We wtorek w Berlinie działacze Ruchu Obrony Granic zostali pobici i skuci przez niemiecką policję, gdy chcieli ustawić krzyż przy głazie upamiętniającym polskie ofiary II wojny światowej. Berlińska policja uniemożliwiła im to, a po trwających kilkadziesiąt minut negocjacjach i po odśpiewaniu Roty brutalnie ich zaatakowała. Część osób trafiła do szpitala.
Trafił tam również dotkliwie pobity lider ROG, Robert Bąkiewicz. Dzisiaj Janusz Życzkowski, reporter TV Republika, przekazał, że Bąkiewicz w nocy opuścił berliński szpital.
- Późnym wieczorem rozmawiałem z Robertem Bąkiewiczem, kiedy był jeszcze w szpitalu, i informacja była przekazywana ze strony współpracowników Bąkiewicza, że nie chce zostawać w szpitalu, ale że prawdopodobnie będzie musiał zostać. Ok.2. w nocy został jednak wypuszczony ze szpitala wojskowego i otrzymaliśmy informację, że wyjechał do Polski. Podda się również kontroli medycznej w Polsce, pewnie będziemy się podziewać oświadczenia nt. tego, co wydarzyło się wczoraj
- mówił Życzkowski.
- Tata, razem z Jackiem Pawłowiczem i Pawłem Kryszczakiem, są w szpitalu. Są w bardzo złym stanie. Tata ma prawdopodobnie połamane żebra. Jacek Pawłowicz również ma wstrząs mózgu. Paweł jest cały poobijany - mówiła wczoraj przed ambasadą Niemiec w Warszawie Blanka Bąkiewicz, córka lidera Ruchu Obrony Granic.
Niedługo później Republika połączyła się z Januszem Życzkowskim, który w Berlinie znajduje się przed szpitalem, do którego trafił Bąkiewicz.
- Robert otrzymał już leki, lezy pod kroplówką. Jest ciężko pobity, ma problem z kręgosłupem, z głową. Nie może wstać z łóżka. Trafił do szpitala wojskowego, ma tutaj fachowe wsparcie - przekazał pan Łukasz, Polak mieszkający w Berlinie.