Jak podał dzisiaj serwis oko.press, rzecznicy dyscyplinarni sędziów sądów powszechnych - Piotr Schab, Przemysław Radzik, Michał Lasota - stracili dostęp do siedziby KRS. Rzekomo zdezaktywowane zostały ich karty dostępu, co uniemożliwia im wejście do budynku, a jednocześnie miano ich wezwać do zabrania prywatnych rzeczy z gabinetów.
Do tych "rewelacji" odniósł się sędzia Przemysław Radzik, legalny zastępca rzecznika, który… był dziś w pracy.
- O dezaktywacji kart do naszych pomieszczeń wiem tylko z mediów. Dziś normalnie wykonywałem obowiązki w biurze Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych. Nie wydarzyły się okoliczności, o których piszą media, że rzekomo wezwano nas do opuszczenia gabinetów i zabrania prywatnych rzeczy. To nie miało miejsca
- zaprzeczył.
Podkreślił, że jego kadencja trwa i jutro także uda się do pracy. - Wtedy będziemy mieć potwierdzenie, czy medialne doniesienia są prawdziwe. Nie wykluczam, że tak może być, ponieważ będąc dziś w pracy otrzymałem informację, że kierownik sekretariatu został wezwany do pana Zawistowskiego. Całkiem możliwe, że podczas tego spotkania zakomunikował taką decyzję - wskazał.
- Jestem spokojny. Moja kadencja trwa, wykonuję swoje obowiązki. Mam nadzieję, że nie dojdzie do powtórnej kradzieży moich prywatnych rzeczy, jak miało to miejsce w styczniu, gdy prokuratorzy wojskowi - z polecenia panów Żurka i Makowskiego - włamali się do biura, rozbili szafy, ukradli rzeczy urzędowe i prywatne. Do tej pory nie rozpoznano zażalenia na te nielegalne czynności - przypomniał s. Radzik.
Podkreślił, że „wszystkie te działania mają szerszy kontekst”. - Dodając do tego pozbawienia sędziego Łukasza Piebiaka dostępu do dokumentów jako członka Krajowej Rady Sądownictwa, wyłania się obraz państwa bandyckiego, bananowego, gdzie rządzi łom i bezprawie - usłyszeliśmy.
- Tą ekipę, także sędziowską - Iustitia, Themis, nowi członkowie KRS - wyróżnia wyjątkowa małostkowość. Weźmy za przykład posiedzenia „nowej” Rady. Żadnego z kandydatów, którzy mieli za sobą tysiące głosów poparcia, nie wybrano do żadnej komisji. „Wycinano” ich wszystkich, podobnie jak przedstawiciela pana prezydenta. To małostkowość i bezprawie
- mówił dalej.
- W przypadku rzeczników dyscyplinarnych mogli przecież wezwać nas i powiedzieć: „panowie, uważamy, wasza kadencja dobiegła końca. Opuśćcie gabinety”. To byłoby minimum przyzwoitości, które należałoby zachować. Tu tego nie ma. Jest po prostu, pomijając małostkowość, zwyczajne prymitywne chamstwo - podsumował s. Radzik.