Jak poinformował portal Niezalezna.pl, PZL M-18 Dromader będący w dyspozycji Lasów Państwowych, który rozbił się podczas gaszenia pożaru lubelskiej puszczy nie powinien brać udziału w akcji po zmroku. Maszyna runęła wraz z pilotem na ziemię o godz. 20.41, czyli 45 min, po zachodzie słońca.
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil i kliknij „Obserwuj w Google”
Podczas konferencji prasowej dziennikarz Telewizji Republika zadał pytanie o to, czy te maszyny mają uprawnienia do lotów po zmierzchu, na co minister klimatu, która nadzoruje Lasy Państwowe odparła, że "nie mam wiedzy na temat" tego, żeby "maszyna nie miała jakichś uprawnień".
Przy okazji przypomniała, że maszyna Lasów Państwowych na czas akcji "była do dyspozycji sztabu MSWiA i wykonywała polecenia koordynowane przez sztab".
Na konferencji prasowej wywiązała się dyskusja, w której nie padła ostatecznie odpowiedź na pytanie, czy Dromader mógł latać po zmroku.
"Odpowiadają głową"
Sytuację skomentował na antenie Telewizji Republika Adam Andruszkiewicz, zastępca szefa kancelarii prezydenta Karola Nawrockiego. W przeszłości polityk była także wiceministrem w resorcie cyfryzacji oraz KPRM.
Wydaje się, że w żadnym poważnym resorcie jest to niemożliwe i trzeba powiedzieć to wprost - minister nadzorujący odpowiada własną głową w przypadku takich sytuacji.
Jeśli dzisiaj minister Hennig-Kloska czy Kierwiński zajmują się przede wszystkim walką polityczną, to robią nie to za co im Polacy płacą
- powiedział Andruszkiewicz.
Jeżeli wysyła się ludzi do gaszenia pożarów to psim obowiązkiem ministrów nadzorujących jest zapewnienie tym ludziom maksymalnego bezpieczeństwa i komfortu pracy
- kontynuował.
Dodał, że "jeśli pani minister nie wie, dlaczego ten samolot został wykorzystany w niewłaściwych warunkach to znaczy, że nie nadaje się do pełnienia tej funkcji i powinna natychmiast zrezygnować".