Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Reklama
Polska

Były minister finansów w szoku po ujawnieniu "inwestycji" KPO. "Kuriozum!", "Ktoś postradał zmysły"

W tej całej sprawie wydaje się, że najważniejsza była ilość, a nie jakość. Że podpisano już ponad 1600 umów, a na jakie projekty, to już mało ważne. To, co ujawniono, jest po prostu kuriozalne. Ktoś, kto podejmował te decyzje, stracił po drodze albo zdrowy rozsądek, albo rozum – mówi portalowi Niezależna.pl Andrzej Kosztowniak, były minister finansów, komentując "inwestycje", które zostały dofinansowane z Krajowego Planu Odbudowy (KPO).

Rządzący w trakcie kampanii wyborczej w 2023 r. zapowiadali szybkie odblokowanie pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy. Teraz chwalą się efektami. "Podpisaliśmy już 1621 umów" - czytamy na rządowej stronie, gdzie opublikowano mapkę z dotacjami z KPO.

Reklama

W sieci zawrzało, gdy ludzie zaczęli przyglądać się na co tak naprawdę poszły pieniądze. Pół miliona trafi do jednej z firm na domek na wodzie do spotkań biznesowych. Kolejne 300 tysięcy - do firmy, która wprowadzi do swojej oferty "nowe produkty lodowe". Ba, jest też ekologiczny domek turystyczny z wykończeniem pod klucz - i to z wniosku, który złożyła żona znanego muzyka. Za kolejne setki tysięcy złotych... otwarta zostanie pizzeria. A jeszcze inny biznesmen - zakupi nowoczesne i mobilne ekspresy do kawy! Była też dotacja na jacht i rozszerzenie oferty o "odżywcze piwo bezalkoholowe". Uwaga, dzięki pieniądzom z KPO pizzeria rozszerzy swoje usługi o... solarium.

Co ważne, kilka minut przed godz. 9 strona kpo.gov.pl, na której była mapka z inwestycjami w ramach KPO, przestała działać. 

"Trudno uwierzyć, że to prawdziwe projekty"

O komentarz do sprawy portal Niezależna.pl poprosił Andrzeja Kosztowniaka, posła PiS, ministra finansów w rządzie Mateusza Morawieckiego. Nasz rozmówca nie kryje zdumienia, widząc listę "inwestycji". 

Przypomnijmy, że czego pochodzi KPO. Z jednej strony są to pieniądze bezzwrotne, ale biorą się one z naszych składek jako członków UE. Nie biorą się z nieba. To są pieniądze ze składek, które po prostu do nas wracają. Druga część KPO to pieniądze pożyczkowe. Jeżeli będziemy pożyczać pieniądze na bezstresowe ziemniaki, to rzeczywiście skończy się to dla nas tragicznie. Czytam to po raz kolejny i nadal nie mogę uwierzyć w te dane. 

– wskazuje nasz rozmówca.

Wedle założenia, ale głównie zdrowego rozsądku, te pieniądze miały zostać przeznaczone na ważne inwestycje. Powinniśmy się zająć jednym czy dwoma ważnymi sektorami naszej gospodarki, w nie wpompować te pieniądze i dać im pracować. Czy nie powinniśmy przy pomocy tych pieniędzy odbudować przemysłu farmaceutycznego? Czy nie powinny one pójść na badania nad lekami czy substancjami, które później mogą stanowić poważny sektor naszej gospodarki przez dziesiątki lat? To są ważne inwestycje, a nie obwoźny ekspres do kawy. Ludzie, którzy podjęli decyzje o przyznawaniu pieniędzy na tak kuriozalne projekty, gdzieś po drodze stracili albo zdrowy rozsądek albo rozum. To nic innego jak marnotrawstwo pieniędzy. 

– nie ma wątpliwości były minister finansów.

"Pamiętajmy, że te pieniądze trzeba później oddać. Ja na prawdę nie widzę powodu, żeby wszyscy polscy obywatele zrzucali się na jachty, domy na wodzie, spotkania biznesowe dla wąskiego grona biznesmenów. Pieniądze publiczne powinny służyć szerokiej, a nie wąskiej grupie ludzi, która chce się dobrze bawić" – uzupełnia Andrzej Kosztowniak. 

W czasach rządów PiS idea KPO miała służyć na odbudowaniu i wsparciu bardzo dużych projektów, przemysłu i nauki, a nie rozdawaniu pieniędzy na lewo i prawo, bo ktoś ma ochotę na nowy ekspres do kawy, albo utworzenie solarium w pizzerii. To nie o to chodziło. To nie daje wartości dodanej dla polskiej gospodarki. 

– przypomina.

W tej całej sprawie wydaje się, że najważniejsza była ilość, a nie jakość. Że podpisano już ponad 1600 umów, a na jakie projekty, to już mało ważne. 

– kończy.

 

Źródło: niezalezna.pl
Reklama