Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Skandal wokół byłej działaczki Koalicji Obywatelskiej. "Gazeta Wyborcza" gumkuje nazwę partii...

Mąż został skazany za zwyrodniałe czyny pedofilskie i zoofilskie na 25 lat więzienia, a jego żona - była działaczka Koalicji Obywatelskiej - na 6,5 roku. Skandal wstrząsnął opinię publiczną, a na jaw dziennikarze wyciągają kolejne bulwersujące ustalenia. Tymczasem "Gazeta Wyborcza" w tekście o tej sprawie wprost unika wymieniania nazwy ugrupowania, z którym była związana kobieta. Pisze jedynie o "dużej partii".

Na naszych stronach informowaliśmy o szokującej sprawie z dolnośląskiego Kłodzka. 

On został skazany na 25 lat więzienia za gwałty na nieletnich, zoofilię oraz rejestrowanie tych czynów na filmach i zdjęciach. Ona, jego była żona, to także eks-działaczka lokalnej Platformy Obywatelskiej, kandydatka w niedawnych wyborach samorządowych. 

Kobieta zasiadała na ławie oskarżonych. Prokuratura zarzucała jej, że od 2011 do 2022 r. nie udzieliła pomocy małoletniej, która była ofiarą przemocy seksualnej ze strony jej byłego męża. Kobieta miała być także świadkiem czynów zoofilskich i odpowiadała za znęcanie się nad zwierzętami.

Sąd skazał ją na 6,5 roku pozbawienia wolności.

Kto w partii wiedział?

Internauci dotarli do zdjęć, na których kobieta pozowała jeszcze niedawno z czołowymi politykami Koalicji Obywatelskiej, w tym ministrem-koordynatorem służb specjalnych Tomaszem Siemoniakiem, czy wicemarszałek Sejmu, Moniką Wielichowską. Ta ostatnia usunęła już ze swojego profilu w mediach społecznościowych zdjęcia ze skazaną eks-działaczką.

- To, co mnie uderzyło najbardziej to fakt, że w Kłodzku, małej mieścinie, ta historia była znana. Ludzie wiedzieli o tej historii, opowiadali sobie o tym. Mimo tego, lokalna Platforma Obywatelska tę osobę cały czas pchała do przodu. Faworyzowała, wpisywała ją na listy wyborcze. Nikt nic z tym nie zrobił. To kwintesencja doktryny Neumana, która obejmuje również takie rzeczy. Lokalny interes partyjny był ważniejszy niż to, co działo się w tym domu

- mówił dziś na antenie TV Republika dziennikarz Karol Gnat.

"Członkini dużej partii"

Tymczasem lokalne wałbrzyskie wydanie "Gazety Wyborczej" unika używania nazwy partii, z jaką związana była kobieta.

W tekście Ewy Wilczyńskiej czytamy:

"Anna nie była osobą anonimową w swoim mieście. Należała do dużej partii politycznej, w 2018 roku walczyła o mandat radnej w swojej miejscowości, pokazywała się na zdjęciach ze znanymi politykami. W 2023 roku, gdy miała już zarzuty, włączyła się aktywnie w kampanię wyborczą partii, wspierając jej liderkę. Do dziś można znaleźć zdjęcia, na których stoją razem".

- Gazeta Wyborcza informuje, że zboczona mieszkanka Kłodzka należała "do dużej partii politycznej". Nazwa tej partii nie pada. Ani słowa o tym, że zwyrodniała kobieta była ważną działaczką Platformy Obywatelskiej - wskazał wrocławski dziennikarz, Marcin Torz.

W sieci przypomniano, że w przypadku innej "dużej partii" - redakcja "Wyborczej" stawia sprawę jasno.

Marcin Torz zasugerował także, że może to nie być jedyny skandal w kręgach kłodzkiej KO.

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej