Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Śledztwo ws. ataków na TV Republika i dom Karola Nawrockiego wykracza poza Polskę. Prokuratura zmienia zdanie

Sprawa fałszywych alarmów bombowych wymierzonych w rodzinę prezydenta Karola Nawrockiego i  dziennikarzy TV Republika zatacza coraz szersze kręgi i wykracza poza granice Polski. Śledczy skierowali wnioski o międzynarodową pomoc prawną m.in. w celu zabezpieczenia dowodów elektronicznych. W krajowym wątku śledztwa panuje chaos. Prokuratura dopiero po czasie zaczęła przyznawać dziennikarzom status poszkodowanych, podczas gdy jeszcze niedawno przekonywała, że... pokrzywdzonych w tej sprawie w ogóle nie ma.

Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga w odpowiedzi na nasze pytania stwierdza, że w sprawie dotyczącej tzw. „fałszywych alarmów” przesłuchano bardzo dużą liczbę świadków, wśród których byli również dziennikarze, a także pracownicy służb, tj. Policji oraz Straży Pożarnej, którzy reagowali na nieprawdziwe zgłoszenia.

Problem z przesluchaniami i zatrzymaniami

Problem w tym, że  bardzo wielu z dziennikarzy do tej pory nie zostało wezwanych na rozmowy ze śledczymi. Tak jest w przypadku m.in. dyrektora programowego TV Republika Michała Rachonia czy dziennikarza Adrian Klarenbacha. Rachoń ma być przesłuchany w tym tygodniu. Tempo nie poraża.

Jak zostaliśmy poinformowani przez prokuraturę, przesłuchano również rodzinę prezydenta Karola Nawrockiego przebywającą w mieszkaniu w Gdańsku. Nie jest planowane na chwilę obecną przesłuchanie samego prezydenta.

Żadna z dotychczas zatrzymanych w tych sprawach osób nie została zwolniona przez prokuratora, nie zmieniał on również charakteru pierwotnie zastosowanych środków zapobiegawczych wobec aktualnych podejrzanych – twierdzą śledczy. 

Tylko, że o areszcie decydują sądy. Mamy informacje, że część wcześniej aresztowanych osób cieszy się wolnością. Prokuratura twierdzi, że nie jest w stanie potwierdzić lub zaprzeczyć tym doniesieniom.   

Jeśli chodzi o informacje dotyczące ilości osób przebywających aktualnie w areszcie, z uwagi na dobro śledztwa, zostaną one przedstawione w późniejszym terminie

– twierdzi prokuratura. 

Przypomnijmy, kto i jak był zatrzymywany w sprawie. 

Dwie osoby z pięciu zatrzymanych – jak się sugeruje - w związku z majową serią fałszywych alarmów, usłyszały zarzuty, które nie mają żadnego związku z aktualnymi zdarzeniami. Potwierdziła nam to prokuratura.  Dwóch z pięciu zatrzymanych było niedawno w areszcie, jednak zostali wypuszczeni na wolność przez sąd. 

Rzeczniczka MSWiA Karolina Gałecka informowała, że do tej pory cztery osoby zostały zatrzymane w związku z fałszywymi alarmami, po których służby interweniowały m.in. w domach polityków. - Dwie osoby są aresztowane i mają postawione zarzuty - powiedziała.  I – co nie jest nowością – rzeczniczka nie była „precyzyjna”.

Zatrzymane pod koniec maja dwie kolejne osoby usłyszały zarzuty za czyny obejmujące okres od 1 lutego 2023 r. do 5 września 2025 r. To owoc  śledztwa prowadzonego od 2 września 2025 r. przez prokuraturę w Katowicach. Dotyczyło ono „kierowania za pośrednictwem internetu gróźb karalnych oraz dokonywania fałszywych zgłoszeń o alarmach bombowych”.

Wobec Wiktora Z., któremu przedstawiono zarzuty, zastosowano „wolnościowe środki zapobiegawcze” – m.in. poręczenie majątkowe, zakazu opuszczania kraju, dozór policji. 

Z kolei wobec Bartosza Ł. skierowano „ponowny wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztowania do Sądu Okręgowego w Rybniku”. Mężczyzna był już tymczasowo aresztowany w śledztwie, jednak sąd zdecydował, że powinien go opuścić z powodu zbyt słabych dowodów. 
Prokurator Katarzyna Calów-Jaszewska stwierdziła wprost w rozmowie z naszym portalem, że zarzuty wobec Bartosza Ł. i Wiktora Z. dotyczą na tym etapie zdarzeń historycznych, starszych. „Śledztwo jest w toku, to się może zmienić” – mówiła w maju.

Na czym polega powiązanie zatrzymanej pod koniec maja dwójki? W przypadku jednej z osób - żaden. Z kolei Bartosz Ł. – jest powiązany przez wspólne działania, ale bez udowodnionego związku z majowymi wydarzeniami,  z Wiktorem P. ps. "Batmanik".  Jak pisały media „Batmanik” ostatnie pół roku spędził w areszcie. Sąd niedawno wypuścił go na wolność, bo uznał jego groźby za "fantazyjne i oderwane od rzeczywistości". 

Został zatrzymany, na wniosek Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, razem z inną osobą, odpowiednio 21 i 24 maja. Otrzymali już mniej „historyczne” zarzuty: mają odpowiadać, zdaniem śledczych, za fałszywy alarm dotyczący posesji Jarosława Kaczyńskiego i jeden (z kilkunastu) alarmów ws. TV Republika. Nie przyznają się do ich dokonania.

Wątki międzynarodowe

Sprawa fałszywych alarmów ma – jak się dowiedzieliśmy – wykracza poza Polskę. Prokuratura potwierdziła portalowi Niezależna.pl, że skierowano dwa wnioski o międzynarodową pomoc prawną. Planuje kolejne. W jakim celu? „Chodzi o zabezpieczenia materiału dowodowego w postaci dowodów elektronicznych” – wyjaśniają śledczy. 

Zabezpieczono również monitoring w ramach wątku dot. fałszywych alarmów w mieszkaniu Pana Prezydenta Karola Nawrockiego. 

Prokurator wszczął śledztwo między innymi o czyny z art. 190 a par. 1 k.k., na szkodę ustalonych pokrzywdzonych, którzy są dziennikarzami – chodzi o nękanie i stalking. Tylko część dziennikarzy dotkniętych atakami uzyskało status poszkodowanych lub otrzymało informację na ten temat. 
To i tak „postęp”. Jeszcze w czerwcu ówczesna rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Karolina Staros, (nie pełni już tej funkcji) była pytana kto ma status pokrzywdzonego.

Tutaj nie ma pokrzywdzonych. To są przestępstwa przeciwko porządkowi publicznemu i one nie mają bezpośrednio pokrzywdzonych. Pokrzywdzony jest system. Narażone zdrowie jest abstrakcyjne, to jest ogólne dobro. Narażone jest funkcjonowanie państwo, bezpieczeństwo powszechne. Mamy śledztwo w sprawie wywoływania alarmów, gdzie nie ma pokrzywdzonych, pokrzywdzone jest całe społeczeństwo, ogół

– mówiła portalowi Niezależna.pl. 
 

Źródło: Niezależna.pl

NAJNOWSZE Polska