„Jednostka wybitnie wrogo ustosunkowana do systemu socjalistycznego”
– tak o studencie Przemysławie Alexandrowiczu napisał esbek, odmawiając mu w 1985 r. wydania paszportu.
Do tej „wybitnej wrogości” student miał powody. Jego dziadek Bohdan Alexandrowicz był przed wojną zastępcą Komisarza Rządu na miasto Wilno. Został rozstrzelany krótko po wkroczeniu Sowietów. W Kazachstanie zginęły dwie siostry jego ojca, a sam ojciec cudem ocalał i wrócił do Polski z łagru jako 15 latek.
W tych samym czasie co Alexandrowicz na Uniwersytecie Poznańskim studiował Jacek Jaśkowiak. Był działaczem lokalnych władz Związku Młodzieży Wiejskiej, organizacji partnerskiej sowieckiego Komsomołu. W zarządzie wojewódzkim ZMW w Poznaniu był członkiem komisji rewizyjnej. A jako dwudziestoparolatek został dyrektorem firmy Kulczyk Tradex.
Dziś Jaśkowiak ogłosił się obrońcą niszczonej w Polsce wolności, a PiS porównuje do faszystów. Gdy Alexandrowicz, który jest w PiS, usłyszał o tym, nie wytrzymał.
– Byłem mocno poruszony. Taka osoba usiłuje mnie pouczać, co znaczy upominać się o wolność. Kompletny bezwstyd
– powiedział w rozmowie z Piotrem Lisiewiczem w programie „Wywiad z chuliganem” w Telewizji Republika.
W programie Alexandrowicz wypunktował cztery postawy studentów z ówczesnych czasach i wskazał, że gdy naprawdę trzeba było bronić wolności, Jaśkowiak przyjął postawę najgorszą, będącą udziałem zdecydowanej mniejszości:
Mógł wybrać drogę jego o rok starszego kolegi, czyli Andrzeja Radke, który prowadził działalność nielegalną, podziemne wydawnictwa. Bardzo dużo ryzykował, była to droga najodważniejsza.
Mógł trochę skromniej, jak jego kolega z roku, mój przyjaciel Andrzej Mikosz, działać w samorządzie studenckim. To nie było aż tak groźne, jak działanie w nielegalnych organizacjach. Ale oznaczało utrudnienia w wyjazdach, w karierze, kłopoty z zatrudnieniem po studiach prawniczych w PRL.
Mógł też jak większość studentów nie angażować się ani w działalność nielegalną, ani tę źle widzianą przez władze, ale po prostu dystansować się od oficjalnej rzeczywistości. Uznając, że nieuczestniczenie w komunistycznych rytuałach to jest to, co trzeba w takiej sytuacji zrobić.
Ale on wybrał drogę nielicznej mniejszości. Wejście do prokomunistycznej organizacji. To, że był to wówczas obciach, to za mało powiedzieć. Większość studentów uważała takie zachowanie za haniebne. Naprawdę tylko skrajni oportuniści i skrajni karierowicze to robili.
Zobacz mocną rozmowę z Przemysławem Alexandrowiczem poniżej: