We wtorek w trakcie sesji rady miasta radny poinformował, że zgodnie z październikową decyzją EAZA poznański ogród zoologiczny stał się członkiem tymczasowym stowarzyszenia i ma dwa lata na usunięcie uchybień. Podkreślił, że decyzja była następstwem kontroli w poznańskiej placówce i licznych nieprawidłowości stwierdzonych w jej trakcie.
Rzeczniczka poznańskiego ogrodu zoologicznego Małgorzata Chodyła powiedziała we wtorek, że wypowiedź radnego Grzesia "zawiera szereg informacji nieprawdziwych, niezgodnych z przytaczanym protokołem". Podkreśliła przy tym, że członkostwo w EAZA "nie ma nic wspólnego ze statusem zoo".
Radny Michał Grześ powiedział, że wśród zarzutów stawianych poznańskiemu ogrodowi są m.in. brak spójnego planu rozwoju, brak planu długotrwałego zarządzania ogrodem, bałagan w dokumentacji oraz skupienie się na ratowaniu zwierząt zamiast na ratowaniu gatunków zagrożonych wyginięciem.
"Azyl to nie jest funkcja ogrodu zoologicznego. Obecnie w Poznaniu trzecia część ssaków to zabrane różnym podmiotom zwierzęta, którym nie grozi wyginięcie. Większość czasu pracownicy zajmują się ratowaniem zwierząt, zamiast ratowaniem zagrożonych gatunków"
– powiedział radny.
W październiku 2019 roku poznański ogród zoologiczny zorganizował akcję ratowania tygrysów z transportu, który utknął na granicy polsko-białoruskiej. Umierające z głodu i wycieńczenia zwierzęta sprowadzono do Poznania; udało się uratować dziewięć z dziesięciu transportowanych tygrysów. W ubiegłym miesiącu władze miasta podały, że na terenie poznańskiego zoo powstanie pierwszy w Polsce azyl dla dzikich i egzotycznych gatunków zwierząt.
Radny Michał Grześ poinformował we wtorek, że z raportu EAZA wynika, że w poznańskim ogrodzie zoologicznym zwierzęta są źle karmione, nie zapewnia się zaspokojenia ich potrzeb psychologicznych i emocjonalnych. Poznańskiemu zoo, według radnego, zarzucono też brak polityki oszczędności energii, brak edukacji dotyczącej ochrony gatunków, małą liczbę programów badawczych i ich niedostosowanie do potrzeb.
Dodał, że zoo utrzymuje kontakty "tylko z organizacjami ochrony zwierząt, dążącymi do likwidacji ogrodów zoologicznych".
Michał Grześ powiedział ponadto, że w raporcie wskazano też, że barierki odgradzające zwiedzających od zwierząt są niebezpieczne dla dzieci, zoo nie ma procedur na wypadek ucieczki zwierząt, zaś w chwili kontroli zaplecze weterynaryjne w zoo było brudne i źle zorganizowane.
"Nastąpiła wielka degradacja naszego zoo w Europie. Poznański ogród był pierwszym ogrodem z Polski, który nawiązał współpracę z EAZA, zawsze był wysoko oceniany i stawiany za wzór innym ogrodom w Europie. Nasze zoo ma dwa lata na poprawę – jeżeli nic nie zrobimy, to nasz ogród straci członkostwo w strukturach i stanie się zwykłym zwierzyńcem. EAZA wystąpi o zwrot zwierząt. Pozostanie zabieranie zwierząt ludziom, sklepom, przemytnikom lub kupowanie nowych zwierząt od pokątnych handlarzy"
– powiedział Grześ.
Rzeczniczka poznańskiego ogrodu zoologicznego Małgorzata Chodyła powiedziała PAP we wtorek, że wypowiedź radnego Grzesia "zawiera szereg informacji nieprawdziwych, niezgodnych z przytaczanym protokołem", ale zoo nie może się jeszcze odnieść publicznie do dokumentu EAZA ze względu na jego niejawny charakter.
"Wystąpiliśmy z prośbą o możliwość upublicznienia zarówno dokumentów z pierwszej w historii poznańskiego zoo tego rodzaju kontroli, jak również o możliwość udostępnienia naszej odpowiedzi. Jeszcze nie otrzymaliśmy na to zgody. Złożyliśmy oficjalną prośbę o rekontrolę i apelację"
– powiedziała.
Rzeczniczka potwierdziła, że dyskusja z EAZA "obejmuje aspekt współpracy z organizacjami prozwierzęcymi oraz azylowanie i pomoc zwierzętom, takim jak uratowane tygrysy".
"Należy podkreślić, że przynależność do stowarzyszenia jest dobrowolna, związana z opłatą wysokiej składki rocznej, zależnej od frekwencji, jak również nie ma nic wspólnego ze statusem zoo, bo o spełnianiu kryteriów i przepisów w tym zakresie decyduje Generalna Dyrekcja Ochrony Środowiska" – zaznaczyła Małgorzata Chodyła.
Rzeczniczka zauważyła przy tym, że radny Grześ "nadal nie zauważa ogromnych sukcesów poznańskiego zoo, wzrostu frekwencji, wkładu w pomoc instytucjom państwowym oraz przeciwdziałania przemytowi i cierpieniu zwierząt egzotycznych".
"Od czasów słonia Ninio pan radny deprecjonuje wkład poznańskiego zoo w ocalanie gatunków zagrożonych wyginięciem" – powiedziała Chodyła.
W 2009 r. radny zasłynął wypowiedzią sugerującą, że jeden ze sprowadzonych do Poznania słoni afrykańskich, 10-letni Ninio, jest homoseksualistą. Jego wystąpienie w czasie sesji rady miasta cytowały media na całym świecie.