Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Prześladowanie niezależnych dziennikarzy. Nisztor w Sejmie: "Nie dam się zastraszyć"

- Nie dam się zastraszyć. Wiem, jaką cenę płaci się obecnie za walkę z układami, ujawnianie niewygodnych informacji oraz opisywanie patologii związanych z rządem Donalda Tuska - powiedział Piotr Nisztor, dziennikarz TV Republika i Gazety Polskiej w trakcie posiedzenia Parlamentarnego Zespołu Przeciwdziałania Bezprawiu.

Autor:

W trakcie dzisiejszego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu Przeciwdziałania Bezprawiu głos zabrał dziennikarz Piotr Nisztor. Mówił on o pozwie, który został przeciw niemu skierowany w związku z dziennikarskim śledztwem dotyczącym funkcjonowania kontrolowanego przez Skarb Państwa KGHM. Jego ustalenia były publikowane na łamach "Gazety Polskiej" oraz prezentowane w programie śledczym "Ściśle jawne" w Telewizji Republika.

Za materiały dotyczące spółki dziennikarz otrzymał Nagrodę Watergate Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Jak mówił, po publikacjach KGHM skierował przeciwko niemu serię pozwów.

W niemal błyskawicznym tempie zapadł wyrok pierwszej instancji Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Legnicy. W tym procesie oddalono wszystkich zgłoszonych przez nas świadków 

- powiedział. 

Według Nisztora obrona chciała przesłuchać niemal 50 osób, w tym członków rady nadzorczej KGHM, nadzorującego spółkę wiceministra Roberta Kropiwnickiego oraz szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Sąd zobowiązał dziennikarza do opublikowania przeprosin i zapłaty 30 tys. zł na rzecz KGHM. Nisztor podkreślił, że orzeczenie jest nieprawomocne.

"Sąd uznał, że informacje były prawdziwe"

Dziennikarz przekazał, że otrzymał już uzasadnienie orzeczenia. Jak relacjonował, sąd miał potwierdzić, że dochował należytej staranności, a opisywany przez niego układ towarzysko-polityczno-biznesowy rzeczywiście funkcjonował w KGHM.

Jeszcze raz podkreślam: zostało jasno napisane, że dochowałem wszelkiej staranności i że informacje były prawdziwe

- wskazał dziennikarz. 

Podstawą stwierdzenia naruszenia dóbr osobistych spółki miało być użycie przez Nisztora sformułowania, że "macki ośmiornicy układu polityczno-biznesowego obsiadły KGHM". Określenie pojawiło się w oznaczonym komentarzu oraz we wpisie opublikowanym na platformie X.

 Za to zostałem w pierwszej instancji zobowiązany do przeprosin

– powiedział.

Sąd zakwestionował również jego sugestię, że sprawą powinna zainteresować się Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ze względu na istotny interes ekonomiczny państwa.

Sprawa dotycząca afery taśmowej

Nisztor odniósł się następnie do postępowania związanego z ujawnieniem afery taśmowej w 2014 roku. Przekazał, że 17 czerwca Sąd Apelacyjny w Warszawie rozpozna sprawę, która ciągnie się od 12 lat.

Jak wyjaśniał, postępowanie dotyczące odpowiedzialności dziennikarzy zostało wcześniej umorzone przez Prokuraturę Okręgową Warszawa-Praga z powodu znikomej społecznej szkodliwości czynu.

Roman Giertych, reprezentujący między innymi Jacka Rostowskiego oraz Radosława Sikorskiego, wniósł jednak subsydiarny akt oskarżenia. Według Nisztora został nim objęty wyłącznie on, mimo że pod publikacjami dotyczącymi nagrań podpisanych było więcej osób.

W pierwszej instancji sprawa została umorzona. Roman Giertych złożył jednak apelację. W mojej ocenie chce doprowadzić do ukarania mnie za ujawnienie tego skandalu

– powiedział dziennikarz.

Nisztor ocenił, że działania podejmowane przez Giertycha mają charakter politycznej zemsty.

Zarzuty dotyczące fałszywych zeznań

Dziennikarz mówił także o przedstawionych mu zarzutach dotyczących rzekomego składania fałszywych zeznań. Łączył je z opublikowanymi przez Onet fragmentami nagrania jego domniemanej rozmowy z byłym prezesem Orlenu Danielem Obajtkiem.

Zgodnie z przedstawioną wówczas narracją Nisztor miał zabiegać o zatrudnienie członków swojej rodziny. Dziennikarz stanowczo temu zaprzeczył.

Problem tej historii polega na tym, że nagranie zostało zmontowane i sfałszowane

– stwierdził.

Dodał, że w czasie, w którym miała odbyć się rozmowa, nie przebywał w siedzibie Orlenu. Ma to potwierdzać księga wejść i wyjść.

Nie wchodziłem wtedy do siedziby Orlenu ani z niej nie wychodziłem. Nie było mnie tam również przez kilka dni wcześniej ani kilka dni później 

- relacjonował. 

Zwrócił również uwagę, że do siedziby spółki nie można dostać się bez zarejestrowania wizyty i otrzymania przepustki.

"Nie otrzymałem pisemnego uzasadnienia"

Nisztor poinformował, że nadal oczekuje na dostęp do akt postępowania. Jak zaznaczył, pomimo przedstawienia mu zarzutów nie otrzymał ich pisemnego uzasadnienia.

Nie wiem, co jest podstawą postawienia tych zarzutów. Prokuratura nie sporządziła pisemnego uzasadnienia tej decyzji 

- powiedział.

Według dziennikarza śledczy nie dysponują pełnym nagraniem ani jego oryginalnym nośnikiem, lecz jedynie fragmentami opublikowanymi przez portal Onet. Twierdził także, że treść materiału nie odpowiada dacie, w której rozmowa miała zostać zarejestrowana, ponieważ zawiera odniesienia do późniejszych wydarzeń.

Nisztor ocenił, że cała operacja miała doprowadzić do jego zawodowego zniszczenia i była odwetem za ujawnienie afery taśmowej.

Miało to wyeliminować mnie z zawodu dziennikarza. Dzisiaj jestem osobą, która usłyszała zarzuty, ale naprawdę nie dam się zastraszyć

– oświadczył.

Jak dodał, próby wywierania presji dotyczą nie tylko jego, ale również innych dziennikarzy Telewizji Republika.

Wiem, ile kosztuje dzisiaj walka z układami i ujawnianie niewygodnych rzeczy. Nie dam się zastraszyć

- podsumował Piotr Nisztor.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska