Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Dwa poważne wycieki danych wrażliwych. Szef BBN wkracza do akcji. "Nie wystarczy reakcja służb"

Kto został poinformowany o incydencie z 2024 roku? Jakie wnioski wtedy wyciągnięto i jakie zalecenia wydano? Kto odpowiadał za ich wdrożenie? Co zostało zrealizowane przed sierpniem 2026 roku i kto zweryfikował skuteczność tych działań - takie pytania do instytucji państwowych ws. wycieku danych medycznych z wiosny 2024 r. skierował szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Bartosz Grodecki.

W sierpniu 2026 r. doszło do nieuprawnionego dostępu do danych gabinetów lekarskich, które były przechowywane w systemach firmy MyDr. 12 sierpnia wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski poinformował, że doszło do „wycieku danych sięgającego blisko 19 mln obywateli polskich”. Wskazywano, że chodzi nie tylko o numery PESEL, ale również informacje o wizytach lekarskich oraz przepisywanych lekach. 

Do Urzędu Ochrony Danych Osobowych wpłynęły już setki zgłoszeń dotyczących wycieku danych pacjentów po cyberataku na oprogramowanie firmy MyDr. Wciąż wpływają nowe. Na chwilę obecną wciąż nie można sprawdzić na stronie bezpiecznedane.gov.pl, czy nasze dane stały się przedmiotem wycieku.

Portal niezalezna.pl w poniedziałek ujawnił, że to nie pierwszy wyciek dotyczący danych medycznych w ostatnim czasie. Podobny wyciek miał bowiem miejsce 2,5 roku temu.

Między 18 a 27 marca 2024 r. hakerzy przejęli dane 18 814 054 Polaków, w tym imiona, nazwiska, numery PESEL oraz informacje o ubezpieczeniu zdrowotnym. Sprawę bada Prokuratura Regionalna w Poznaniu.

"Skutkiem opisanego działania sprawców było skierowanie około 18 milionów zapytań i uzyskanie z systemu eWUŚ danych osobowych ponad 13 milionów osób" - przekazała, potwierdzając nasze ustalenia, prokuratura.

O zdarzeniu - jak i postępowaniu prokuratury w tej sprawie - nie wiedziało m.in. ministerstwo cyfryzacji. O wycieku - jak ustaliła niezalezna.pl - nie został powiadomiony także Urząd Ochrony Danych Osobowych.

Do tych ustaleń odniósł się dzisiaj szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Bartosz Grodecki.

"Przy takiej skali nie wystarczy skuteczna reakcja służb. Trzeba również ustalić, co państwo zrobiło z wiedzą zdobytą po incydencie z 2024 roku i jakie działania podjęto przed sierpniem 2026 roku. Dlatego zwróciłem się do właściwych instytucji o informacje dotyczące obu zdarzeń"

- zaznaczył Grodecki.

Zapytał, kto był informowany o incydencie z 2024 r., jakie były wnioski i zalecenia po tym zdarzeniu, a także kto odpowiadał za ich wdrożenie i co z nich zostało zrealizowane.

"Trzeba również ustalić rzeczywistą skalę obecnego incydentu i wskazać, kiedy osoby objęte naruszeniem będą mogły jednoznacznie sprawdzić, czy dotyczy ono właśnie ich. Jeśli po ponad dwóch latach państwo nie potrafi dziś wskazać, co faktycznie zmieniono i z jakim skutkiem, trudno mówić o poważnej i właściwej reakcji na masowe naruszenie bezpieczeństwa"

- wskazał szef BBN.

Źródło: niezalezna.pl

NAJNOWSZE Polska