Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Katastrofa ekologiczna i ministerstwo głupich kroków. Piątka z krynicy mądrości speców od ekologii

Katastrofa ekologiczna na rzece Bóbr, walka z miejskimi pasiekami, zaskakujące teorie na temat wiatru i drewna – to tylko niektóre z osiągnięć obecnego kierownictwa Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Jacek Liziniewicz na łamach najnowszego wydania tygodnika „Gazeta Polska” obnaża intelektualny wkład Pauliny Hennig-Kloski, Urszuli Zielińskiej i ich współpracowników w ochronę polskiej przyrody. Jak udowadnia autor, ich codzienne działania i publiczne wypowiedzi zachwyciłyby samych twórców Latającego Cyrku Monty Pythona.

Autor:

Zaczyna się od rzek. Choć przez lata Odra była oczkiem w głowie Urszuli Zielińskiej, resort zdaje się nie zauważać katastrofy ekologicznej na rzece Bóbr. 

Liziniewicz przypomina pełne sprzeczności wypowiedzi wiceminister, która obawiała się, że transport rzeczny „wychlapie” wodę potrzebną rybom. Jak sama z pełnym przekonaniem twierdziła:

„Największy problem z Odrą jest taki, że tam brakuje wody dla ryb do życia. Nie mówiąc o obciążonych statkach, to jest aberracja”.

Kolejnym celem ministerstwa stały się... pszczoły. Z usuniętego już w pośpiechu projektu strategii resortu można było się dowiedzieć, że hodowla pszczoły miodnej to zagrożenie, a pasieki miejskie należy zlikwidować. Równie innowacyjne podejście kierownictwo wykazuje w gospodarce. Gdy spadła sprzedaż detaliczna, minister Hennig-Kloska wlała w serca Polaków optymizm:

„Z tego, co widziałam, to spadają głównie nie rzeczy pierwszej potrzeby, tylko raczej takie, bez których czasami możemy się obyć. Tekstylia z punktu widzenia klimatu to nawet dobrze, jak będziemy mniej tego typu rzeczy kupować, bo to jednak powoduje właśnie emisję”.

W tekście „Gazety Polskiej” przeczytamy również o „trzecim roku walki z lasami”. Resort uderza w użytkowników pieców na pellet, a za tworzenie strategii leśnej odpowiada tam człowiek, który w przeszłości był trenerem pilatesu. Prawdziwym hitem są jednak ministerialne rozważania o wietrze. Paulina Hennig-Kloska z uporem maniaka przekonuje: „Bo latem, kiedy mamy dużo słońca w Polsce, mniej wieje, bo zimą, kiedy mamy mniej słońca na ziemie, wieje wiatr i przez 12 miesięcy potrzebujemy w bilansie energetycznym kraju”. Z kolei wiceminister Zielińska dodaje:

„Znaczy wiatru jest co do zasady więcej w nocy i zimą, słońca nie ma w nocy i brakuje go zimą”.

Chcesz poznać więcej absurdów z „Ministerstwa głupich kroków”? Ciekawi Cię, jak urzędnicy tłumaczą się z kolejnych wpadek? Sięgnij po najnowszy numer tygodnika „Gazeta Polska” i przeczytaj cały artykuł Jacka Liziniewicza!

Autor:

Źródło: Gazeta Polska, niezalezna.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska