Pikujące sondaże i dystansowanie się dużej części koalicjantów sprawiło, że czołowi politycy rządu Donalda Tuska i Koalicji Obywatelskiej złagodzili nieco swoją narrację polegającą na kwestionowaniu wyniku wyborczego. Przykładem mogą być niedawne wypowiedzi samego Tuska czy ministra sprawiedliwości, Adama Bodnara. Ta suma zdarzeń ostatnich dni mocno nie spodobała się tzw. silnym razem, najbardziej radykalnej grupie elektoratu KO, która mocno wspiera m.in. Romana Giertycha.
Ostatnie wypowiedzi przedstawicieli środowisk prawniczych zdają się być jednak zgodną z tą "silno-razemową" narracją.
Wrzosek się nie poddaje
W sobotni wieczór Ewa Wrzosek, znana z politycznego zaangażowania prokurator w wywiadzie dla nielegalnie przejętej TVP wciąż nie godzi się z wynikiem wyborów prezydenckich.
- Wiemy o wyborach bardzo dużo, ale nie wiemy podstawowej rzeczy, jaki był wynik wyborów. Na pewno nie był taki jaki podała PKW. Osobiście jest dla mnie bardzo frustrujące, że dalej nie wiemy, jaki był wynik wyborów, mimo że mieliśmy bardzo dużo czasu, aby zweryfikować i policzyć te głosy. Dalej mamy do tego instrumenty prawne, ale mniej czasu
- powiedziała Wrzosek.
W wywiadzie zakwestionowała także, co nie dziwi w tym polityczno-prawniczym gremium, Izbę Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego, która rozpatruje protesty wyborcze i stwierdza ważność wyborów. Stwierdziła, że nie jest to organ, który może "w sposób prawny wypowiedzieć się w przedmiocie ważności wyborów".
Zoll chce bezprawia?
Jeszcze dalej poszedł Andrzej Zoll, były rzecznik praw obywatelskich i były prezes Trybunału Konstytucyjnego. W TVN24 twierdził także, że IKNiSP "nie jest sądem", który miałby orzekać o ważności wyborów i żałował weta prezydenta wobec tzw. ustawy incydentalnej, która do stwierdzenia ważności wyborów wskazywała 15 sędziów najstarszych stażem w SN.
Zoll zwrócił się z apelem do parlamentu, by jeszcze przeprocedował ten projekt.
Myślę, że jak prezydent drugi raz zawetuje, to uważam, że jednak wtedy marszałek Hołownia, zgodnie z konstytucją, musi zwołać Zgromadzenie Narodowe 6 sierpnia, ale Zgromadzenie Narodowe może zawiesić swoje postępowanie. I wtedy kończy się kadencja prezydenta Dudy, a urząd prezydenta będzie sprawował pan marszałek Hołownia. (…) - I może wtedy podpisać ustawę incydentalną i nawet inne ustawy sanujące nasz wymiar sprawiedliwości
- powiedział Zoll.
Pytany, czy nie obawia się protestów społecznych przy takim rozwiązaniu, odpowiedział: - Myślę, że Polacy nie są tak nierozsądni, żeby uważać, że to jest jakiś zamach stanu.
Do "propozycji" Zolla odniosło się w mediach społecznościowych Stowarzyszenie Prawnicy dla Polski.
"Rażące naruszenie zasad"
Zdaniem Stowarzyszenia, proponowane zawieszenie obrad ZN, uniemożliwiające zaprzysiężenie, "jest nie tylko sprzeczne z literą Konstytucji RP, ale stanowi rażące naruszenie podstawowych zasad prawa publicznego – w tym zasady ciągłości władzy państwowej oraz legalizmu".
Stwierdzono, że byłaby to polityczna instrumentalizacja art. 131 Konstytucji RP, dotyczącego pełnienia obowiązków prezydenta przez Marszałka Sejmu. Podkreślono również, że zaniechanie odebrania przysięgi przez Zgromadzenie Narodowe "nie może skutkować unieważnieniem legalnego wyniku wyborów ani przyznaniem urzędu Marszałkowi Sejmu".
"Tego rodzaju koncepcje prawne są nie tylko skrajnie nieodpowiedzialne i niebezpieczne dla porządku konstytucyjnego, ale przede wszystkim głęboko szkodzą autorytetowi nauki prawa konstytucyjnego, sugerując, że prawo może być naginane do bieżącej taktyki politycznej. Konstytucja nie może być instrumentem w rękach polityków – ani tych u władzy, ani tych, którzy aspirują do jej przejęcia"
- napisano w stanowisku PdP.