Na Zawadach – do początku lat 50. XX wieku podwarszawskiej wsi – powstaje Dino, które ma zostać otwarte na przełomie 2025 i 2026 roku. To informacja, która na nikim nie powinna robić wrażenia. Można rzec: dzień jak co dzień. Ale jednak inwestycja wzbudziła tak ogromny sprzeciw mieszkańców Wilanowa, że zelektryzowała media, z „Gazetą Wyborczą” na czele. A że to medialny patron lemingów, to tam znaleźli oni miejsce do wylewania swoich żali. W artykule pod wymownym tytułem „Pierwszy sklep Dino buduje się w Warszawie. »Wygląda jak kurnik«, krzywią się w Wilanowie” otrzymujemy w wypowiedziach wszystko ze strony zrozpaczonych rozmówców, tylko nie konkrety. Sklep będzie wyglądać „jak kurnik”, jednej pani brakuje elewacji z kamienia i obawia się, że nieopodal jej domu powstanie coś, co przypomina jakiś tam punkt z Przasnysza.
Niemiecki Lidl i portugalska Biedronka są OK. Ale polski sklep?
Architektura to rzecz gustu. Owszem, nie każdemu musi się podobać Dino, tym bardziej ze skośnym dachem i jaskrawym, czerwonym szyldem. Ale czy pobliskie Biedronki albo Lidl dodają kunsztu krajobrazowi w Wilanowie? Ano nie. Tymczasem Biedronki są w tej dzielnicy trzy. Co ciekawe, gdy budowano Biedronkę w 2012 roku, na forach internetowych też nie brakowało oznak niezadowolenia wśród miejscowych. Nie było jednak aż takiej przesady i utyskiwania na „gorszy sort” handlowy, z którego ani myśli kupować elita. „Już widzę te tłumy klientów przybywające po piwo za złotówkę z bliższej i dalszej okolicy. Na pewno też będzie dużo miejsc parkingowych i ogólnie miła atmosfera” – kpił jeden z mieszkańców w komentarzu, oburzony na niszczenie „bogatego” krajobrazu w wypasione domy jednorodzinne, apartamentowce, ronda, główną drogę i mnóstwo betonu. Cóż, niejeden mieszkaniec Wilanowa przed ponad dekadą się krzywił, ale nie było petycji (obecnie ponad 300 podpisów), listów otwartych i błagań do lokalnych władz o zablokowanie inwestycji.
Inicjator akcji mającej na celu wstrzymanie budowy Dino przy ul. Sytej to lewicowy radny Daniel Kość. Choć podziela zdanie mieszkańców, że sklep nie pasuje do krajobrazu, to wskazuje na zablokowanie drogi dojazdowej i pobliskiego ronda, gdy zainteresowani zaczną szturmować dyskont. Polityk lewicy obawia się hałasu przyjeżdżających ciężarówek z towarem. Od tego powinni w ogóle zacząć rozmówcy „Gazety Wyborczej” i innych mediów. Ale nie – mieszkańcy „lemingradu” obawiają się obniżenia komfortu w bogatej dzielnicy. Wyrażają przy tym pogardę dla innych, w tym polskiego – w domyśle „januszowego” – biznesu. Bo im tak naprawdę – wystarczy przeczytać komentarze w sieci – chodzi o to, że Wilanów stanie się wiejski. Co ciekawe, petycje i protesty mieszkańców w sprawie Dino trwają tylko w mediach. – Do wojewody mazowieckiego nie wpłynęły zawiadomienia ani sprzeciw mieszkańców dzielnicy Wilanów w sprawie nieprawidłowości związanych z budową marketu sieci Dino – powiedziała Joanna Bachanek, rzeczniczka prasowa wojewody mazowieckiego. Postępowanie wokół inwestycji na Zawadach zostało zakończone i wojewoda utrzymał zielone światło na budowę pierwszego w Warszawie Dino. Protesty więc na nic się zdały, a skutkowały tylko wysypem memów w sieci z Dino w wersji dla nowobogackich. Mieszkańcy Wilanowa osiągnęli odwrotny cel do zamierzonego. Stali się pośmiewiskiem w internecie i utwierdzili swój wizerunek jako odseparowanych nawet od reszty warszawiaków, którym pierwsze Dino w stolicy nie spędza snu z powiek.
