Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

„Oby premier nie przeszkadzał”. Otoczenie prezydenta o kolejnych celach współpracy z USA

Otoczenie Karola Nawrockiego odsłania kulisy rozmów z administracją Donalda Trumpa po decyzji o wysłaniu do Polski dodatkowych 5 tys. amerykańskich żołnierzy. Współpracownicy prezydenta podkreślają, że kluczowe znaczenie miały bezpośrednie relacje z Białym Domem i zakulisowe działania dyplomatyczne. Jednocześnie pod adresem rządu Donalda Tuska padają mocne słowa o „wypinaniu piersi do orderów” i przeszkadzaniu w strategicznych sprawach bezpieczeństwa.

Autor:

W czwartek późnym wieczorem czasu polskiego Donald Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone wyślą do Polski dodatkowo 5 tys. amerykańskich żołnierzy. Prezydent USA już podkreślił, że na wstępie swojego oświadczenia podkreślił, że to wynik jego relacjami z prezydentem Karolem Nawrockim.

Sprawa wywołała szereg komentarzy w mediach na całym świecie, ale i na polskim politycznym podwórku. Szczególnie w kontekście długiego braku reakcji ze strony premiera. Donald Tusk, po wielu godzinach, w końcu zamieścił wpis na platformie X. 

"Oby premier nie przeszkadzał"

Od rana przedstawiciele otoczenia prezydenta Nawrockiego pojawiają się w mediach, gdzie komentują decyzję prezydenta Donalda Trumpa i mówią o kulisach rozmów pomiędzy administracją przywódcy USA a głowy państwa polskiego. 

Goszcząc w Polskim Radiu, rzecznik prezydent - Rafał Leśkiewicz ocenił, iż "komunikat Prezydenta Donalda Trumpa to efekt dobrych relacji przywódców Polski i USA".

To także sygnał, który należy odbierać jednoznacznie – sygnał potwierdzający dobre relacje polsko–amerykańskie, wpływające na zwiększenie poziomu bezpieczeństwa nie tylko Polski, ale całej wschodniej flanki NATO. To też pokazuje, jak byliśmy aktywni w ostatnim czasie w relacjach z Białym Domem i z administracją amerykańską, po to, żeby zbudować tę siłę relacji 

 - dodał. 

Dopytywany, o to, czy w ostatnim czasie prezydent Karol Nawrocki pozostawał w kontakcie z Donaldem Trumpem, minister przyznał, że „informacja lubi ciszę”.

Nie o wszystkim mówimy publicznie, nie o wszystkim będziemy dyskutować w przestrzeni medialnej. Liczą się konkrety, efekty, liczą się ustalenia, bo to jest najważniejsze. My nie prowadzimy polityki na poziomie komunikatów twitterowych, tylko w poważnych rozmowach politycznych, których efekty widzimy właśnie teraz. Na tym polega poważne traktowanie partnera, sojusznika, rozmów z nim i komunikowania o efektach, a nie o podejmowanych próbach działań, tylko o konkretnych decyzjach i działaniach

– tłumaczył.

Zapewnił, iż szczegóły rotacji amerykańskich żołnierzy do Polski będą wciąż elementem dalszych rozmów i uzgodnień ze stroną USA. Dodał, że "wszystkie decyzje będą teraz konsultowane. Cały proces uzgodnień przed nami i dopiero w momencie, w którym te decyzje zostaną podjęte, poinformujemy o tym opinię publiczną".

Wskazał, że z uwagi na toczącą się za polską granicą wojnę „nie o wszystkim należy mówić, bo powaga dbania o bezpieczeństwo wymaga dyskrecji”. Wyraził też nadzieję na to, że rząd - z Donaldem Tuskiem na czele - nie będzie przeszkadzał.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że w całym tym procesie nie będzie przeszkadzał pan Premier, że będziemy mogli sensownie załatwić wszystkie najważniejsze dla Polski sprawy 

Przydacz o kolejnych celach

Do zapowiedzi Donalda Trumpa odniósł się na antenie RMF FM również szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz. Jak podkreślił, decyzję o wysłaniu do Polski dodatkowych amerykańskich żołnierzy należy traktować jako „sukces Polski i Polaków”. „Będziemy wszyscy czuli się bezpieczniej, mając dodatkowych amerykańskich żołnierzy” – powiedział.

Minister wskazał, że kluczowe znaczenie miały relacje pomiędzy przywódcami obu państw oraz działania prowadzone przez prezydencką dyplomację.

„Możemy mieć poczucie dobrze wykonanej pracy. Polska jest ważnym sojusznikiem, ale istotna jest też ta bezpośrednia relacja prezydentów”

– zaznaczył.

Przydacz ocenił również, że celem Polski powinno być przekształcenie obecności wojsk USA z rotacyjnej na stałą. „My uważamy, że lepiej, aby ci żołnierze przyjechali do Polski niż wracali do Stanów” – mówił, odnosząc się do planowanych zmian amerykańskiej obecności wojskowej w Europie.

Szef BPM skrytykował przy tym działania rządu Donalda Tuska, sugerując, że obecna koalicja próbuje przypisywać sobie sukces wypracowany przez innych.

„Liczę, że rząd zacznie to realizować, a nie tylko ‘wypinać piersi do orderów’, gdy ktoś inny wykonał za nich ciężką pracę”

– podkreślił.

Na koniec Przydacz zaapelował do strony rządowej o lepszą współpracę z Kancelarią Prezydenta i administracją USA. Jak ujawnił, rząd miał być zaskoczony komunikatem Donalda Trumpa dotyczącym relacji z prezydentem Karolem Nawrockim. „Zachęcamy ich do lepszego kontaktu z nami i ze stroną amerykańską zamiast ich obrażania” – podsumował.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Polska