia mają charakter systemowy. W 2026 r. kwestia poprawy sytuacji finansowej podmiotów leczniczych jest przedmiotem analiz i działań na poziomie Ministerstwa Zdrowia, Ministerstwa Finansów oraz Narodowego Funduszu Zdrowia.
– podkreślił dyrektor placówki.
Wskazuje również na konieczność ograniczania wzrostu wydatków przy jednoczesnym zachowaniu bezpieczeństwa pacjentów. Zdaniem dyrektora problem jest szerszy niż sytuacja jednej placówki. Dyrektor tłumaczy, że przy ograniczonych środkach placówka musi ustalać priorytety.
W pierwszej kolejności zabezpieczane mają być wydatki kluczowe dla bezpieczeństwa pacjentów i ciągłości leczenia. W piśmie wymieniono m.in. leki i produkty lecznicze, materiały opatrunkowe, wyroby medyczne, sprzęt i wyposażenie oddziałów, świadczenia udzielane w trybie nagłym oraz wynagrodzenia personelu niezbędnego do zachowania ciągłości udzielania świadczeń.
Jednym z najbardziej niepokojących fragmentów dokumentu jest informacja dotycząca przyszłości. Dyrektor uprzedza bowiem, że problemy z płynnością nie muszą zakończyć się wraz z jedną płatnością.
Mając na uwadze przewidywane uwarunkowania finansowe, pragnę również z wyprzedzeniem poinformować, że w okresie najbliższych 12 miesięcy analogiczne sytuacje mogą występować również w kolejnych okresach rozliczeniowych.
– ostrzega.
"To celowe działanie obecnego rządu, obliczone na konkretny rezultat"
"Mam sygnały z całej Polski, że to już się zaczyna dziać. Wypłaty są opóźniane o kilkanaście tygodni, czasem o kilka miesięcy, pracownicy ich nie dostają. To powolne umieranie państwowej ochrony zdrowia na rzecz prywatyzacji" – komentuje doniesienia portalu Niezależna.pl Waldemar Kraska, senator PiS, były wiceminister zdrowia.
Specjaliści, którzy nie będą otrzymywali wynagrodzenia w odpowiednim czasie, odejdą ze szpitali i przejdą do prywatnej służby zdrowia.
– ostrzega.
Polaków nie stać na to, żeby płacić za zabiegi po kilkanaście tysięcy złotych, ale nie możemy też pozwolić, by czekali na ich wykonanie kilkanaście lat. Już w tej chwili pojawiają się wieloletnie kolejki. To celowe działanie, aby państwowa służba zdrowia przekształciła się w prywatną.
– uzupełnia Kraska.
To nie jest droga, którą powinniśmy wybrać. Pieniędzy w Narodowym Funduszu Zdrowia jest coraz mniej. Dyrektorzy wielu placówek sygnalizują, że ten problem będzie narastał z tygodnia na tydzień.
– dodaje.
Widzimy, że to będzie się pogłębiało i będzie to proces długotrwały. Dotknie to zwłaszcza mniejszych szpitali, szczególnie powiatowych, skąd odpłyną specjaliści do miejsc, gdzie jest płynna wypłata wynagrodzeń. Będzie to skutkowało zamykaniem oddziałów i całych placówek. Jeden szpital w Miastku został już zamknięty. Ten proces postępuje. Obawiam się, że polscy pacjenci zostaną postawieni przed zamkniętymi drzwiami polskich szpitali.
– kończy nasz rozmówca.