Sytuacja miała miejsce przy moście łączącym Gryfino z niemieckim Mescherin. W niedzielę po godz. 23 jako pierwsi po polskiej stronie pojawili się żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej. Na miejscu zastali grupę społeczników z gryfińskiej Straży Obywatelskiej (SO), która przekazała im informację dotyczące swojej misji na miejscu, a także zaoferowała możliwość korzystania z ich wody i przekąsek przynoszonych przez okolicznych mieszkańców.
- Żołnierze WOT odnieśli się pozytywnie do naszej propozycji. Ale wiadomo było, że nie będą mogli nam przekazywać żadnych informacji - zrelacjonował w rozmowie z portalem Niezalezna.pl Łukasz Kamiński, jeden z obecnych na miejscu społeczników należących do SO i były radny miejski.
Przed północą na miejscu pojawiła się także Straż Graniczna. Z rozmowy funkcjonariuszy z żołnierzami WOT wynikało, że przejście ma zostać całkowicie zamknięte. - Dostali dyspozycję, by zawracać wszystkich - przekazał Kamiński.- Z rozporządzenia wynika coś zupełnie innego. Ale wtedy jeszcze podejrzewaliśmy, że może są to przygotowania do tego, że może zaraz w tym miejscu dojść do przekazania migrantów z niemieckiej strony - tłumaczył.
Zmiana rozkazów
Chwilę po północy obecny na miejscu ludzie dowiedzieli się, że "teraz przejście jest zamknięte". Obecny na miejscu żołnierze zawracali samochody, które chciały skorzystać z mostu i kierowali ich na inne przejścia. W międzyczasie członkowie SO ustalili, że patrol Straży Granicznej otrzymał tylko pierwszą stronę rozporządzenia i rozkaz zamknięcia przeprawy.

Społecznicy zaprezentowali funkcjonariuszom całość dokumentu, z którego wynika, że przejście Gryfin-Mescherin powinno być otwarte całodobowo, a ruch na nich jest dozwolony. Po konsultacji z dowództwem rozkazy zmieniono.
- Po kilku minutach przywrócono ruch. Oznacza to, że funkcjonariusze SG wcześniej dostali rozkaz niezgodny z rozporządzeniem - podsumował sytuację nasz rozmówca.
Kamiński dodał przy okazji, że nie odczuł wtedy, by ktoś chciał członków ich ruchu stamtąd usuwać. Przyznał, że dopiero nad ranem okazało się, że pozwolenie na korzystanie z miejsca, w którym przechowywana była woda i prowiant zostało cofnięte.
Rzecznik ppor. Katarzyna Przybysz z Morskiego Oddziału Straży Granicznej, pod który podlega ten rejon zapytana przez nas o tę sytuację początkowo przyznała, że nie słyszała o niej. Po kilku godzinach otrzymaliśmy odpowiedź zawierającą jej ustalenia, którą publikujemy w całości (pogrubienia dodała redakcja-red.):
"Tryb i szybkość wyprowadzenia tymczasowej kontroli granicznej wywołał pewną niezrozumiałość w zakresie zadań wskazanych do realizacji przez patrol w obrębie przejścia granicznego Gryfino-Mescherin. Było to skutkiem nieprawidłowej interpretacji przez funkcjonariuszy Rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji w sprawie przywrócenia tymczasowo kontroli granicznej osób przekraczających granicę państwową. Jeszcze w trakcie trwania kontroli czynności funkcjonariuszy zostały zweryfikowane przez przełożonego, co pozwoliło na kontynuację podróży przekraczających granicę osób. Powyższy incydent nie wpłynął na skuteczność ochrony granicy państwowej i dalsze czynności w związku z przywróconą tymczasową kontrolą graniczną".
– odpisała rzecznik.
***
Odwet Niemców
Ruch przygraniczny po stronie polskiej na tym odcinku odbywał się płynnie. Polacy przekraczający most byli początkowo kontrolowani wyrywkowo, potem każdy z przejeżdżających musiał okazać dowód tożsamości.
Inaczej sytuacja wyglądała po niemieckiej stronie, gdzie jak wynika z relacji świadków Niemcy od rana prowadzili skrupulatne, całkowite kontrole pojazdów sprawdzając m.in. zawartość apteczek. Spowodowało to duże utrudnienia w komunikacji, a także unieruchomienie kilku samochodów, które nie zostały dopuszczone do dalszego ruchu.