Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

ICE, prawica i Wajrak. Histeria nie z tej ziemi

Wydaje się, że ostatnio polska debata publiczna się uspokoiła. Zwłaszcza w porównaniu z tym, co działo się w trakcie wyborów prezydenckich i tuż po nich. Owszem, prezydent wciąż jest ukazywany jako przedstawiciel kibicowskich hord, a opozycja i każdy, kto ośmiela się sprzeciwiać uśmiechniętej władzy – jako faszyści i zaplute karły reakcji. Jednak już nikt nie snuje opowieści o paleniu ludzi w stodołach czy ponownym otwarciu obozów koncentracyjnych. Czy nie jest to cisza przed burzą?

Zacznijmy jednak od tego, że wspomniane sabaty szaleństwa i skretynienia, gdy autorytety, celebryci i medialni cyngle w sposób masowy snują swoje paranoiczne wizje o nowych holocaustach, mają charakter czasowy. Wybuchają z pełną siłą w określonych momentach, kiedy są najbardziej potrzebne. Dlatego najwięcej tego typu bełkotu trafia do nas oczywiście w okolicach wyborów lub w sytuacjach dla obozu władzy kryzysowych, gdy czuje się ona na tyle osłabiona, że potrzebuje natychmiastowej zasłony dymnej, ukrywającej to, co się właśnie stało. Przez resztę czasu mamy relatywny „spokój”. Rząd jednak wie, że nie może pozwolić temu szaleństwu, tej skrajnej głupocie w pełni zgasnąć – żeby łatwo móc, jak będzie potrzeba, ponownie rozpalić tego typu prymitywne, histeryczne emocje. One muszą cię ciągle „tlić” w uśmiechniętym elektoracie. 

Temu między innymi służy także, napisany na Kremlu, bełkot o „sfałszowanych wyborach”, wciąż spinowany przez Romana Giertycha i jego silnych razem. Podobną funkcję pełnią też brednie o zbliżającym się totalitaryzmie, przed którym przestrzegają nas rozmaite autorytety uśmiechniętego populizmu, takie jak np. Adam Wajrak, czołowy „obrońca przyrody” z „Gazety Wyborczej”. Warto się przyjrzeć temu, jak konstruuje on swoje opowieści, rodem z jakiegoś kiepskiego horroru, pokazuje nam to bowiem bardzo wiele o tym, jak tępy, a jednocześnie niebezpieczny jest obecny ton histerii. 

Pozwolę sobie przytoczyć Czytelnikom ten bełkot, bo w taki poziom paranoi i zwyczajnego zgłupienia aż trudno uwierzyć. Otóż Wajrak pisze: „Z zasłoniętymi twarzami, ubrani w coś, co przypomina mundury, ale nie ma oznaczeń, nieprzeszkoleni do działań z cywilami, a przede wszystkim uzbrojeni (…) ICE w USA? Tak, ale też rzeczywistość na Podlasiu, którą zaczął PiS, a demokratyczny rząd jej nie zmienił, tylko ją utrwala (…). Że nikogo nie zastrzelili? Zawdzięczamy to tylko jakiemuś cudownemu zbiegowi okoliczności. W zeszłym roku jeden taki oddał 70 strzałów do samochodu, w którym jechał ojciec z dzieckiem. Na szczęście nikt nie został nawet ranny. Tylko powtórzę, to był cud. (…) Martwicie się kochani (…), że zrobią ICE w Polsce? Nic nie muszą robić, bo polskie ICE jest i ma się dobrze. Tylko na razie schowane jest w podlaskich lasach. Przyjdą do Was. Do Warszawy, do Krakowa, do Poznania. Będą mieli bardzo łatwo”.

O co chodzi Wajrakowi?

Co tu się właściwie stało? Czy Wajrakowi odbiło? Skąd tak ostra krytyka władzy? I to taka, której nie da się znaleźć nawet u najbardziej radykalnych, prawicowych przeciwników rządu – bo jednak nikt nie idzie w narrację, że zaraz po ulicach będą biegać szwadrony śmierci i mordować rodziny. Czyżby jednak Wajrak miał jakieś ideały, był w stanie realnie skrytykować obóz, któremu kibicuje od lat? Nie bądźmy naiwni. Z przytoczonego fragmentu wyciąłem kluczowe słowa. Otóż zdanie o ICE w Polsce w całości brzmi następująco: „Martwicie się, kochani, że jak PiS, Konfa i Braun dojdą do władzy, to zrobią ICE w Polsce? Nic nie muszą robić, bo polskie ICE jest i ma się dobrze. Tylko na razie schowane jest w podlaskich lasach. Przyjdą do Was. Do Warszawy, do Krakowa, do Poznania”. Czyli dzięki rządom Tuska to zagrożenie jak na razie nie istnieje. Ale biada czytelnikom Wajraka, jeśli, nie daj Boże, kiedykolwiek premier straci władzę. 

