Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
Polska

Kiedyś każdy nosił w kieszeni, dziś niewielu o tym pamięta

Nie dawało dostępu do internetu, nie liczyło kroków i nie miało funkcji bluetooth. Ale i tak było skarbem. To coś, co mieściło się w dłoni, nosiło w kieszeni, czasem w piórniku i dawało status legendy na podwórku. Gdy ktoś wyjął na lekcji albo na boisku, reszta podchodziła bliżej. Bo każdy wiedział, że to nie był zwykły gadżet. To było coś więcej.

Niby zwykłe, niepozorne, plastikowe, lekkie, czasem świecące. Z melodyjką, z ekranem wielkości znaczka pocztowego, albo z układem sprężynek i kulek. Gadżety, które w latach 90. nosił każdy dzieciak. Nie było smartfonów, nie było TikToka, ale były one. I wystarczyło jedno kliknięcie, żeby zostać królem swojej klasy.

Reklama

Zegarek melodyjka, czyli elektroniczny klasyk z budzikiem i melodyjkami, które znała cała szkoła. Miał przyciski, które klikało się z nudów. Potrafił grać „Dla Elizy” i sygnalizować pełną godzinę piskiem, który doprowadzał nauczycieli do szału. Im więcej przycisków i funkcji, tym większy dawał prestiż właścicielowi.

Niezapomniane gadżety z lat 90.

Jojo wróciło z impetem pod koniec lat 90., z kolorowymi modelami reklamowanymi przez chipsy i napoje. W kieszeni brzęczało metalem, na przerwie kręciło się w dłoni, a na podwórku robiło „chodzącego psa” i „windę”. Kto nie umiał, tenzazdrościł. Kto umiał, szybko gromadził zachwyconą publikę.

Guma Donald. Tak, to też było w kieszeni. Zbierane historyjki wymieniane z innymi. Jeden obrazek za dwa, jeśli był rzadki. Albo za naklejkę Turbo. Cała ekonomia podwórka opierała się na tych kolorowych fragmentach papieru z połyskiem. I ten niezapomniany zapach, który można było wąchać godzinami.

Tamagotchi, kultowe elektroniczne zwierzątko z Japonii. Mieściło się w kieszeni spodni albo przypięte do szlufki. Karmiło się je, sprzątało po nim, usypiało. "Zwierzątko" umierało, jeśli się o nim zapomniało. To był pierwszy kontakt z wirtualną odpowiedzialnością. I pierwszy powód, by panikować podczas lekcji, gdy zapomniało się go nakarmić.

W kieszeni duma, na widoku prestiż

Były też gry „z jajkiem”, czy radzieckie i chińskie podróbki Nintendo. Na LED-owym ekranie kucharz łapał jajka, tygrys odbijał piłkę, a rybak łowił ryby. W środku trzy przyciski, głośniczek i bateria, która wystarczała na miesiące. Grało się wszędzie: na osiedlowej ławce, w autobusie, w kolejce do dentysty czy na szkolnej wycieczce.

A potem przyszły pierwsze Nokie 3310. To już nie był gadżet, raczej próg wtajemniczenia. Dzwonienie po 18:00, żeby było taniej. Granie w Snake’a, aż padnie bateria. Pisanie SMS-ów z ograniczeniem znaków, więc każde słowo liczyło się podwójnie. Trzymałeś ją w kieszeni, rozpierała Cię duma. Wyciągałeś na widoku, od razu "łapałeś" prestiż.

Dziś kieszenie są wypchane nowoczesnością. Wypełnia je ekran o rozdzielczości 4K, który potrafi wszystko. Ale tamte gadżety - proste, plastikowe, często tandetne, miały duszę. Były wymieniane, pokazywane, czasem podkradane z szuflady starszego brata. I każdy miał swój własny, zniszczony, porysowany, ale „najlepszy” egzemplarz.

 

Źródło: niezalezna.pl
Reklama