Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Nożownik dostał „drugą szansę” od Sądu Najwyższego. Wykorzystano nadzwyczajną procedurę

Łukasz R., który nożem pchnął człowieka, został prawomocnie skazany, a kasację uznano za bezzasadną. Odsiedział nawet sporą część kary. Proces jednak i tak ruszy od początku. Powód? W Sądzie Najwyższym wykorzystano nadzwyczajną procedurę, bo odkryto „neosędziego”. – Prawo nie ma żadnej wartości, liczy się tylko rewolucja pod sztandarem „demokracji walczącej” – ocenia dr Konrad Wytrykowski.

Po etapie uchylania wyroków przez część sędziów Izby Karnej SN z powodu „negatywnego testowania” sędziów powołanych po 2017 roku, a to głównie wskutek kasacji składanych przez oskarżonych czy ich obrońców, pojawiło się kolejne narzędzie infekowania środowiska sędziowskiego i generowania konfliktów na linii sędzia–obywatel – tłumaczy „Gazecie Polskiej” sędzia Iwona Szalacha, członek zarządu Zrzeszenia „Aequitas”. – Dla obywateli oznacza to wręcz im narzucaną i niemożliwą do zaakceptowania nieprzewidywalność, a dla samych sędziów – pogłębiający się stan napięcia i konfliktu w środowisku.

Dwa ciosy nożem

Do dramatycznych wydarzeń doszło w październiku 2021 roku przed nocnym klubem w centrum Warszawy. Ochroniarz został dwukrotnie ugodzony nożem przez mężczyznę, którego wcześniej wyrzucono z lokalu. Wtedy jeszcze napastnik zdołał uciec, ale wpadł w styczniu i trafił do aresztu. 

Proces Łukasza R. toczył się przed Sądem Okręgowym w Warszawie, a w grudniu 2022 roku zapadł wyrok. R. został uznany za winnego – łączna kara (za zranienie ochroniarza i posiadanie narkotyków): sześć lat pozbawienia wolności. Orzeczenie zaskarżyły prokuratura i obrona, Sąd Apelacyjny w Warszawie jednak nieznacznie tylko zmienił wyrok. Adwokat Łukasz R. sięgnął jeszcze po kasację, ale w lutym 2024 roku Sąd Najwyższy uznał ją za oczywiście bezzasadną. Co ważne, ani w apelacji, ani w kasacji nie podnoszono argumentu wadliwości składu orzekającego.

To powinno definitywnie zakończyć postępowanie karne dotyczące zbrodni sprzed blisko pięciu lat. Łukasz R. zdążył zresztą odsiedzieć znaczną część kary i wyszedł na wolność. – To typowa sprawa kryminalna, bez żadnych podtekstów politycznych. Dlatego ogromnym zaskoczeniem były późniejsze wydarzenia, absolutnie kuriozalne – słyszymy od jednego z prawników.

Skasowane wyroki

Minęły bowiem dwa lata, a Sąd Najwyższy niespodziewanie zdecydował… o wznowieniu postępowania! Nagle bowiem „odkrył” – po piśmie obrońcy Łukasza R., nazwanym „sygnalizacją” – że w pierwszej i drugiej instancji orzekali tzw. neosędziowie. 

Dla jasności, wznowienie postępowania przed SN to nadzwyczajny środek zaskarżenia. Oczywiście dopuszczalny, ale w sytuacjach wyjątkowych, gdy na przykład pojawiły się nowe dowody na korzyść skazanego. Przykładem jest chociażby głośna sprawa Tomasza Komendy, niewinnego człowieka skazanego za niepopełnioną zbrodnię.

W tym wypadku nic takiego nie miało miejsca, materiał zgromadzony w śledztwie przeciwko Łukaszowi R. nie zmienił się ani o jotę. Efekt był jednak łatwy do przewidzenia, skoro w składzie orzekającym znaleźli się sędziowie: Tomasz Artymiuk, Zbigniew Puszkarski, Jarosław Matras – każdy już wcześniej brał udział w uchylaniu wyroków jedynie z powodu „neosędziów”. Nie inaczej było i tym razem. „Sąd Najwyższy (…) przekazuje sprawę do ponownego rozpoznania Sądowi pierwszej instancji” – czytamy w wyroku (sygn. II KO 105/24). To oznacza, że wyroki skazujące Łukasza R. zostały skasowane, a proces mężczyzny zacznie się od początku, czyli odczytania aktu oskarżenia.

