Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Pismo z odwołaniem z pracy - 6 tygodni po porodzie. Pracownica KPRM przerywa milczenie! [SZCZEGÓŁY]

Milena Adamczewska-Stachura - adwokat odwołana z funkcji zastępczyni dyrektor departamentu ds. równego traktowania w Kancelarii Premiera, przerwała milczenie. W rozmowie z "Wirtualną Polską" wprost przyznała: "kiedy informacja o moim odwołaniu trafiła do mediów niezależnie ode mnie, w reakcji na nią pojawiły się wyjaśnienia, które wprowadzają w błąd, sugerują, że problemu nie ma i że to ja nie zrozumiałam sytuacji. Postanowiłam więc zareagować i przywołać fakty".

Autor:

Kilka dni temu „Wirtualna Polska” opisała sprawę odwołania Mileny Adamczewskiej-Stachury, zastępcy dyrektor departamentu ds. równości w KPRM, w tekście zatytułowanym „Departament nierównego traktowania. Pracownica na macierzyńskim odwołana z KPRM”. Z artykułu wynika, że urzędniczka od czerwca zeszłego roku przebywała na zwolnieniu lekarskim, we wrześniu urodziła dziecko, a 21 października, czyli kilka tygodni później, została odwołana ze stanowiska. Była zatrudniona na podstawie powołania.

Przepisy przewidują, że pracownik zatrudniony w tej formie może zostać odwołany przez organ, który go powołał, w dowolnym momencie - ze skutkiem natychmiastowym albo w wyznaczonym terminie.

Na artykuł "WP" zareagowała Katarzyna Kotula, która w latach 2023-2025 stała na czele resortu "ds. równości". Na platformie X zamieściła wpis, w którym - jak ocenia dziś "WP" - zarzuca redakcji kłamstwo. Polityk Lewicy napisała również, że Adamczewska-Stachura "może powrócić do pracy w dowolnym momencie".

"Osoba pełniąca funkcję zastępcy dyrektora w Departamencie ds. Równego Traktowania w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów nie została zwolniona, a jej stosunek pracy nie został rozwiązany. Nadal pozostaje pracownikiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i korzysta z pełni praw przysługujących jej na podstawie obowiązujących przepisów prawa pracy. Ma także możliwość powrotu do pracy w dowolnym momencie. Dotychczas jednak nie nawiązała kontaktu ani z Kancelarią, ani z Departamentem ds. Równego Traktowania w sprawie ewentualnego powrotu"

"Wyjaśnienia, które wprowadzają w błąd"

W kolejnej części ustaleń, "WP" publikuje rozmowę z adwokat odwołaną z funkcji zastępcy dyrektorki departamentu ds. równego traktowania KPRM. Pracownica wprost wskazuje, że zabiera głos w sprawie, bo "pojawiły się wyjaśnienia, które wprowadzają w błąd, sugerują, że problemu nie ma i że to ja nie zrozumiałam sytuacji. Postanowiłam więc zareagować i przywołać fakty".

Potwierdziła informację, że w październiku, sześć tygodni po urodzeniu dziecka, otrzymała pismo z odwołaniem. Jak wskazuje, "pismo podpisała dyrektor generalna KPRM".

Kobieta opowiada o stresie, z jakim zetknęła się - świeżo po porodzie. 

W momencie końca połogu myślami jest się zdecydowanie w zupełnie innym miejscu niż zastanawianie się nad swoją sytuacją zawodową. To było bardzo stresujące, na początku też nie do końca dotarło do mnie, co się stało. W końcu musiałam się jednak zmierzyć z tą sprawą i świadomością, że urlop rodzicielski zbliża się do końca, a ja muszę szukać nowej pracy.

– opowiadała.

Przybliżyła też, co dokładnie znajduje się w piśmie, które otrzymała od przełożonej.

Jest w nim jasno wskazane, że w momencie zakończenia urlopu rodzicielskiego zacznie biec moje wypowiedzenie. A kiedy okres wypowiedzenia się skończy, stosunek pracy zostanie rozwiązany. W tym piśmie nie ma mowy o żadnym innym możliwym scenariuszu. Ani o tym, że mogę na to stanowisko wrócić, albo choćby o tym, że porozmawiamy o tym, czy ten stosunek pracy się rozwiąże, czy nie, kiedy wrócę po urlopie rodzicielskim, bo może zostanie mi zaproponowane inne stanowisko. Jest za to jasno stwierdzony fakt, dokładnie określone przyszłe zdarzenie, które spowoduje rozwiązanie stosunku pracy. A to oznacza, że de facto nie wróciłabym do wykonywania żadnych obowiązków.

– tłumaczyła adwokat.

Zapytana o powód odwołania, wskazała, że "nie wynika to z pisma. Dlatego myślę, że jedynym powodem mojego odwołania było to, że przechodząc na urlop macierzyński, w pewnym sensie blokowałam stanowisko zastępczyni dyrektorki. Przy czym można było poszukać innych rozwiązań jak powołanie na ten czas drugiej zastępczyni".

W jej ocenie, "to przede wszystkim działanie sprzeczne ze standardem równego traktowania, którego taka instytucja powinna nie tylko przestrzegać, ale które powinna też promować i umacniać. W mojej ocenie to także brak poszanowania praw pracowniczych, który nosi znamiona dyskryminacji ze względu na płeć. Według mojej wiedzy jedyną przyczyną mojego odwołania był fakt urodzenia przeze mnie dziecka i związanej z tym nieobecności w pracy".

Adamczewska-Stachura przyznała, że z uwagi na fakt, iż mowa o stanowisku w departamencie ds. równego traktowania, "czuje wielki żal". 

Myślałam, że jest to miejsce, w którym takie historie po prostu nie mogą się wydarzyć. To tylko potwierdza, jak dużo jest jeszcze do zrobienia w tej sprawie w Polsce. Może i mamy dostęp do długich urlopów rodzicielskich na korzystnych warunkach, ale co z tego, skoro po skorzystaniu z nich, można zostać odsuniętym od wcześniejszych obowiązków, stracić możliwości rozwoju zawodowego, a nawet, jak w moim przypadku, po prostu nie mieć do czego wracać.

– powiedziała.

"Skandaliczne i obrzydliwe"

Do sprawy odnieśli się w mediach społecznościowych politycy opozycji. Marcin Warchoł, były wiceminister sprawiedliwości ocenił sprawę, jako "skandaliczną i obrzydliwą".

"Nie dość, że Kancelaria Premiera wyrzuciła z pracy kobietę na macierzyńskim, to minister Kotula kłamała, że to nieprawda. A wszystko dotyczy Departamentu ds. Równego Traktowania. Prawa kobiet to były dla nich frazesy głoszone tylko na potrzeby kampanii wyborczej, by zdobyć władzę"

- napisał.

 

Autor:

Źródło: niezalezna.pl, WP

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej