6 bln 220 mld 609 mln zł – na taką kwotę oszacowano straty, jakie Polska poniosła w wyniku bestialskich działań Niemiec w czasie drugiej wojny światowej. Obejmują one nie tylko zniszczone miasta i zrabowane dobra, które do dziś stanowią wyposażenie wielu niemieckich domów lub są znajdowane na aukcjach. Reparacje związane są przede wszystkim z tragicznym mordem na ponad 5,2 mln polskich obywateli, z których blisko 21 proc. stanowiły dzieci poniżej 10. roku życia, oraz z wywiezieniem ok. 2 mln Polaków na przymusowe roboty, podczas których doprowadzani do stanu skrajnego wycieńczenia nierzadko umierali. Berlin jednak nie ma zamiaru płacić za swoje zbrodnie. Zamiast tego w centrum miasta ustawili rok temu 30-tonowy głaz ku pamięci polskich ofiar z lat 1939–1945.
We wtorek, w pierwszą rocznicę jego odsłonięcia, do stolicy naszych zachodnich sąsiadów udali się przedstawiciele Ruchu Obrony Granic z Robertem Bąkiewiczem na czele, wyposażeni w drewniany krzyż oraz transparenty z hasłami broniącymi prawdy historycznej. Zostali zatrzymani przez niemiecką policję, a następnie brutalnie spacyfikowani.
Nowe pokolenie folksdojczów
Relację z całego zajścia transmitowała na żywo Telewizja Republika. Niewiele czasu minęło, zanim filmy ukazujące brutalność niemieckich funkcjonariuszy wobec Polaków zaczęły być masowo kolportowane przez użytkowników mediów społecznościowych. Część wyrażała oburzenie, ale pojawiły się również osoby, w tym politycy mający obowiązek reprezentować naród polski, które były wyraźnie zadowolone z całej sytuacji.
„Bąkiewicz zakuty w kajdanki w Niemczech. Mam prośbę do tamtejszej policji. Czy moglibyście już go nam nie oddawać?” – napisała w mediach społecznościowych europosłanka Koalicji Obywatelskiej Kamila Gasiuk-Pihowicz. W podobnie prymitywnym tonie posty zamieściło kilku innych członków koalicji rządzącej. Jednak największą uwagę skupił prowokacyjny post Radosława Sikorskiego, szefa polskiej dyplomacji. „Należy przestrzegać lokalnego prawa oraz wypełniać polecenia służb porządkowych. Konsulowie RP udzielają pomocy, ale nie zawsze mogą ochronić przed skutkami zachowań nieroztropnych. Życzę udanych wakacji i bezpiecznego powrotu do kraju!” – brzmi fragment wpisu Sikorskiego.
Polacy pobici, dyplomacja nie reaguje
Komentarza odnośnie do wydarzeń w Berlinie udzielił nam dr Oskar Kida, konstytucjonalista.
Po pierwsze grupa ROG nie pojechała tam robić manifestacji, tylko oddać hołd pomordowanym przez Niemców Polakom. Tak jak to zrobili rok wcześniej, tak i w tym roku podjęli podobną inicjatywę. Dopiero gdy na miejscu niemiecka policja uniemożliwiła im przejście z krzyżem, zawiązano spontaniczne zgromadzenie. Jest to w pełni legalne zgromadzenie, opisane w niemieckim prawie, i podlega ochronie prawnej. Jego rozwiązanie może nastąpić jedynie w ściśle określonych przypadkach, czyli na przykład zagrożenia bezpieczeństwa. Żadna z przesłanek do rozwiązania na pewno tutaj nie zaszła. W związku z tym funkcjonariusze po otrzymaniu komunikatu powinni potraktować to jako zgromadzenie spontaniczne, które korzysta z praw przewidzianych w ustawie. Ponadto są to prawa zapisane w Europejskiej konwencji praw człowieka. Policja tego nie uszanowała
– mówi „GPC” dr Kida.
– Nawet jeśli przyjęlibyśmy argumentację policji, że jakieś przepisy złamano, to nic nie usprawiedliwia tak brutalnego zachowania funkcjonariuszy. Na nagraniach widzimy kopnięcia w głowę, trzymanie kolana na szyi – dodaje konstytucjonalista. Naszego rozmówcę zapytaliśmy również o reakcję państwa polskiego.
– Polskie władze powinny wyjaśnić, czy doszło do złamania procedur, powinny się zainteresować, w jakim stanie są polscy obywatele, czy nie potrzebują pomocy. Zamiast tego mamy sugestie, że to była banda prowokatorów. Minister Sikorski nawet popełnił wpis, w którym prześmiewczo podchodzi do całej sprawy. Szef naszej dyplomacji. W jakim świetle to stawia państwo polskie, które nie potrafi się upomnieć o swoich obywateli? Czy na reakcję państwa można liczyć tylko wtedy, gdy chodzi o obywateli, którzy mają odpowiednie dla władzy poglądy? Przecież to jest skandal. Gdy cokolwiek się dzieje, dyplomacja ma obowiązek reagować. Tutaj ten obowiązek nie został spełniony
– tłumaczy dr Kida.
Porozumienie podpisane
Kolejnym punktem wczorajszego dnia była uroczystość podpisania w siedzibie MON przy ul. Klonowej w Warszawie nowej polsko-niemieckiej umowy o współpracy obronnej. Sygnatariuszami zostali Władysław Kosiniak-Kamysz i Boris Pistorius. Warto podkreślić, że ma ona niższą rangę niż te podpisane w ostatnim czasie z Wielką Brytanią i Francją. W związku z tym nie będzie wymagała ratyfikacji.
Takie działanie umożliwiło też rządzącym wykluczenie prezydenta RP z procesu decyzyjnego. Co więcej, jak słyszymy od posłów z komisji spraw zagranicznych, oni także dokumentu nie otrzymali. Do momentu odesłania tego numeru „GPC” do druku jej pełna treść nie została upubliczniona. Pojawił się natomiast komunikat MON. „Umowa między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem Republiki Federalnej Niemiec o współpracy w dziedzinie obronności będzie stanowiła podstawę prawną określającą nowe, aktualne ramy wzajemnej współpracy stron w sprawach obronności. Decyzja o podpisaniu umowy to ugruntowanie dalszej, pogłębionej dwustronnej współpracy obronnej między Polską a Republiką Federalną Niemiec. Inicjatywa ma na celu usystematyzowanie bieżącej współpracy operacyjnej, uwzględniając aktualną sytuację bezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej” – brzmi fragment komunikatu.
Wcześniej PAP informowała, że porozumienie będzie obejmowało obszary mobilności wojskowej, rozwoju infrastruktury wsparcia logistycznego, domeny morskiej, w tym współpracy na Morzu Bałtyckim, cyberbezpieczeństwa i przestrzeni kosmicznej. Ważną informacją jest to, że umowa nie zawiera wzajemnych gwarancji bezpieczeństwa.
– My tej umowy nie widzieliśmy. Uważamy, że powinna mieć taki status jak porozumienia z Wielką Brytanią i Francją. Mówimy o naszym bezpośrednim sąsiedzie. Zważywszy na nasze relacje historyczne i bieżące polityczne, tego typu umowa powinna być poprzedzona szeroką dyskusją wewnętrzną. Tym bardziej że poprzedni traktat był radykalnie nierealizowany. Biorąc to wszystko pod uwagę, oczywise staje się, że w tym porozumieniu znajduje się coś nie do upubliczniania. Sprawa staje się jeszcze ciekawsza, gdy przypomnimy sobie, jak mocno rząd chwalił się zarówno traktatem z Francją, jak i Wielką Brytanią. W tym przypadku euforii i hucznych zapowiedzi nie widzieliśmy – mówi „GPC” prof. Zbigniew Rau, członek sejmowej komisji spraw zagranicznych.
Prof. Grochmalski: Polska jest degradowana na arenie międzynarodowej
O komentarz do tego porozumienia poprosiliśmy prof. Piotra Grochmalskiego, eksperta ds. bezpieczeństwa.
