Barbara Nowacka, czyli minister edukacji w rządzie Donalda Tuska, znana jest ze swoich dość kontrowersyjnych pomysłów, jeśli chodzi o "reformę" polskiego szkolnictwa. Jak nie wypychanie lekcji religii z planów zajęć uczniów, to przedmiot "edukacja zdrowotna", nazywana przez rodziców, nauczycieli i środowiska prawicowe - edukacją "seksualną".
Ostatnio głośno zrobiło się również wokół planów wygumkowania z listy lektur obowiązkowych kluczowych pozycji polskiej literatury. Temat ten poruszył nawet w swoim pierwszym orędziu prezydent RP, Karol Nawrocki.
Nowacka ma kolejny pomysł
"Dziennik Gazeta Prawna" pisze dziś o najnowszym pomyśle resortu pod wodzą Nowackiej. Mianowicie - chodzi o wprowadzenie obowiązku powoływania rad szkół, w których skład wchodziliby nauczyciele, uczniowie i rodzice.
Zadaniem tych komórek miałoby być m.in. opiniowanie pracy pedagogów, współtworzenie statutu szkoły czy opiniowanie jej pracy. Na ten moment - zakończyły się konsultacje nowelizacji Prawa oświatowego, która wprowadza właśnie tę oraz inne zmiany. Jednak pomysł ten, jak i wiele poprzednich, nie przypadły do gustu dyrektorom placówek.
– Wskutek proponowanych zmian rada szkoły będzie miała kompetencje do opiniowania nauczycieli, a przecież rodzice i uczniowie często nie mają odpowiedniej wiedzy i kwalifikacji do tego
– ocenił Krzysztof Baszczyński ze Związku Nauczycielstwa Polskiego.
Podobne zdanie na ten temat ma Izabela Leśniewska, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, według której "tymi zmianami na siłę chce się ich uszczęśliwić".
Gdzie tu jest miejsce na autonomię rodziców, uczniów oraz nauczycieli. Jak zaczynałam być dyrektorem, była możliwość tworzenia rad, tylko nie było chętnych do zasiadania w nich. Obawiam się, że obecnie mogłoby być podobnie
– twierdzi Leśniewska.
Dyrektorzy patrzą na to krytycznie
Kontrowersje wywołują również inne propozycje resortu Nowackiej - takie jak powołanie rzecznika praw ucznia, zmiany dotyczące zasad usprawiedliwiania nieobecności uczniów oraz wprowadzenie nowego katalogu praw i obowiązków ucznia.
Wielu nauczycieli wyraża obawy, że szkolny rzecznik nie będzie w stanie działać w pełni niezależnie, jeśli będzie podlegał dyrektorowi szkoły, a jego działania będą dotyczyć członków tego samego grona pedagogicznego. Krytycy tego rozwiązania uważają, że instytucja rzecznika miałaby sens jedynie na poziomie krajowym lub wojewódzkim. Z kolei organizacje rodziców pozytywnie oceniają pomysł wprowadzenia rzecznika na poziomie szkoły.