Spróbujmy ten bełkot przeanalizować jednak na poważnie. Po pierwsze rzuca się w oczy, że Wajrakowi nie przechodzi przez klawiaturę określenie PiS mianem rządu i odwrotnie, krytykując władzę, pilnuje się, żeby nie doprecyzować, jaka partia tak naprawdę decyduje w tym, co dziś dzieje się w Polsce, a więc i w podlaskich lasach. To już byłoby zbyt bliskie krytyki Tuska oraz KO i nasz „autorytet od przyrody” dobrze o tym wie. Stąd też inny element tekstu, czyli wyraźne zaznaczenie, że może i obecny rząd jest paskudny, jeśli chodzi o „ICE na Podlasiu”, jednak zasługuje on na to, żeby obdarzyć go przymiotnikiem „demokratyczny”. Jak więc widać, mimo że artykuł ten udaje napisany w stanie wzmożenia moralnego, przejęcia się, ta wypowiedź jest bardzo przemyślana, precyzyjnie używa słów, co pokazuje, że jest świadomym elementem propagandy Tuska. Cel opisanych powyżej zabiegów retorycznych jest oczywisty: chodzi o to, żeby przypadkiem odbiorca nie wpadł na pomysł utożsamienia „uśmiechniętej” Polski z pisowskim faszyzmem, bo inaczej dalsza część komunikatu Wajraka, ta najważniejsza, na której najbardziej mu zależy, straciłaby sens. Otóż pracownik „Wyborczej” jasno wykłada, zwracając się bezpośrednio do odbiorcy: „musicie właściwie zagłosować”. Inaczej te potwory wyjdą z lasów i zrobią z wami najstraszniejsze rzeczy. Będą próbowały was zabić, was i wasze rodziny, wasze dzieci.

Jak uratować świat?

Opowieść Wajraka ma strukturę standardowego horroru. W końcu kluczowa dla niej jest dość typowa dla tego typu literatury wizja mrocznych sił, na szczęście wciąż trzymanych poza granicami cywilizowanego świata, niemniej jednak gotowych w każdej chwili wypełznąć z ciemności, z lasów i podziemi, i sprowadzić na świat apokalipsę. To, co różni bełkot Wajraka od standardowego, kiepskiego horroru, to sposób, w jaki temu koszmarowi można zaradzić. U naszego przyrodniczego idealisty jest łatwiej – nie trzeba pokonać żadnego potwora, nie trzeba zdobyć artefaktu, pokonać kultystów, odprawić rytuału – starczy, że się właściwie zagłosuje, na Donalda Tuska, ewentualnie na jakieś jego lewicowe przystawki. Wtedy zło pozostanie w odległych, mrocznych lasach, tropione przez odważnych herosów pokroju Wajraka, jednak nie zagrażając całości ludzkiej rzeczywistości. To antypisowskie szaleństwo i skretynienie posiada konstytutywne dla siebie elementy, zawsze w nim występujące – szwadrony śmierci pukające do domów, wizja mordów i swoistej „okupacji”. Zostaje ono jednak dodatkowo, dla wzmocnienia efektu, odpowiednio „doprawione” tym, co aktualnie modne, na czasie. Chodzi oczywiście o ICE, ten ostateczny symbol trumpowskiego zła, które w paranoicznej propagandzie uśmiechniętego populizmu okazuje się gorsze od SS. Znów widzimy, że, mimo niby emocjonalnej formy, mamy do czynienia z bardzo świadomą propagandą, specjalnie skupiającą to, co „grzeje” opinię publiczną – żeby skutecznie pobudzać strach do opozycji, do przeciwników Tuska. 

Narracja Wajraka jest dodatkowo wyjątkowo perfidna. Udając krytyka Tuska, na końcu ostatecznie go wywyższa, usprawiedliwia. Skoro jesteśmy nawet w stanie zaakceptować, że jest on odpowiedzialny za bojówki SS w podlaskich lasach, to zaakceptujemy wszystko. W ten sposób pozując na niezależnego, snuje opowieść, w której uśmiechnięty premier staje się ostatecznym wybawcą. Wszystkie jego wady okazują się nieważne, bo nie ma żadnej alternatywy – zaś to, co może przyjść zamiast Tuska, jest tak potworne, że właściwie należy paść przed nim na kolana i błagać, żeby uratował nas przed apokalipsą. W tym tkwi cała obrzydliwość tej propagandy. 

Niby Wajrak snuje marzenia, że „fajnie” by było, gdyby uśmiechnięty premier zachowywał się inaczej, ale jednocześnie pilnuje, by prawdziwy przekaz jego bredni wybrzmiał jasno: macie Tuskowi wybaczyć wszystko, inaczej zginiecie i wy, i wasze dzieci. Skądinąd w te same tony uderza Holland. To, co jest pseudokrytyką, jest tak naprawdę ostateczną służalczością wobec władzy i wychwalaniem wodza. Czy jednak ten bełkot powinien nas dziwić? W końcu to jedyna szansa dla KO. Przecież ta władza nie ma nic na swoją obronę. Niczego nie może przedstawić jako swój sukces. Zostaje im tylko ten skrajny populizm, ogłupienie debaty publicznej, utopienie jej w szaleństwie i paranoi. A im bliżej wyborów, tym Wajraków będzie więcej, którzy, niby to krytykując i „zagryzając zęby”, będą tłumaczyć, że oddanie głosu na kogoś innego niż Tusk oznacza masowe mordy. Warto więc zawczasu rozbrajać ich propagandę.
 

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane