Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
Polska

Rząd nie reaguje na kryzys na rynku zbóż. "Polskie rolnictwo będzie musiało się zamykać"

W 2022 i 2023 r. rolnicy protestowali, bo ceny pszenicy spadły z 1600 zł do 1100 zł. W odpowiedzi rząd PiS przygotował dopłaty do zbóż nawet w wysokości ponad 3 tys. zł na hektar, co dawało cenę 1400 zł za tonę zboża. Dzisiaj cena tony pszenicy oscyluje w granicach 700 zł. Rolnicy są niezadowoleni, ale rząd nie ma zamiaru reagować. – Jeżeli rząd nie zacznie działać, to polskie rolnictwo będzie się musiało zamykać – mówił Tomasz Obszański z Solidarności Rolników Indywidualnych.

Ceny zbóż na rynku, zdaniem polskich rolników, są dzisiaj poniżej kosztów produkcji. Według Jana Krzysztofa Ardanowskiego rolnicy sprzedają tonę zboża za takie same pieniądze co 20 lat temu. Cena 700 zł za tonę wydaje się tym bardziej dramatyczna, że już w 2023 r. rolnicy protestowali, twierdząc, że cena 1100 zł jest na granicy opłacalności.

Reklama

Czasy te dobrze pamięta Jan Krzysztof Ardanowski, który krytykował rząd Prawa i Sprawiedliwości za brak reakcji.

– Wtedy cena pszenicy, weźmy ten podstawowy gatunek zbóż, z około 1500–1600 zł za tonę spadła do 1100 zł. Krzyk opozycji, PSL, włosy rwali, katastrofa. Co robi teraz obecny rząd? Czemu nie reaguje? W tej chwili cena pszenicy, dobrej pszenicy, kształtuje się na poziomie 700–800 zł. I tłumaczenie ministra Krajewskiego i wszystkich po kolei: „No trudno, rynek tak decyduje, to przecież jesteśmy elementem rynku światowego”. To jest trochę jak Bieńkowska, która kiedyś powiedziała: „Sorry, taki mamy klimat”

– mówi Jan Krzysztof Ardanowski w rozmowie z portalem Cenyrolnicze.pl.

Tym bardziej niezrozumiałe są w tej chwili postulaty izb rolniczych. Zwróciły się one do ministra rolnictwa i rozwoju wsi o wystąpienie do Komisji Europejskiej o zgodę na uruchomienie systemu rekompensat. Samorząd rolniczy proponuje dopłaty do zbóż w wysokości co najmniej 200 zł do każdej sprzedanej tony zbóż. Razem oscylowałoby to w okolicach 900–1000 zł, a więc kwot, za które w 2023 r. nie opłacało się produkować.

Zdaniem byłego ministra rolnictwa Roberta Telusa izby rolnicze grają w polityczną grę z ministerstwem.

– Izby rolnicze siedzą w kieszeni ministerstwa. Ta propozycja jest stworzona po to, żeby minister był większym łaskawcą i dał połowę tej kwoty. Tak naprawdę mam wrażenie, że rządowi wydaje się, że udało się spacyfikować i zastraszyć rolników. Wszystko jednak do czasu, aż rolnicy zaczną się upominać o swoje

– mówi nam Robert Telus, były minister w rządzie PiS.

Czytaj więcej w dzisiejszym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie"!

Źródło: Gazeta Polska Codziennie
Reklama