„Selektywna delegitymizacja”

Jak ustaliła „GP”, sprawa Łukasza R. nie jest odosobniona. – Zjawisko wznawiania prawomocnie zakończonych postępowań karnych, często dotyczących zbrodni czy związanych z długotrwałym tymczasowym aresztowaniem, w sprawach, gdzie orzekali sędziowie powołani po 2017 roku, jest realizowane coraz częściej, z udziałem niektórych sędziów Izby Karnej SN – potwierdza sędzia Szalacha. 

Wskazuje też na konsekwencje. – Oprócz skutków oczywistych, „cofania” spraw do określonego etapu procedowania, wywołuje to efekt podważania legitymacji i dorobku orzeczniczego sędziów powołanych od 2017 roku, czyli selektywną delegitymizację. Sytuacja wygląda zatem bardzo niepokojąco i jest to i tak łagodne określenie. Przy czym trzeba podkreślić, że tego rodzaju model procedowania nie jest stosowany przez wszystkich sędziów Izby Karnej SN. Niestety, mamy do czynienia z trwającym od kilku lat poważnym sporem toczącym się w środowisku sędziów i coraz bardziej mającym również wyraźny kontekst polityczny, o czym świadczą wypowiedzi niektórych przedstawicieli środowiska sędziowskiego czy ich aktywność medialna, w której wprost deklarują swoje sympatie, ale i antypatie polityczne – mówi.

Cena „sędziokracji”

Eksperci jednoznacznie oceniają sytuację. – Jest to kolejna sprawa sądowa, w której widać, że wymiar sprawiedliwości w Polsce przyjmuje formułę marksistowską, gdzie prawo nie ma żadnej wartości, liczy się tylko rewolucja pod sztandarem „demokracji walczącej” – podkreśla dr Konrad Wytrykowski, sędzia Sądu Najwyższego w stanie spoczynku, który zarazem przypomina: – Konstytucja formułuje prawo do sądu jako prawo do rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki. Tymczasem sprawy, które zostały już prawomocnie osądzone, które przeszły nie tylko przez dwie instancje sądów powszechnych, ale nawet przez Sąd Najwyższy, są wznawiane bez oglądania się na skutki. 

– Zamiast rozpoznawania istoty sprawy mamy badanie życiorysów sędziów orzekających w niższych instancjach. Nie bada się popełnienia przestępstwa, jego okoliczności czy pokrzywdzenia ofiary, ale ocenie podlega tryb powołania sędziów orzekających we wcześniejszych stadiach sprawy. Mówiąc trywialnie – sędziowie zajmują się sobą, a nie sprawami obywateli. Szkoda, że biorą przy tym Polki i Polaków na zakładników swoich wydumanych koncepcji, bo to obywatele płacą największą cenę „sędziokracji” – ocenia dr Wytrykowski.

A terminu brak…

Sędzia Szalacha zaznacza: – Wznawianie prawomocnych postępowań karnych i uchylanie prawomocnych wyroków może być uznane jako element działania wpisującego się w szerszy konflikt instytucjonalny w ramach sądownictwa. Może to rodzić poczucie nierównego traktowania nie tylko sędziów, ale i obywateli. 

– W konsekwencji rodzi się uzasadniona obawa o destabilizację systemu – skoro status sędziego może być kwestionowany ex post, pod znakiem zapytania staje pewność obrotu prawnego. Fundamentalny problem polega jednak na tym, że spór o status sędziów przenosi się na poziom indywidualnych spraw karnych, w których stawką są konkretne prawomocne już wyroki i losy ludzi, zarówno oskarżonych (bardzo często na etapie wykonania kar), jak i pokrzywdzonych (zmuszonych do powtórnej wiktymizacji) – tłumaczy karnistka.

– Twórcy konstytucji, powierzając sądom rozstrzyganie ludzkich spraw, liczyli na to, że sądy stwarzają gwarancje wydania sprawiedliwego i fachowego rozstrzygnięcia, bo tylko z sądem konstytucja wiąże szczególne zasady organizacji i procedowania oraz szczególny status sędziów. Niestety niektóre orzeczenia z ostatnich lat pokazują, że tak wysoka ocena polskich sądów i sędziów jest całkowitą pomyłką – ostro podsumowuje dr Wytrykowski.

Sprawdziliśmy, akta wróciły do Sądu Okręgowego w Warszawie, nadano im sygnaturę, wylosowano referenta – został nim sędzia Marcin Waszkiewicz. Kiedy ruszy ponowny proces oskarżonego o zbrodnię Łukasza R.? Nie wiadomo. Termin nie został jeszcze wyznaczony. Czeka na niego również zraniony ochroniarz, o którym chyba zapomniano…    

Źródło: Gazeta Polska

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

NAJNOWSZE Polska