W środę śledczy otrzymali kluczowe dla sprawy informacje. Przeprowadzona tego dnia sekcja zwłok siedmiomiesięcznego chłopca rzuciła nowe światło na wydarzenia z mieszkania przy ul. Modzelewskiego. "Biegły stwierdził nagłe ustanie krążenia, a także wrodzoną wadę mózgu, która mogła być za to odpowiedzialna" – poinformował prok. Piotr Antoni Skiba z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Przypomnijmy, że do tragicznego odkrycia doszło w nocy z poniedziałku na wtorek. Zaniepokojeni krzykami sąsiedzi wezwali policję. Ponieważ nikt nie otwierał drzwi, funkcjonariusze przy pomocy straży pożarnej weszli siłowo do lokalu. W środku znaleziono ciało niemowlęcia oraz jego rodziców, którzy znajdowali się pod wpływem alkoholu. Oboje zostali zatrzymani.
Początkowe doniesienia, oparte na informacjach przekazywanych przez policję, sugerowały, że w mieszkaniu mogło dojść do awantury. Prokuratura, po zebraniu materiału dowodowego, ma już jednak inny obraz sytuacji. "Na tym etapie możemy potwierdzić, że podniesione głosy, wymiana zdań, krzyki, które były przyczyną wezwania policji przez sąsiadów, nie były wynikiem awantury, tylko paniki związanej z ujawnieniem zwłok dziecka" – zaznaczył prok. Skiba.
Śledztwo i dramat rodziców
Prokurator Piotr Antoni Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, poinformował, że wszczęto śledztwo w zakresie nieumyślnego spowodowania śmierci. Podkreślił jednocześnie, że "jest to standardowa kwalifikacja w przypadku ujawnienia zwłok, gdy nieznana jest przyczyna śmierci".
Ojciec dziecka został w środę przesłuchany w charakterze świadka. Matka, z uwagi na silne reakcje psychiczne spowodowane śmiercią syna, została przewieziona do szpitala psychiatrycznego. Prokurator potwierdził, że rodzice byli pod wpływem alkoholu, ale byli także "bardzo spanikowani i wstrząśnięci tym, co się wydarzyło".
Śledczy ustalili, że rodzina nie była wcześniej znana policji i nie dochodziło w niej do interwencji. "Jeśli chodzi o opinię o tej rodzinie, nie było żadnych zgłoszeń, awantur czy interwencji policji. Mówimy tu o wielkiej, rodzinnej tragedii" – podkreślił prok. Skiba. Jak dodał, rodzice wiedzieli, że ich dziecko jest chore i ma wadę wrodzoną.
Co dalej ze sprawą?
Na obecnym etapie śledztwa, biorąc pod uwagę wyniki sekcji zwłok, zeznania ojca oraz wywiad środowiskowy, prokuratura nie znalazła podstaw, by uznać, że do śmierci dziecka przyczyniły się osoby trzecie.
"Brak jest podstaw, by uznać, że doszło do spowodowania śmierci dziecka przez osoby trzecie, zwłaszcza rodziców" – powiedział przedstawiciel prokuratury.
Śledczy oczekują jeszcze na finalną, pisemną opinię biegłych oraz na możliwość przesłuchania matki dziecka, gdy jej stan na to pozwoli. "Biorąc pod uwagę dotychczasowe ustalenia, jest duże prawdopodobieństwo, że w kolejnych miesiącach to postępowanie zostanie ukończone" – podsumował prokurator Skiba.