To nie tylko Dino, lecz także polityka
Jednak awantura o Dino pokazuje nie tylko odrealnienie mieszkańców Wilanowa. To problem głębszy: na styku polityki i światopoglądów. W tej dzielnicy Rafał Trzaskowski w II turze wyborów uzyskał aż 77,72 proc. poparcia. Tam zagłosowano by gremialnie nawet na konia, gdyby miał pieczątkę liberalnej lub lewicowej partii w starciu z PiS. Radosław Sikorski pierwszy w PO wyczuł, że prawica wyśmiewa postawę elitarnych mieszkańców dzielnicy, starając się skierować prosty przekaz o potrzebie zaprowadzenia normalności. I od razu zareagował na aktywność w tej sprawie Patryka Jakiego. „Znani są z tego, że zażyczyli sobie zmiany nazwy ulicy Rzeżuchy na Rukoli, ponieważ »rukola« brzmi europejsko. Teraz protestują, że ma tu powstać polski hipermarket Dino, mimo że kawałek dalej jest niemiecki Lidl i portugalska Biedronka” – komentował europoseł z PiS. Szef MSZ – jakby nie miał innych poważnych obowiązków jako urzędnik państwowy – zarzucił Jakiemu na portalu X, że uprawia „kretyńską propagandę” i przyznał, że sam robi zakupy w Dino. Dlaczego w ogóle zabrał w tej kwestii głos, i to na przekór swojego wilanowskiego elektoratu? Ano dlatego, że wyborcy w coraz większej grupie chcą „normalności”. Nie parad LGBT, wystawnych samochodów oraz domów kupionych na kredyt i pracy za najmniejszą pensję w zagranicznej korporacji. A normalność to szacunek do polskiego biznesu, wsi i gorzej usytuowanych. Jeśli rząd, na czele którego za kilka miesięcy miałby stanąć Sikorski, chce się utrzymać na politycznej powierzchni, to nie może gardzić Polską „B” – choćby tylko na użytek partyjny, pod kątem wyborów.
Wracając do Dino – dla kontrastu wspomnę, że w Rożnowie, w którym bywam często, bo mam w okolicach rodzinę, miejscowi wyczekiwali od miesięcy na budowę sklepu. Miał stanąć w czerwcu, w końcu udało się zakończyć budowę i zrobić wielkie otwarcie na początku lipca. Mieszkańcy tej małopolskiej wsi i okolicznych miejscowości są zadowoleni – płacą mniej niż w pobliskich punktach handlowych. Do najbliższej Biedronki – jedynego nieco tańszego sklepu – mieli do tej pory blisko 12 km. Chwalą sobie dział mięsny, bo Dino ma własnego dostawcę, nie zwracają uwagi na kształt dachu ani ciasny parking. Pracują, wielu z nich utrzymuje się jeszcze z roli i hodowli. W czym oni są gorsi od bogaczy z Wilanowa? Ano w tym, że głosują na prawicę i chodzą do Kościoła. Karol Nawrocki w Rożnowie uzyskał blisko 78 proc. głosów.
Komiczne protesty przeciwko Dino w Wilanowie to zresztą nie pierwszyzna. Pamiętają Państwo awanturę o parawany na Bałtyku, nad którymi tak ubolewali celebryci? Tam też chodziło o wykpienie biedoty, której nie stać na wczasy all-inclusive z widokiem na morze. Która zamiast popijać drinki w drogim hotelu, wybiera najtańsze napoje i zabiera je na plażę. Albo narzekanie na karmiące matki i głośne dzieci w restauracjach i miejscach publicznych, a później załamywanie rąk nad stanem demografii w Polsce. To dokładnie ten sam styl myślenia, co w przypadku awantury o stołeczne Dino.
Pogarda i nieuzasadnione poczucie wyższości
Sposób pogardy serwowany nieustannie przez tych, którzy uważają się za elity, doskonale obrazują publiczne wypowiedzi antypisowskiego socjologa, prof. Radosława Markowskiego, który zasłynął niegdyś ze sprawdzania gościom w swoim domu kart Orlenu za prezesury Daniela Obajtka. „Ci rolnicy, patrzący na ich traktory z klimatyzacją, powinni zadawać sobie pytanie, skąd to się wzięło. To nie było z ich ciężkiej pracy, to była inwestycja Unii Europejskiej i nasza” – wypalił w proplatformerskim radiu Rebeliant. To jest właśnie to – pogarda dla inaczej myślących, biedniejszych, według nich gorzej wykształconych, niemiastowych. To z poczucia wyższości bierze się dyskusja, trwająca z przerwami od 2015 roku, na temat tego, dlaczego polska ciemnota nie głosuje tak, jak powinna. Jak dyktują oni. Szkoda tylko, że ci, którzy uważają się za lepszych, nie potrafią często napisać i wysłać poprawnego protestu wyborczego, kopiując w dodatku cudzy PESEL w formularzu. Ani nawet zgłosić zawiadomienia na niechcianą inwestycję do odpowiednich organów. Tu już kończy się ta elitarność.
😂 Więcej memów na https://t.co/7rcKm58nkm pic.twitter.com/IbgNoPbZac
— Niezalezna.PL (@niezaleznapl) August 14, 2025