W ubiegłym tygodniu odbyło się posiedzenie sejmowej komisji środowiska na temat polityki leśnej. W jej trakcie zebrani leśni aktywiści narzekali na polityków koalicji rządzącej, którzy mieli zdradzić swoje ideały. Nie są zadowoleni z tempa zmian i z tego, że mimo trzech lat pracy nad rozmontowaniem systemu nadal jest wiele niewiadomych. W efekcie rząd nie dość, że stracił sympatię leśników i przemysłu drzewnego, to jeszcze jest atakowany przez własne środowisko. Wszystko wskazuje więc na to, że trwa poszukiwanie nowego kampanijnego tematu, który mógłby zmobilizować lewicowy aktywizm i dać mu poczucie sprawczości. Tym razem sięgnięto po grupkę kojarzącą się elitarnie i atakowaną przez ostatnie lata oraz bardzo intensywnie obrzydzaną – myśliwych.
Lewicowi działacze
W Polsce trwa zbieranie podpisów pod projektem ustawy reformującej łowiectwo. Przedstawiciele teoretycznie obywatelskiej inicjatywy pojawiają się na największych festiwalach. W ubiegłym tygodniu byli m.in. na Open’er Festival. – W pierwszy dzień festiwalu zebraliśmy tysiąc podpisów. Co cieszy, ludzi praktycznie nie trzeba namawiać. Sami wiedzą, o co chodzi, i znają problem. Robi na nich wrażenie skład naszego komitetu – mówi nam Michał Suchora, przewodniczący Zielonych. Na razie nie wiadomo, ile dokładnie zebrano podpisów. Organizatorzy twierdzą, że akcja trwa w całej Polsce w wielu miejscach. Angażują się w nią branża beauty, gabinety weterynaryjne i wiele restauracji. Podpisy są zbierane przed spektaklami w teatrach Polonia i OchTeatr. Aktywiści są też na ulicach. W Warszawie zbierają podpisy na Placu Pięciu Rogów w poniedziałki i piątki. Wszystko po to, aby zdążyć z uzyskaniem 100 tys. podpisów do 3 września. Wtedy projekt ma być złożony w biurze marszałka Włodzimierza Czarzastego. Organizatorzy są dobrej myśli, ale zapowiadają, że będą zbierać podpisy do ostatniego dnia. Jak już wspomnieliśmy, za akcją stoją dzisiaj głównie politycy orbitujący wokół Koalicji Obywatelskiej. Wsparcie parlamentarne zapewniają: Urszula Zielińska, Klaudia Jachira, Daria Gosek-Popiołek, Aleksandra Leo, Franciszek Sterczewski i Ewa Szymanowska. Można się spodziewać, że gdy projekt dotrze do Sejmu, chętnych polityków będzie więcej. To jednak nie koniec politycznych powiązań tej inicjatywy. Kampanię uderzania w myśliwych prowadzi również Akcja Demokracja, która zdaniem NASK była związana z tworzeniem i publikowaniem nielegalnych spotów promujących Rafała Trzaskowskiego i uderzających w jego kontrkandydatów. Organizacja od lat współpracuje z politykami Lewicy, a szczególnie aktywna była w czasach rządów PiS-u.
Kolejnym politycznym linkiem jest Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot. Członkowie tej organizacji w przeszłości występowali na konwencjach Koalicji Obywatelskiej, a obecnie są jednymi z głównych doradców Ministerstwa Klimatu i Środowiska.
700 metrów
O tym, że wszystko jest pomyślane jako inicjatywa polityczna, może wreszcie świadczyć sposób jej przeprowadzania. Akcja trwa pod hasłem większej transparentności, wpływu lokalnych społeczności na działania myśliwych i bezpieczeństwa. W praktyce jednak myśliwi mieliby stracić możliwość polowania. Przykładem może być zasada polowania 700 metrów od budynków. Teoretycznie wszystko brzmi zasadnie. Problem jest jednak taki, że Polska jako kraj nie ma żadnego planowania urbanistycznego. Oznaczałoby to, że na zdecydowanej większości terenów nie można będzie polować.
