Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Jezioro znikło 200 lat temu. Wróciło i od razu zalało popularną trasę

Dwa wieki - tyle czasu minęło odkąd jedno z polskich jezior zupełnie znikło. Ostatnio jednak wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Intensywne opady deszczu sprawiły, że dawny akwen znów zapełnił się wodą i zalał trasę, którą wybudowano na jego terenie.

Niezwykle dźwięczna nazwa - Płociduga. Właśnie tak nazywa się jezioro, które zdobiło krajobraz w okolicach Olsztyna jeszcze w XIX wieku. Potem zostało osuszone i przekształcone w teren użytkowy. Na początek łąki, zieleń, aż w końcu w XXI wieku w popularną trasę pieszo-rowerową zwaną Łynostradą. Przez tyle lat mieszkańcy zdążyli nawet zapomnieć, że kiedyś było tu jezioro. Aż w tym roku natura postanowiła im o tym przypomnieć.

Intensywnie padające deszcze w ostatnich dniach sprawiły, że woda wróciła na dawny akwen między ulicami Kalinowskiego i Tuwima w Olsztynie. Płociduga po prostu znów się zapełniła. Przy okazji jednak zalała fragment Łynostrady i wymusiła jej czasowe zamknięcie. Przy wejściach od strony obu ulic stanęły tablice informujące o zamknięciu trasy.

Pod wodą w trakcie sezonu

Wszystko zadziało się w najgorszym możliwym czasie. Łynostrada to flagowa atrakcja Olsztyna. Samorząd promuje ją jako idealną dla rowerzystów i pieszych, miejsce chętnie odwiedzane przez turystów. Zamknięcie w momencie, kiedy sezon jeszcze trwa to cios dla miasta i jego wizerunku.

Mirosław Arczak, radny i były oficer rowerowy Olsztyna, nie kryje frustracji. W rozmowie z Radiem Olsztyn mówi wprost: - Stoimy w martwym punkcie, który bardzo szkodzi Olsztynowi, szczególnie w sezonie turystycznym. Nie odbieram piękna trasy, ale jednak wygody i bezpieczeństwa tam nie ma.

Arczak proponuje dwa rozwiązania. Pierwsze, to budowa systemu kładek nad zalanym odcinkiem, drugie - podniesienie nawierzchni ścieżki i stworzenie grobli z przepustami. Oba pozwoliłyby utrzymać trasę przejezdną nawet przy wysokim poziomie wody.

Uczelnia nie chce tu żadnych inwestycji

Właścicielem terenu jest Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie. I tu zaczyna się problem. W lokalnych mediach rzecznik uczelni, Norbert Kaczan jednoznacznie dementuje wszelkie plany budowlane. UWM nie myśli ani o drewnianym mostku, ani o przebudowie trasy. Priorytetem uczelni jest zachowanie funkcji retencyjnej dawnego jeziora, a nie ingerencja w naturalny układ terenu.

Uczelnia ma po swojej stronie naukę. Prof. Stanisław Czachorowski z UWM tłumaczy Radiu Olsztyn, że Płociduga działa jak naturalny bufor hydrologiczny. Zamiast kierować wodę w stronę niżej położonych części Olsztyna, zatrzymuje ją na dawnym akwenie. Jego zdaniem te dwa, trzy tygodnie utrudnienia to niewielki koszt w porównaniu do zysku, bo miasto może uchodzić za rozsądne i dbające o bezpieczeństwo hydrologiczne.

Olsztyn stoi więc przed klasycznym dylematem: wygoda mieszkańców i turystów kontra naturalna retencja chroniąca miasto przed podtopieniami. Radny chce inwestycji, uczelnia odmawia. Naukowcy popierają uczelnię. Użytkownicy Łynostrady muszą więc korzystać z objazdu.

Źródło: niezalezna.pl

NAJNOWSZE Polska