"Działanie ministerstwa sprawiedliwości może zostać uznane za rażącą obrazę zasadę demokratycznego państwa prawnego. (...) I jako takie, stanowi zuchwałe nadużycie władzy przez funkcjonariusza publicznego" - tak działania ministra Adama Bodnara oceniła I Prezes Sądu Najwyższego - sędzia Małgorzata Manowska.
Wczoraj (4 kwietnia) ministerstwo sprawiedliwości poinformowało, że sędziom-członkom Krajowej Rady Sądownictwa zostały postawiony zarzuty dyscyplinarne. Opatrzono je stwierdzeniem: zarzuty "oczywistej i rażącej obrazy przepisów prawa i godności sędziego".
Więcej na ten temat w tekście: Bodnarowcy stawiają absurdalne zarzuty sędziom z KRS. Sędzia do MS: "Długo w tych pasiakach będziecie chodzić"
Na tym jednak nie koniec. Tego samego dnia, ministerstwo sprawiedliwości przekazało, iż szef resortu - Adam Bodnar "odwołał" sędziego Przemysława Radzika z funkcji zastępcy rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych. Z kuriozalnym uzasadnieniem. Przyznali, że wprawdzie nie można go odwołać, ale inaczej zinterpretowali obowiązujące prawo.
Sędzia Radzik komentował tę sprawę dla naszego portalu: "Skala bezprawia jest porażająca!" - sędzia Radzik dla Niezalezna.pl komentuje decyzję Bodnara
Działania te spotkały się ze stanowczą reakcją środowiska sędziowskiego, ale i opinii publicznej. Sędzia Łukasz Piebiak, prezes Stowarzyszenia Prawnicy dla Polski napisał prześmiewczo w mediach społecznościowych: "Równie dobrze Adam Bodnar mógłby odwołać prezydenta USA, Donalda Trumpa".
Dziś w Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu odbyła się konferencja pod tytułem „Prawa człowieka w dobie kryzysu praworządności”. Organizatorami wydarzenia były Stowarzyszenie „Sędziowie RP” oraz AKSiM.
Podczas wydarzenia, Aleksander Stępkowski, sędzia Sądu Najwyższego odczytał stanowisko I Prezes SN - sędzi Małgorzaty Manowskiej, odpowiadające na kolejne akty bezprawia Adama Bodnara.
Z konsternacją powzięłam informację o podjętej 4 kwietnia br. bezprawnej próbie przerwania przez ministra sprawiedliwości Adama Bodnara czteroletniej kadencji Zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych - sędziego Sądu Apelacyjnego, Przemysława Radzika.
Osobiście zdarzało mi się publicznie krytykować decyzje podejmowane przez sędziego Sądu Apelacyjnego, Przemysława Radzika, jako wiceprezesa Sądu Apelacyjnego w Warszawie, jednak nie mam najmniejszych wątpliwości, że wymienione w komunikacie ministra sprawiedliwości okoliczności, które rzekomo miałyby uzasadniać działania Adama Bodnara - nie mogą stanowić przesłanki przerwania kadencji Zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych. Minister sprawiedliwości swymi decyzjami z 4 kwietnia br. kolejny raz potwierdził zagrożenia płynące z praktykowania niebezpiecznej ideologii określanej mianem "demokracji walczącej".
Decyzja ministra sprawiedliwości z 4 kwietnia, zmierzająca do bezprawnego przerwania kadencji Zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych, nie usiłuje nawet poderwać istnienia podstaw prawnych dla podjętych działań. Świadomie, przewidziana przez ustawodawcę kadencyjność rzeczników dyscyplinarnych, stanowiąca gwarancję niezależności tego organu i niezawisłości sędziów, którzy funkcję tę pełnią, została przewrotnie przedstawiona jako rzekoma luka prawna, polegająca na niemożności ich odwołania. To pokrętne rozumowanie przywołano po to, by minister sprawiedliwości mógł samowolnie i poza wszelkim trybem, wykreować normy, której nie ma i nie powinno być w systemie normatywnym demokratycznej państwa prawnego.
Działanie ministerstwa sprawiedliwości może zostać uznane za rażącą obrazę zasadę demokratycznego państwa prawnego, czyli art. 2 Konstytucji RP, zasadę praworządności - czyli art. 7 Konstytucji RP i zasady podziału władzy, czyli art. 10 Konstytucji RP. I jako takie, stanowi zuchwałe nadużycie władzy przez funkcjonariusza publicznego, stypizowane w art. 231 Kodeksu Karnego.
W podobny sposób oceniam postawienie zarzutów dyscyplinarnych sędziom, będących członkami Krajowej Rady Sądownictwa, którzy usłyszeli zarzuty dyscyplinarne, w związku ze swoim udziałem w działalności tego organu. W ramach postępu "demokracji walczącej" doczekaliśmy czasu, gdy minister sprawiedliwości szykanuje członków konstytucyjnego organu, stojącego na straży niezależności władzy sądowniczej za to, że ten realizuje swoje konstytucyjne kompetencje, działając na podstawie obowiązującego prawa.
Mając powyższe na względzie, nie waham się stwierdzić, że działania podejmowane - prawdopodobnie za aprobatą premiera - przez ministra Adama Bodnara, wprost nawiązują do niechlubnych praktyk organów PRL w latach 50. ubiegłego wieku. Dlatego stwierdzam, że rząd, który zapowiadał przywrócenie praworządności - zamiast podjąć konstruktywne, koncyliacyjne działania, zmierzające do normalizacji sytuacji w wymiarze sprawiedliwości, dopuszcza się gwałtu podstawowych zasad ustrojowych w stopniu, który przez ostatnie 35 lat był nie tylko niespotykany, ale i niewyobrażalny.