Dość powiedzieć, że przy zasadzie 700 metrów jedynie na około 3,4 proc. kraju można lokować farmy wiatrowe. Przy tym podejściu odblokowano tylko 10,5 tys. km² działek. Dodajmy, że samych gruntów rolnych jest w Polsce 140 tys. km², co oznaczałoby po prostu, że większości pól rolników nie można będzie w żaden sposób chronić przed szkodami. Gdyby wprowadzić taką zasadę, stworzono by enklawy dla dzikich zwierząt, które obejmowałyby całe powiaty. W zasadzie to koniec działalności rolniczej i brak możliwości reakcji chociażby na chorobę afrykańskiego pomoru świń.
Zasady polowania w lesie
Teoretycznie można sobie wyobrazić możliwość polowania w lasach według zaproponowanych zmian. Tutaj jednak też pojawia się wiele problemów.
Nie ma bowiem pomysłu na to, w jaki sposób należałoby polowania prowadzić. W Polsce polowania można podzielić na dwie kategorie: indywidualne i zbiorowe. Te indywidualne to najczęściej polowania na ambonach. Myśliwy udaje się na miejsce, gdzie pojawia się dzika zwierzyna, najczęściej jest ona nęcona pokarmem, i tam dokonuje odstrzału. Formuła zbiorowa w dużym uproszczeniu polega na pędzeniu zwierząt na ustawioną linię myśliwych. Obie formuły w myśl twórców ustawy mają być zakazane. „Projekt rozszerza katalog zakazów w art. 42aa Prawa łowieckiego. Zakazane będzie m.in. umożliwianie osobie nieuprawnionej udziału w polowaniu, wykonywanie polowania albo udział w polowaniu po użyciu alkoholu, w stanie nietrzeźwości, po użyciu podobnie działającego środka albo pod wpływem środka odurzającego, polowanie z pojazdów mechanicznych i łodzi, polowanie z nagonką, polowanie w nocy, także z użyciem noktowizyjnych i termowizyjnych celowniczych urządzeń optycznych, oraz strzelanie w bezpośrednim sąsiedztwie ośrodków rehabilitacji zwierząt dzikich” – czytamy w uzasadnieniu do ustawy. Ma również obowiązywać zakaz nęcenia zwierząt. Trudno więc wyobrazić sobie polowanie, które będzie się odbywać w dzień (gdy zwierzęta pozostają nieaktywne) i będzie indywidualne. Sprowadzałoby się ono do podchodzenia do zwierząt w czasie, gdy śpią w trakcie dnia.
Dodajmy również pewną trudność techniczną. Większość myśliwych to amatorzy. W tym sensie, że myślistwem zajmują się w czasie wolnym. Na swoje hobby muszą zarabiać, a nie każdy z nich ma możliwość pracy w nocy. Siłą rzeczy projekt nie jest więc reformą – to faktyczny zakaz polowania, którego efekty można łatwo przewidzieć.
Ideologiczna likwidacja
Po pierwsze zmiany odczują rolnicy. Zwierzęta bowiem w większym stopniu będą się żywić na ich polach. Można się również spodziewać, że lawinowo będzie rosła liczba chociażby dzików. To zwiększy problemy i liczbę konfliktów na linii człowiek–zwierzę. Wszystko jest jednak schowane za hasłem większego bezpieczeństwa. I duża część Polaków, którzy nie mają pojęcia o łowiectwie, to kupi. Politycy będą zaś wykorzystywali temat do swoich gierek. Należy jednak mieć świadomość, że to nie jest reforma – a ideologiczna likwidacja polskiego łowiectwa pod płaszczykiem bezpieczeństwa.
SPOTKANIE AUTORSKIE | Już w najbliższy poniedziałek, 13 lipca, czytelnicy będą mieli wyjątkową okazję do osobistego spotkania z Adamem Borowskim @BorowskiAdam14.
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) July 10, 2026
Więcej » https://t.co/FqUx7GjgT0
Zamów książkę » https://t.co/keQgV8FADK pic.twitter.com/SXThNfron3