Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
Polska

Kto i jak wszedł do KRS? To sędzia Czeszkiewicz - sam to potwierdził w rozmowie z Niezalezna.pl

Wczoraj popołudniu w Krajowej Radzie Sądownictwa pojawiło się dwóch mężczyzn, którzy domagali się dostępu do dokumentów i pomieszczeń rzeczników dyscyplinarnych. Kto? W rozmowie z portalem niezalezna.pl sędzia Dominik Czeszkiewicz z Ministerstwa Sprawiedliwości potwierdził, że był jednym z nich. Czy planuje ponowne wejście? "Nie mam po co" - odpowiada. - "Na pewno nie będę wchodził z policją czy firmą przeprowadzkową. Bądźmy poważni" - dodał. Ale po co była wczorajsza akcja?

Jak informował portal Niezalezna.pl, we wtorek wczesnym popołudniem do siedziby Krajowej Rady Sądownictwa weszli przedstawiciele ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka i zażądali od ochrony wydania dostępu do biura Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych. 

Reklama

Urzędnicy MS - według relacji sędziów - mieli sami sięgnąć po karty dostępu, przeznaczone do użytku przez kurierów, codziennie dostarczających przesyłki i korespondencję do rozmaitych instytucji, zlokalizowanych w budynku. Weszli do korytarza, gdzie znajdują się biura rzeczników i z pomocą kart próbowali otworzyć gabinety.

Jeden z mężczyzn, poproszony o wylegitymowanie się, zostawił na miejscu kartkę. "Dominik Czeszkiewicz. Min. Spr." - napisał na niej.

Sędzia Czeszkiewicz: Byłem w KRS

Skontaktowaliśmy się dzisiaj z sędzią Dominikiem Czeszkiewiczem, dyrektorem departamentu nadzoru administracyjnego Ministerstwa Sprawiedliwości. Zapytaliśmy o wczorajsze wydarzenia.

„Czy był Pan wśród dwóch osób, które weszły do KRS”?

„Byłem” – potwierdził. - "W imieniu sędziego Ulmana i jako dyrektor departamentu".

Przyznał również, że skorzystali z kart magnetycznych dla kurierów. - „Nie wiedzieliśmy dla kogo są przeznaczone. Otrzymaliśmy je od pracownika ochrony, który nas oprowadzał po KRS” – dodał. Nie zgadza się natomiast z informacją, że pojawili się tuż przed zamknięcie KRS. - „Byliśmy tam około godz. 15.15, czyli w godzinach pracy. Wszyscy się pozamykali w środku, nikt nie otwierał drzwi” - przekazał.

Jaki jednak cel miała taka wizyta? 

„Jako dyrektor departamentu nadzoruję postępowania dyscyplinarne, mam dostęp do akt. W KRS, w biurze Rzecznika są akta, którymi nie mogą dysponować panowie Schab,  Radzik, Lasota, ponieważ są skutecznie odwołani” – stwierdził s. Czeszkiewicz. - „Skoro KRS odmawiał udostępnienia legalnym rzecznikom udostępniania tych akt, uznaliśmy, że możemy je stamtąd odebrać”.

Zwróciliśmy uwagę, że przewodnicząca KRS s. Dagmara Pawełczyk-Woicka niczego nie odmawiała. Wręcz przeciwnie, zapraszała s. Ulmana do Rady, ale się nie pojawił. 

„Z korespondencji nie wynikało, że pani Pawełczyk-Woicka zastosuje się do ustawy o ustroju sądów powszechnych i udostępni biura” – ocenił. – „Nie ma co nikogo zapraszać, tylko trzeba wydać klucze i tyle. Ma obsłużyć administracyjnie, tak mówi ustawą sądów powszechnych”.

Przecież niewykonalne było, aby przez cztery dni, w tym weekend, przygotować akta postępowań z pięciu lat.  

„Myślę, że dałoby radę. Byliśmy w godzinach pracy, akta powinny być przygotowane. Poza tym chodziło o inne dokumenty, pieczątki, dostęp do komputerów” – usłyszeliśmy. 

A może jednak chodziło jedynie o demonstrację? Czy wręcz prowokację?

„Nie. Wszystko odbyło się pokojowo, na spokojnie. To co wybuchło później, było poza nami”

- stwierdził. 

Co dalej, jutro, pojutrze… 

„Dalsze decyzje należą do rzecznika Ulmana, w tym zawiadomienie prokuratury” – stwierdził. Czy wybiera się ponownie do KRS? – „Nie, nie mam po co ma tam iść znowu”. 

Zapewne jednak będą podejmowane próby odebrania akt. Czy to oznacza, że kolejna wizyta będzie już w asyście policjantów, aby siłowo przejąć dokumenty? 

„Na pewno nie będę wchodził z policją czy firmą przeprowadzkową. Bądźmy poważni” – przekonywał. – „Będziemy podejmowali działania prawne”.

Źródło: niezalezna.pl
Reklama