Ruszyło śledztwo ws. informacji medycznych dotyczących Sławomira Cenckiewicza jakie wyciekły do "Gazety Wyborczej". Sąd podjął decyzję dotyczącą ochrony dóbr osobistych i w ramach zabezpieczeni nakazał redakcji usunięcie fragmentów artykułów dotyczących m.in. przyjmowanych w przeszłości przez szefa BBN leków. Zakaz publikacji tych informacji obowiązuje przez roku.
Decyzję sądu skomentował płk Mariusz Kozłowski. "To jest fundamentalne zabezpieczenie, którego sąd nie wydałby nie stojąc na stanowisku, że zostały ujawnione dane z postępowania, które były uzyskane nielegalnie" - podkreśli emerytowany oficer Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Podkreślił, że zabezpieczenie, które zastosował sąd, idzie bardzo daleko - z jednej strony nakazuje wykreślenia nielegalnie pozyskanych danych, ale także zakazu publikowania czegokolwiek nowego powielającego te treści.
"Mają poważne kłopoty"
We wpisie na platformie X podkreślił, że "Stróżyk i jego ekipa ma poważne kłopoty", a "jeszcze większe kłopoty ma ekipa koordynatora tajnych służb".
Zauważył, że jest "iskra nadziei, że nie wszystko stracone i w niedalekiej przyszłości zaufanie do kontrwywiadu można odbudować". Przypomniał, że nadal wiele osób ubiegających się o dostęp do informacji niejawnych "w dobrej wierze i w zgodzie ze staniem faktycznym w zaufaniu przekazywali i przekazują kontrwywiadowi" bardzo szczegółowe dane dotyczące swojego życia.
"Wreszcie istnieje szansa, że ci którzy nielegalnie przekazali dane z postępowania poniosą karę"
- dodał.
Nie chce brzmieć patetycznie, ale:
— Mariusz Kozłowski (@mario_kozlo) March 20, 2026
🟥 to jest fundamentalne zabezpieczenie, którego Sąd nie wydałby nie stojąc na stanowisku, że zostały ujawnione dane z postępowania, które były uzyskane nielegalnie
🟥 #Strózyk i jego ekipa ma poważne kłopoty
🟥 jeszcze większe kłopoty ma ekipa… https://t.co/2raaubxzfc