Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Polskie firmy nie mają szans z zagranicznymi w przetargu na KDP. "Przyznali się"

Na początku roku rząd przekonywał, że to polskie firmy mają pierwszeństwo w przetargach, m.in. związanych z infrastrukturą kolejową. Fakty wskazują jednak inny stan rzeczy. "Żaden z polskich producentów taboru kolejowego takiego warunku nie spełnia" - pisze w mediach społecznościowych Michał Moskal, poseł PiS, który po kilku miesiącach od złożenia interpelacji, otrzymał... niekompletną odpowiedź z ministerstwa infrastruktury.

Autor:

Po tym, jak w ramach projektu Kolei Dużych Prędkości, zaktualizowano limity prędkości pociągów, w przestrzeni publicznej zrobiło się głośno. Przede wszystkim dlatego, iż podniesienie prędkości powyżej 300km/h niemal od razu wyklucza zasadniczo polskich producentów z możliwości startu w przetargu. Jak już informowaliśmy na łamach naszego portalu - ręce zaciera w tej sytuacji m.in. niemiecki Siemens.

Niemniej, podczas noworocznego orędzia szef rządu Donald Tusk, mówiąc m.in. o "strategicznych inwestycjach", które mają mieć miejsce w 2026 roku, zapewnił, że w przetargach pierwszeństwo będą miały rodzime firmy. Narracji tej wtórował rzecznik rządu, Adam Szłapka. Polityk pytany wprost, czy przetarg na kolei do 350 km/h wygra polska firma, zapewnił: "My robimy zawsze wszystko, co zgodne z prawem, by to polskie firmy zyskiwały na tym i robimy to".

"To bardzo dobrze widać, szczególnie po tych ostatnich inwestycjach, które się działy w kolei. Polskie firmy naprawdę mogą być spokojne, bo po ich stronie jest cały polski rząd"

– dodał.

"Przyznali się"

Okazuje się, że nie do końca... Michał Moskal, poseł Prawa i Sprawiedliwości opublikował dziś obszerny wpis, który zaczyna słowami: "przyznali się! Przygotowali tak przetarg na pociągi dużej prędkości by uniemożliwić samodzielny start polskim producentom".

Po 5 miesiącach czekania (termin to 21 dni) dostałem w końcu odpowiedź Dariusza Klimczaka z PSL na moją interpelacje w sprawie wielomiliardowego przebiegu przetargu PKP Intercity na pociągi dużej prędkości jeżdżące z prędkością 320 km/h. No powiedzmy… odpowiedź, bo na 24 szczegółowe pytania, dostałem odpowiedź na zaledwie 2.

– czytamy.

Z ustaleń posła PiS wynika, że "PKP Intercity przygotowało takie kryteria przetargu na pociągi dużej prędkości do 320 km/h, które wykluczają samodzielny start polskich producentów takich jak Pesa, Newag czy FPS Cegielski. Jako kryterium wskazano wcześniejszą produkcję pociągu do 250 km/h."

Moskal podkreśla, iż "żaden z polskich producentów taboru kolejowego takiego warunku nie spełnia".

Dalej dowiadujemy się, że "złożono wniosek o ochronę antykorupcyjną do CBA i jak widać służby już pracują, bo niedawno weszły do PKP Intercity w sprawie sprzedaży za bezcen lokomotyw EP09, a sprawa jest rozwojowa. Zobaczymy jak tutaj będzie".

Dlaczego nie odpowiedzieli na TE pytania?

Poseł opozycji wyliczył pytania, na które nie otrzymał odpowiedzi ministerstwa infrastruktury:

  • Czy przeprowadzono kompleksową analizę ekonomiczną porównującą warianty 250/300/320/350 km/h? - brak odpowiedzi, czyli nie przeprowadzono takiej analizy;
  • Jakie konkretne korzyści ekonomiczne i społeczne wykazały analizy dla wariantu 320 km/h? - brak odpowiedzi, czyli tych korzyści nie ma;
  • Czy analizowano możliwości techniczne PESA, NEWAG i FPS Cegielski w zakresie produkcji pociągów 320 km/h? - brak odpowiedzi, czyli nie analizowano;
  • Jakie działania podjęto, by umożliwić udział polskich firm (w tym konsorcja z transferem technologii)? - brak odpowiedzi, czyli nie podjęto żadnych działań;
  • Dlaczego nie skonsultowano warunków przetargu z polskimi producentami (w przeciwieństwie do wcześniejszego przetargu na pociągi piętrowe)? - brak odpowiedzi, czyli nie konsultowano;
  • Na jakich konkretnych trasach i z jaką częstotliwością będą kursować pociągi 320 km/h? - brak odpowiedzi (jedynie ogólne stwierdzenie o systemie „Y” i „głównej trasie Warszawa–Poznań” oraz przyszłej CMK Północ);
  • Jaka będzie dokładna cena biletu na odcinkach obsługiwanych przez pociągi 320 km/h? - brak odpowiedzi, czyli MI nie ma żadnych analiz z tym związanych podobnie jak PKP Intercity;
  • Jakie są źródła finansowania i udział środków publicznych? - brak odpowiedzi czyli sami nie wiedzą skąd wezmą kilkanaście miliardów złotych na tabor od zagranicznego producenta;
  • Czy przeprowadzono analizę kosztów cyklu życia (LCC) przez 30 lat? - brak odpowiedzi, czyli nie ma takich analiz;
  • Jakie są szacowane koszty utrzymania i eksploatacji w porównaniu z tańszymi wariantami? - brak odpowiedzi, czyli nie ma takich szacunków.

"Reasumując przygotowali przetarg o wartości kilkunastu miliardów złotych (sic! jak nie więcej), który trafi do zagranicznego producenta taboru, ale: - nie mają analiz uzasadniających kupno taboru na 320 km/h, - nie wiedzą gdzie i z jakąś częstotliwością będą te pociągi jeździć, - nie mają finansowania tych kilkunastu miliardów złotych, - nie wiedzą nawet ile będzie kosztował bilet na taki pociąg, albo ile będzie kosztowało jego utrzymanie" - wskazuje Moskal.

I zauważa, że "MI umywa od tego ręce, wskazując że nadzór właścicielski nad PKP Intercity sprawuje spółka PKP i to ona jest za to odpowiedzialna".

Autor:

Źródło: niezalezna.pl, x.com

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane