Członkowie Ruchu Obrony Granic przybyli dziś do Berlina w miejsce głazu ustawionego w pobliżu niemieckiego parlamentu, który ma upamiętniać polskie ofiary II wojny światowej. Chcieli tam postawić symboliczny krzyż, jednak nie zgodziła się na to niemiecka policja.
Dziennikarka Aleksandra Fedorska w rozmowie z TV Republika podkreśliła, że jej zdaniem zachowanie funkcjonariuszy wskazuje na to, że jest to "zorganizowana akcja policyjna". Następnie zadzwoniła do rzecznika prasowego berlińskiej policji. Po krótkiej rozmowie rzecznik rozłączył się. Gdy ponowiła próbę, odebrał przedstawiciel "centrum zarządzania".
[polecma:https://niezalezna.pl/polska/polacy-chcieli-postawic-krzyz-przy-slynnym-glazie-w-berlinie-na-miejscu-interweniowala-niemiecka-policja/572879]
Ten pan nie określa siebie już jako przedstawiciel dla prasy. Powiedział, że zostałam przekierowana do centrum zarządzania. On nie może się wypowiedzieć na ten temat. Uważa, że tam na miejscu przy tej akcji policyjnej jest osoba o tytule „fuhrer”. Ten ktoś decyduje, czy to jest właściwe, czy nie. Jeśli ten ktoś zdecydował, że zostanie zatrzymany krzyż, tak musi być. Tam na miejscu należy szukać tego „fuhrera”. Berlińska policja stchórzyła
– relacjonowała.
Robert Bąkiewicz, lider ROG, wskazywał, że "jest to sprawa polityczna, która pokazuje stosunek Niemców do Polski".
Czujemy się, jakby gestapo nas tutaj zatrzymało. To pozbawienie nas praw, które mamy jako obywatele Polski. Czekamy na przybycie pracowników polskiej ambasady
– dodawał.