Głęboko oburzającą sytuację opisał lokalny portal tarnogorski.info. W Tarnowskich Górach w przychodni przy ul. Piłsudskiego doszło do śmierci pacjentki. Udająca się na wizytę kontrolną do lekarza na godz. 8.30 66-latka nagle zmarła.
Choć w budynku przyjmowało wielu medyków, żaden z nich nie zgodził się stwierdzić zgonu i wystawić niezbędnego dokumentu. W efekcie ciało pacjentki godzinami leżało na klatce schodowej, a impas udało się przełamać dopiero po interwencji w sztabie kryzysowym i u starosty tarnogórskiego.
Gdy kobietę zauważyli inni pacjenci od razu zaalarmowali personel i wezwali służby ratunkowe. Kobiety nie udało się uratować. W związku z nagłą śmiercią na miejsce została wezwana policja i prokurator.
Po przeprowadzeniu wstępnych oględzin ciała stwierdziłam, że nie ma w tym wypadku przesłanek do stwierdzenia, że do zgonu mogły się przyczynić inne osoby. W związku z czym postanowiono o odstąpieniu od sekcji i o wydaniu ciała rodzinie. W takiej sytuacji, aby rodzina w ogóle mogła przystąpić do organizacji pochówku, konieczne jest wystawienie dokumentu stwierdzającego zgon takiej osoby. Zasadniczo, zgodnie z przepisami, powinien to uczynić lekarz, u którego pacjent na stałe się leczył, który był jego lekarzem rodzinnym
– powiedziała lokalnej redakcji prokurator Magdalena Lewandowska-Smerd, Zastępca Prokuratora Rejonowego w Tarnowskich Górach.
Problem z wypisaniem aktu zgonu
I tutaj zaczęły się problemy. Lekarz zajmująca się kobietą znajdował się w sąsiedniej miejscowości, ok. 4 km od przychodni. Jednak ze względu na pacjentów, którymi zajmowała się w przychodni na miejsce mogła przybyć dopiero po godz. 15.00.
Lekarze znajdujący się na miejscu zdarzenia mieli odmówić pomocy. Dopiero, po godz. 11, gdy w sprawie zainterweniował starosta i zwołany sztab kryzysowy, na miejscu pojawił się medyk z innej przychodni, który wystawił konieczną dokumentację, by można było rozpocząć procedurę przekazania zwłok rodzinie i organizację pochówku.
– Do tego czasu zwłoki zostały przykryte, natomiast policja zabezpieczała miejsce zdarzenia tak, aby osoby postronne, pozostali pacjenci przychodni, nie mieli z nimi kontaktu, lecz mogli się udać bezpiecznie do lekarza, do którego w danym dniu byli umówieni na wizytę – podsumowuje prokurator Lewandowska-Smerd.
Ciało kobiety na schodach leżało przynajmniej kilka godzin - same oględziny prokurator zajęły 1,5 godziny, a przyjechała ona kilka godzin po śmierci kobiety.