Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Reporter chciał wyjaśnień ws. afery pedofilsko-zoofilskiej. Wielichowska i Zembaczyński ruszyli z atakiem

Monika Wielichowska po długim milczeniu w końcu zabrała głos. Nie były to spodziewane odpowiedzi na pytania reportera Telewizji Republika, ale atak na niego zza ochraniających wicemarszałek Sejmu strażników straży marszałkowskiej. Podobnie zachował się Witold Zembaczyński, który obraził dziennikarza i... zamknął za soba drzwi.

Kłodzki skandal zoofilsko-pedofilski, w którym jedną ze skazanych jest związana przez lata z PO Kamila L. nadal nie został wyjaśniony opinii publicznej. W internecie krążą fotografie przedstawiające wicemarszałek Sejmu Monikę Wielichowską w towarzystwie skazanej kobiety. Pojawiły się także informacje o tym, że ich znajomość była na tyle zażyła, że Wielichowska miała podarować Kamili L. rasowego psa wartego kilka tysięcy złotych.

O ten wątek próbował zapytać ją redaktor Telewizji Republika Janusz Życzkowski. Jednak wicemarszałek milczała. Pytanie jednak spowodowało atak fizyczny towarzyszącego jej Piotr Borysa, który przez długi czas bronił partyjnej koleżanki odpowiadając za nią na pytania dziennikarza.

Wielichowska nie odpowiedziała

Kolejną okazją do zadania pytania było posiedzenie Sejmu, na którym pojawiła się Wielichowska. Michał Gwardyński zapytał na korytarzu, czy polityk KO podarowała Kamili L. psa, a także jaka była jej relacja z byłą partyjną działaczką, jak długo się znają i dlaczego wicemarszałek Sejmu milczy w tej sprawie.

Idąca w obstawie straży marszałkowskiej wicemarszałek odwróciła się do niego i zaczęła powtarzać:

"Nie wstyd panu?" "Jesteście obrzydliwi w tym, co robicie" "Jest pan obrzydliwy" "Nie wstyd panu?"

Odchodząc zapytała tylko reportera: "Ma pan dzieci?".

Zembaczyński obraził dziennikarza Republiki

Niedługo później, reporter Republiki próbował porozmawiać - również na temat afery zoofilsko-pedofilskiej z Witoldem Zembaczyńskim (KO). Tu również nie padła żadna merytoryczna odpowiedź, wyłącznie obraźliwe określenia. 

"Szanowny panie minionku" - tak zwrócił się do dziennikarza stacji Domu Wolnego Słowa.

Później krzyknął: "to, co Pan robi to jest pornografia, a nie telewizja, do widzenia!". I trzasnął za sobą drzwiami. 

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej