Robert Kuzowkow urodził się 8 maja 1981 r. w miejscowości Biełorieck w rosyjskiej Republice Baszkirii. Uczył się w Gimnazjum Artystycznym z internatem im. K. A. Davletkildejevej w Ufie. Swoje prace publikował w mediach społecznościowych także pod pseudonimem „Skrieponosnyj Buzotior”. Wyśmiewał w nich imperialną stronę Rosji i absurdy tamtejszej rzeczywistości.
W Rosji przebywał do 2021. W tym samym roku wyemigrował do Polski. Wcześniej wziął jeszcze udział w jednym z wieców poparcia dla ówczesnego lidera rosyjskiej opozycji Aleksieja Nawalnego w Bijsku w Kraju Ałtajskim. Jak wynika z dostępnych informacji, po przyjeździe do Białej Podlaskiej, Skrepecki przebywał najpierw w ośrodku dla uchodźców, a następnie osiedlił się tam wraz z rodziną. Z żoną, Wiktorią Iwanicką, doczekali się pięciorga dzieci i szóstego w drodze.
W swojej twórczości działał „po obu stronach barykady”. Wyśmiewał kult jednostki, czego dowodem są zarówno karykatury Józefa Stalina, jak i Władimira Putina, jednak, gdy nie podobały mu się działania rosyjskiej opozycji, także potrafił je wyrazić w podobny sposób. Na jego celowniku był także białoruski satrapa Alaksander Łukaszenka.
Ludzie z otoczenia Skrepeckiego podkreślają jednak, że w ostatnim czasie „pod głównym ostrzałem” był czeczeński przywódca Ramzan Kadyrow, metodami i sposobem rządzenia niczym nie różniący się od swojego pryncypała na Kremlu.
Warto również podkreślić, że Skrepecki, początkowo nastawiony proukraińsko, w pewnym momencie znacząco zmienił retorykę wobec napadniętego przez Rosję kraju. Być może to było jednym z powodów, dla którego trafił na czarną listę kontrowersyjnego ukraińskiego pozarządowego Centrum „Myrotworec”. Wpisani są tam „wrogowie Ukrainy, którzy w sposób umyślny godzą w bezpieczeństwo narodowe Ukrainy, pokój i międzynarodowy porządek prawny, a także popełniają inne przestępstwa”.
O działalności tego serwisu alarmowali w 2024 r. posłowie opozycji Paweł Jabłoński i Anna Gembicka z PiS, wskazując, że na liście znajdują się również polskie nazwiska, w tym przedstawicieli władz. Podkreślono wówczas, że serwis pośrednio zachęca do podejmowania przeciwko osobom z listy czynów zabronionych prawem. Posłowie złożyli nawet w tej sprawie stosowną interpelację do szefów MSWiA oraz MSZ, domagając się wyjaśnień, czy w rzeczonej spawie zostały podjęte działania.
Z dostępnych z mediów informacji wynika, że Skrepecki od dłuższego czasu otrzymywał pogróżki w związku ze swoją działalnością artystyczną. Miały jednak one znacznie nasilić się dopiero w momencie, gdy opozycjonista wziął na tapetę właśnie Kadyrowa. Ludzie z otoczenia Skrepeckiego podkreślają, że liczba pogróżek „szła w tysiące”, dlatego w pewnym momencie aktywista przestał je brać na poważnie.
Jak podaje Biełsat, jego ostatnim performensem był marsz z okazji Dnia Rosji 12 czerwca, na którym pojawił się trzy dni przed śmiercią. Tego dnia pojawił się pod ambasadą Rosji w Berlinie w łapciach i z rosyjską trójkolorową flagą wystającą ze spodni. Niósł również obraz przedstawiający w karykaturalny sposób Józefa Stalina karmiącego przez fajkę Władimira Putina.
Robert Kuzowkow został w poniedziałek rano zastrzelony w pobliżu swojego miejsca zamieszkania w Białej Podlaskiej. Napastnik oddał do niego pięć strzałów w okolice głowy i klatki piersiowej. Jeszcze 1,5 godziny przed śmiercią aktywista wyśmiewał się z gróźb pod swoim adresem w związku ze wspomnianym performersem w Berlinie. Do wpisu na jednym z serwisów społecznościowych dołączył zrzuty ekranu zawierające nieprzychylne komentarze i groźby.
Jak podają niezależne wschodnie media, to właśnie wątek czeczeński jest najbardziej prawdopodobny w kontekście zabójstwa rosyjskiego opozycjonisty. Świadczyć ma o tym nie tylko fakt, że Skrepecki otwarcie uderzał swoją twórczością w czeczeńskiego dyktatora, ale także sam przebieg morderstwa – egzekucja, w biały dzień, na ulicy. Zbrodnia przedstawiana jest jako zemsta na artyście i jednocześnie manifest, że służby powiązane z Kremlem są w stanie dosięgnąć każdego, w dowolnym miejscu.
W sprawie zabójstwa Kuzowkowa jeszcze w poniedziałek zatrzymano dwóch Białorusinów. Jak się okazuje nie mieli nic wspólnego ze sprawą i zostali zwolnieni.