Prokurator Andrzej Piaseczny w asyście policji wszedł dziś do siedziby Trybunału Konstytucyjnego. Osoby uzurpujące sobie prawo do udziału w prach organu: Krystian Markiewicz, Maciej Taborowski, Marcin Dziurda i Anna Korwin-Piotrowska przedstawiły własną wersję wydarzeń, do których doszło wewnątrz budynku.
Przekazali oni, że Korwin-Piotrowska i Taborowski zostali wpuszczeni na posiedzenie wyłącznie w charakterze gości. Inaczej potraktowano Krystiana Markiewicza i Marcina Dziurdę, którym uniemożliwiono wejście do sali obrad. Decyzję podjął prezes TK Bogdan Święczkowski. Uzasadnił ją tym, iż Markiewicz i Dziurda podczas poprzedniego posiedzenia mieli "wtargnąć" na obrady i odmówić opuszczenia sali.
Dariusz Szostek podczas briefingu, odnosząc się do nie wpuszczenia tej dwójki, stwierdził, że "jest rzeczą niewyobrażalną dla mnie, jako sędziego Trybunału Konstytucyjnego, ale także prawnika, dzielenie sędziów na lepszych i gorszych, na lepszy i gorszy sort".
Obserwuj Niezalezna.pl w Google! Wejdź na nasz profil, a następnie kliknij „Obserwuj w Google”
To jest sytuacja dla mnie niewyobrażalna. Dzielenie sędziów na lepszych i gorszych
– narzekał.
Warto zwrócić uwagę, że wypowiedź ta padła w obecności Krystiana Markiewicza, byłego prezesa upolitycznionego stowarzyszenia sędziowskiego Iustitia. Markiewicz od lat należy do najbardziej zdecydowanych zwolenników podważania statusu sędziów powołanych z udziałem Krajowej Rady Sądownictwa ukształtowanej po 2018 roku. To właśnie przedstawiciele jego środowiska konsekwentnie określają ich mianem "neosędziów".
Kontrowersyjne pomysły Markiewicza i jego komisji
Kierowana przez Markiewicza Komisja Kodyfikacyjna Ustroju Sądownictwa i Prokuratury, działająca przy Ministerstwie Sprawiedliwości, przygotowała w 2025 r. dwa alternatywne projekty ustaw dotyczących statusu sędziów wyłonionych w postępowaniach przed Krajową Radą Sądownictwa po 2017 roku. Propozycje były akceptowane i promowane przez ówczesnego ministra sprawiedliwości Adama Bodnara.
Projekty zakładały, że sędziowie mieli zostać podzieleni na trzy kategorie, a wobec każdej z nich przewidywano inne konsekwencje. Pierwszą grupę stanowili absolwenci Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, którzy objęli urząd po okresie asesury. To oni mieli uniknąć procedury weryfikacyjnej.
Do drugiej grupy zaliczono sędziów, którzy wcześniej pełnili już urząd, lecz po 2017 roku wzięli udział w konkursach na wyższe stanowiska. W ich przypadku projekt przewidywał przeprowadzenie specjalnej procedury weryfikacyjnej. Jej skutkiem mogło być odebranie uzyskanego awansu oraz przeniesienie sędziego z powrotem do sądu, w którym orzekał przed nominacją dokonaną przy udziale obecnej KRS.
Najdalej idące rozwiązania miały dotyczyć trzeciej grupy, czyli osób, które przed powołaniem na urząd sędziego wykonywały inne zawody prawnicze - były między innymi adwokatami, radcami prawnymi, notariuszami lub prokuratorami. Wobec części z nich możliwe miało być usunięcie z urzędu sędziego. Jako alternatywę wskazywano między innymi zatrudnienie na stanowisku referendarza sądowego albo asystenta sędziego.
Stowarzyszenie Prawnicy dla Polski alarmowało wówczas, że dla takich osób mogłoby to oznaczać faktyczny koniec dotychczasowej kariery. Po utracie urzędu nie miałyby one bowiem gwarancji ponownego wpisania na listę adwokatów, radców prawnych lub notariuszy. Stowarzyszenie podkreślało, że część doświadczonych prawników zostałaby w ten sposób zmuszona do rozpoczynania kariery od początku albo poszukiwania pracy poza wymiarem sprawiedliwości.