– Tę umowę trzeba czytać w szerszym kontekście aktywności Donalda Tuska w przekazywaniu kompetencji i obszarów decyzyjnych dotyczących Polski do Berlina i Brukseli. Przypominam, że w 2024 r. po wizycie w Polsce niemiecki generał Carsten Breuer wprost stwierdził, że Berlin przejmuje odpowiedzialność za wschodnią flankę NATO. Później mieliśmy sygnały wysyłane przez Tuska do Waszyngtonu podważające wiarygodność Stanów Zjednoczonych. Do tego dochodzą wypowiedzi odnośnie do żołnierzy amerykańskich, że nie życzymy sobie ich, jeśli zgody nie wyrażą Niemcy. Ponadto program der SAFE, który de facto wypycha uzbrojenie USA z Europy, a którego przecież Niemcy nie podpisali... Tego typu postaw jest dużo, dużo więcej
– wylicza prof. Grochmalski.
– Z drugiej strony natomiast obserwujemy na przykład ochronę Nord Streamu przez niemieckie służby, w razie gdyby zapadła decyzja o reaktywowaniu tej inwestycji. Mamy też liczne rozmowy między Berlinem a Moskwą w różnych formatach, które mają przygotować grunt pod współpracę. Jest też zauważalne ewidentne wspieranie Ukrainy w kwestii konfrontacyjnej polityki wobec Polski. Biorąc to wszystko pod uwagę, wyłania się jasny obraz, że Polska jest degradowana na arenie międzynarodowej – ocenia prof. Grochmalski.
Odnosząc się do rangi podpisanego wczoraj w Warszawie porozumienia, wskazuje, że Niemcy wyciągnęli lekcję z naszego oporu wobec SAFE. – Moim zdaniem porozumienie zdegradowano do takiego poziomu między innymi po to, aby prezydent Nawrocki nie mógł poddać tego dokumentu analizie krytycznej. W rzeczywistości natomiast konsekwencje jego podpisania odbiją się na bardzo wrażliwym elemencie naszego bezpieczeństwa. Niemcy są mistrzami w tym, aby za pomocą ładnych sformułowań w umowach zapewniać sobie możliwość ingerencji w suwerenność innego państwa. Pamiętajmy, że Niemcy, budując największą armię, są bardzo zainteresowani, aby penetrować informacje, które dotychczas Stany Zjednoczone przekazywały tylko Polsce. Mam tu na myśli chociażby system zintegrowanego pola walki, czyli najnowocześniejszy system, który Amerykanie przekazali wyłącznie Polsce – podkreśla ekspert ds. bezpieczeństwa.
– Jeżeli przypomnimy sobie, jak polski premier został potraktowany podczas wspólnej podróży do Kijowa, to, że został wysłany do oddzielnego wagonu, jeżeli przypomnimy sobie też wpychanie do Polski migrantów, to możemy się domyślać, jaki jest cel tego dokumentu z punktu widzenia niemieckich interesów. Nie wiem, jaki jest cel strony polskiej, bo w ramach NATO mamy wszelkie instrumenty do współpracy na różnych płaszczyznach. Dlaczego ten dokument jest też ukrywany przed posłami, prezydentem, ekspertami?
– pyta prof. Piotr Grochmalski.
Sikorski bierny w Berlinie
Należy również odnotować, że wczoraj z wizytą w Berlinie przebywał wspomniany wcześniej szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski. Podczas Forum Polsko-Niemieckiego z udziałem swojego odpowiednika, ministra Johanna Wadephula Sikorski chwalił relacje między Warszawą a Berlinem, wymianę handlową i postępy, jakie zaszły w ostatnich dekadach.
– Trudna historia tworzy podziały, ale nie jesteśmy na nie skazani. Do ich przełamywania trzeba wrażliwości i odpowiedzialności. Wiem, że pomnik polskich ofiar II wojny światowej w Berlinie będzie ważnym krokiem w tym kierunku – mówił szef dyplomacji. Po raz kolejny członek rządu Donalda Tuska stwierdził również, że Niemcy powinny jakoś zadośćuczynić polskim żyjącym ofiarom II wojny światowej. Z kolei Wadephul w swoim przemówieniu wezwał do budowy szybszych połączeń kolejowych między Berlinem a Warszawą, przekonując, że ma to znaczenie militarne.
Czytaj więcej w "Gazecie Polskiej Codziennie"!