Z sondażu zrealizowanego w dniach 27–28 marca na próbie 1067 osób na zlecenie "Rz" wynika, że 21 proc. badanych zdecydowanie przykręciło konsumpcję. Jednocześnie niemal 53 proc. respondentów deklaruje, że na razie nie zmieniło swoich nawyków zakupowych.
Drożyzna uderza nierówno
Badanie pokazuje wyraźne różnice w zależności od sympatii politycznych. Wśród osób identyfikujących się z opozycją aż 54 proc. przyznaje, że ograniczyło wydatki. Jeszcze wyższy odsetek - 62 proc. - odnotowano wśród respondentów niezdecydowanych i niegłosujących.
W grupie popierającej obóz rządzący, taką decyzję zadeklarowało 30 proc. ankietowanych.
Efekt rosnących cen paliw i energii
Jak wskazują eksperci cytowani przez dziennik, wzrost cen – szczególnie paliw – zaczyna przekładać się na codzienne decyzje konsumenckie. Na razie jednak ograniczanie wydatków nie oznacza gwałtownego załamania konsumpcji, która pozostaje jednym z filarów gospodarki.
Ekonomiści zwracają uwagę, że wiele zależy od sytuacji na rynku surowców. Jeśli wysokie ceny utrzymają się dłużej, ich wpływ na inflację i zachowania konsumentów będzie coraz silniejszy.
Drożyzna dopiero się rozpędza
Część skutków podwyżek może być dopiero przed nami. Z opóźnieniem rosną bowiem rachunki za prąd i gaz, a droższe paliwa i nawozy mogą w kolejnych miesiącach przełożyć się na wyższe ceny żywności.
Na razie – jak zauważa „Rz” – wielu Polaków łagodzi skutki wzrostu cen dzięki zgromadzonym wcześniej oszczędnościom. Te „poduszki finansowe” sprawiają, że część gospodarstw domowych nie odczuwa jeszcze pełnej skali drożyzny.
Coraz więcej sygnałów wskazuje jednak, że jeśli trend się utrzyma, ograniczanie wydatków może stać się powszechną koniecznością.