Premier Mateusz Morawiecki odniósł się na mównicy sejmowej do sprawy systemu ETS - handlu uprawnieniami do emisji CO2.
- W 2007 r. przyjęto ogólne założenia klimatyczne i powiązano je z bezpieczeństwem energetycznym i zobowiązano rząd, a wówczas następowała zmiana władzy. Wiosną 2008 r. miało miejsce posiedzenie RE, podczas którego premier Tusk mógł zawetować rozwiązania okreslone w niewłąaściwy sposób co do punktu odniesienia. Przyjęto wówczas punkt odniesienia na 2005, a nie 1990. Gdyby ustalono go na 1990 r. bylibyśmy wtedy beneficjentem, a nie płatnikiem netto. NIe ma mowy tu o zarabianiu. Co zrobił wówczas premier Tusk? Otóż stwierdził, że weto byłoby opcją atomową, byłoby bombą atomową i on tego nie wykorzystał. To był błąd. W Unii Europejskiej trzeba posługiwać się kategorycznymi i zdecydowanymi argumentami. To był rok 2007-2008, początki polityki klimatycznej - ocenił premier Morawiecki.
Dodał, że w latach 2013 i 2014 przyjęto zasady handlu ETS, które obowiązują do dziś i "są wielkim ciężarem dla polskich rodzin".
- Teraz musimy się borykać z tą spuścizną. Tabliczki [PiS=drożyzna], które trzymają przedstawiciele PO, powinny brzmieć Platforma Obywatelska = drożyzna
- powiedział Mateusz Morawiecki.
- Pokazałem, jak doszło do przyjęcia ETS. Co to jest? ETS działa jak podatek nałożony przez UE na wszystkie polskie towary i usługi. Poprzez ceny nośników energetycznych przekłada sie na ceny wszystkich towarów i usług, przekłada się na inflację. Kto przyjął system ETS? PO. Inflacja = PO - tłumaczył premier.
Zauważył, że wysokość "podatku, jakim jest ETS" w ciągu ostatnich czterech lat wzrosła 10-krotnie.
- To on przełożył się w dużej mierze na wzrost cen. Wszystkie państwa UE przyznają, że taka jest rzeczywistość
- dodał szef rządu. - System ETS się wywrócił i nie działa, wszyscy o tym wiedzą - zaznaczył.