W czwartek o godz. 13.00 rozpoczęło się posiedzenie parlamentarnego Zespołu Przeciwdziałania Bezprawiu, które poświęcone skupia się na aferze pedofilskiej w kręgach Koalicji Obywatelskiej.
Jak podał jednak dzisiaj w mediach społecznościowych szef zespołu, poseł Michał Woś, transmisja nie jest dostępna na stronach sejmowych.
Więcej w artykule: "Znów cenzura!". Kancelaria Sejmu nie zgodziła się na transmisję posiedzenia na temat pedofilii w KO
"To zjawisko nie zna zawodu i barw politycznych"
Podczas posiedzenia zespołu pod przewodnictwem Michała Wosia, przemawiała Justyna Kotowska - członek państwowej komisji ds. wyjaśnienia przypadków pedofilii. Zwróciła uwagę, że w każdej tego typu sprawie - największe jest dziecko i jego poczucie bezpieczeństwa.
Chciałabym zwrócić uwagę na konieczność ochrony interesu dzieci przy informowaniu o tego typu sprawach. Pamiętajmy też, że w tego typu sprawach to są dzieci pokrzywdzone przestępstwem wykorzystania seksualnego. I ponadto, jeżeli są to sprawy komentowane publicznie, to pamiętajmy, że dziecko nie ma takich szans na obronę jak osoba dorosła. Nie raz jest tak, że obserwujemy w tych sprawach ostracyzm społeczny. Nie dość, że te dzieci są krzywdzone, to jeszcze potem atakowane przez otoczenie. Dlatego - bardzo Państwa proszę o to, abyśmy przede wszystkim zawsze kierowali się dobrem dziecka, aby dodatkowo nie krzywdzić, nie wtórminiozować dzieci. Pamiętajmy, że to, co jest w przestrzeni publicznej, zostaje tam na stałe. TE dzieci będą rosły, będą młodymi dorosłymi, którzy będą mieli swoje cele, będą chcieli normalnie żyć. To jest naturalne prawo każdego człowieka. Dlatego jest to okres niezwykle wrażliwy, niezwykle ważny, abyśmy my, osoby dorosłe, będące w otoczeniu, nie dopuszczały się ostracyzmu społecznego wobec dzieci i szanowały ich prywatność i tożsamość, abyśmy my dali im większą szansę na to, by mogły dalej żyć. Rzeczywiście, zjawisko wykorzystania seksualnego jest zjawiskiem wbrew temu, co uważamy dosyć rozlewającym się. Jest to zjawisko, które nie zna zawodu, nie zna wykształcenia, nie zna stanu poczytalności i nie zna barw politycznych.
– tłumaczyła.
Rozstrzał w statystykach. Co jest powodem?
Dalej, skupiła się na sprawcach. Okazuje się, że statystyki oficjalne często nie pokrywają się z rzeczywistością.
Wśród sprawców są sprawcy, którzy funkcjonują nisko, o trudnościach z utrzymaniem pracy, o trudności w samodzielności. I z nimi system sobie w miarę dobrze radzi. Oni są, fakt, w aktach spraw karnych. Natomiast ze sprawcami wysoko-funkcjonującymi, bez względu na to, w jakiej grupie funkcjonują, ale posiadają zasoby, autorytet, wiedzę, już nasz system ochrony dzieci nie do końca dobrze sobie radzi. Z badań państwowej komisji wynika, że tych sprawców wysoko-funkcjonujących w sprawach karnych mam 1-2 proc., gdzie dane populacyjne mówią o około 10 proc.
– mówiła.
I kontynuowała: "co do skali przemocy seksualnej wobec dzieci mówi się, że 8 proc. dzieci doświadczyło przemocy seksualnej wobec siebie, w kontakcie bezpośrednim, natomiast 26 proc. bez kontaktu bezpośredniego. O tym mówią badania NWDDS-u. Natomiast, jednocześnie zastrzegając, że są to dane niedoszacowane. W tym momencie mamy wysyp dzieci krzywdzonych w internecie. Wzrost materiałów przedstawiających krzywdę seksualną dziecka. Nic nie zapowiada, że przemoc seksualna wobec dzieci, będzie się wygaszać. Wręcz przeciwnie".
Dlaczego otoczenie nie reaguje? Jest kilka przyczyn. Otoczenie się boi, otoczenie się wstydzi, otoczenie - zwłaszcza, jeżeli mamy do czynienia z dobrze funkcjonującym sprawcą, który cieszy się autorytetem, otoczenie nie dowierza. Osoba, która jest miła, dobrze ubrana, nie wykazuje większych trudności w funkcjonowaniu na różnych etapach zawodowych, może dopuszczać się tak krzywdzących czynów. Zatem - czas jest na to, abyśmy zaczęli zmieniać przekonania w zakresie postrzegania zjawiska wykorzystania seksualnego dzieci, zwłaszcza w obszarze online.
– mówiła Kotowska.
Jak dodała - "nadal minimalizujemy, bagatelizujemy, zaprzeczamy temu, że to może w ogóle spotkać moje dziecko, bądź dziecko z mojego otoczenia. Potrzebujemy naprawdę, w sposób pilny, uszczelnienia systemu, zwłaszcza w kwestii sprawców, którzy posiadają zasoby i działają w internecie. Znacząca część tych sprawców, jak pokazują badania, około 40 proc. - ci, którzy zaczynają w świecie online, będą dążyć do kontaktu bezpośredniego. Jest to zjawisko wysoce złożone, które zaczyna się od pojedynczego smartfona i tworzenia materiałów za pomocą telefonu po globalny interes światowy, generujący ogromne nielegalne zyski. To jest zjawisko zbyt heterogeniczny, zbyt dynamicznie rozwijające się. Zwłaszcza ze względu na rozwój nowych technologii, abyśmy mogli poprzestać na myśleniu, że obecny system ochrony dzieci jest wystarczający".
Jej zdaniem - "kuleje nam również opieka rodziny, dziecka, które trzeba odizolować od sprawcy, który jest w rodzinie. Dostęp do specfjalisty wtedy jest krytyczny. Nie mówimy o tym, że dziecko ma czekać 264 dni na dostęp do psychologa. Dziecko w momencie, w którym ujawnia przemoc seksualną, powinno być w tym samym dniu, skonsultowane ze specjalistą. Jeżeli sprawca jest spoza rodziny, tą konsultacją powinna być objęta cała rodzina".
Nasz system i nasze myślenie koncentruje się często na sprawcach, ale tak naprawdę - kosztem myślenia o dziecku i o tym, jakie czynniki chroniące powinny pojawić się na ścieżce - nie tylko prewencji pierwszego rządu, ale i drugiego i trzeciego, kiedy naprawdę jesteśmy w stanie dużo zrobić, żeby zapobiec rozwojowi poważnych konsekwencji wynikających z doświadczenia przemocy seksualnej.
– wskazywała.