Rozmawiamy w czasie, gdy prawa obywatelskie są w największym regresie w historii III RP. Nie było wcześniej tak, by publicyści poważnych mediów głosili pochwały zamordyzmu w polityce, zamykania do więzień politycznych przeciwników uznawanego za przejaw sprawczości i politycznej skuteczności. Co może zrobić Rzecznik Praw Obywatelskich w tej sytuacji?
Rzecznik niestety nie dysponuje narzędziami, które mogą skutecznie powstrzymać rząd przed łamaniem konstytucji, ustaw i nie jest w stanie zapobiec prześladowaniom opozycji czy dziennikarzy mediów niepodzielających narracji rządzących. Nie taka jest jego ustrojowa pozycja. Rzecznik jest strażnikiem, który ocenia władzę wykonawczą i ustawodawczą oraz ma możliwość skierowania do sądów spraw, w których, zdaniem rzecznika, nastąpiło złamanie prawa. Do każdego toczącego się procesu może przystąpić na prawach prokuratora, może występować o kasację wyroków w sprawach karnych czy wnosić skargi kasacyjne w sprawach cywilnych. Wreszcie RPO jest jednym z podmiotów uprawnionych do składania skargi nadzwyczajnej, to jest zaskarżania prawomocnych orzeczeń sądów. Rolą i obowiązkiem RPO jest też informowanie opinii publicznej, czyje prawa są łamane.
Polaków bulwersuje afera w Szpitalu Południowym, w którym, zdaniem dr. Emila Jędrzejewskiego, który wykonał w życiu około 40 tys. operacji, zmarły dwie osoby przez to, że rządziła nim osoba niekompetentna, będąca szefem młodzieżówki KO. Ze strony ludzi władzy usłyszeliśmy, że to dr Jędrzejewski jest przestępcą.
Tu rola RPO jest kluczowa. Musi chronić sygnalistę dr. Emila Jędrzejewskiego i przypomnieć premierowi Tuskowi, Romanowi Giertychowi i mec. Jacekowi Dubois, że sygnalista jest prawnie chroniony przed działaniami odwetowymi za zgłoszenie nieprawidłowości, na przykład korupcji, oszustw czy łamania pracowniczych. I nie wolno im straszyć sygnalisty więzieniem.
Organizował Pan protesty przeciwko uwięzieniu i torturowaniu ks. Michała Olszewskiego. Po co ta sprawa była władzy?
To była początkowa faza stosowania przez premiera Tuska prawa tak, jak on je rozumie. Chciał zastraszyć opozycję i uderzyć w Kościół. Stosując haniebne metody, prokuratura Bodnara chciała złamać księdza i urzędniczki oraz zmusić ich do składania fałszywych zeznań obciążających polityków PiS. Jednego urzędnika udało się prokuraturze złamać i uczynili go świadkiem koronnym. Uważam, że sprzeciw wobec nadużyć władzy jest obowiązkiem wszystkich obywateli. Martin Luther King mówił, że kto nie przeciwstawia się złu, jest tak samo za nie odpowiedzialny jak ten, który to zło czyni. Jako kandydat na rzecznika praw obywatelskich chcę powiedzieć Polakom, którzy widzą nadużycia władzy: nie możecie milczeć, bo będziecie odpowiedzialni za to zło.
Wcześniej kilkaset tysięcy Polaków wyszło na ulice, gdy za kraty trafili Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik, którzy walczyli z korupcją.
Długo trwało, zanim znalazł się prokurator, który zechciał postawić Kamińskiemu i Wąsikowi zarzuty. Łatwiej władzy było znaleźć usłużnego sędziego, który ich skazał. Była to demonstracja siły „demokracji walczącej” wobec funkcjonariuszy, którzy z korupcją walczyli. Miała być to przestroga dla wszystkich, którzy chcieliby ich naśladować.
Co oznacza dla praworządności brak losowania sędziów do poszczególnych spraw?
To oczywiste, że władza chce do spraw przydzielać sędziów, którzy będą stosowali prawo tak, jak władza je rozumie. Oznacza to uniewinnianie kolegów partyjnych oraz skazywanie przeciwników politycznych na podstawie fikcyjnych zarzutów.
Na początku słyszeliśmy, że do więzienia zamykani będą politycy PiS. Tylko bardzo szybko okazało się, że na PiS się nie skończy, bo władza rozsmakowała się w przemocy. W Poznaniu 22-letni lewicowy student Patryk Szynkowski dowiedział się, że grożą mu 3 lata więzienia, bo stał obok osoby, która rzuciła w prezydenta Jacka Jaśkowiaka tortem. W ramach dozoru musi trzy razy w tygodniu zgłaszać się na komisariat i ma zakaz zbliżania się do… urzędu miejskiego na 20 metrów. Jeszcze kilka lat temu coś takiego nie byłoby możliwe.
Mogę tylko przypomnieć, że młodym ludziom, którzy rzucali w prezydenta Kwaśniewskiego jajkami, nikt nie groził trzema latami więzienia. Widzimy więc, w jakim kierunku zmierza obecna władza. Teraz o 6 rano wchodzi policja do mieszkania starszej pani, która w złości napisała coś na pieszczocha tej władzy, Jurasa Owsiaka, a potem jeszcze skazuje się ją na 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na rok oraz 1000 zł zadośćuczynienia.
Wywodzi się Pan z Solidarności czasów walki z komunizmem, ale przemawiał Pan także na ostatniej manifestacji NSZZ „Solidarność”, w której wzięło udział 230 tys. ludzi. Jak wygląda dziś kwestia przestrzegania praw pracowniczych?
Po przejęciu władzy przez koalicję 13 grudnia przerwany został dialog społeczny między rządem a związkami zawodowymi, w tym z Solidarnością.
Znów w spółkach Skarbu Państwa dochodzi do zwolnień grupowych, m.in. w Poczcie Polskiej czy PKP Cargo. Zagrożonych jest wiele innych branż.
Mówili o tym ich przedstawiciele na demonstracji 20 maja br.
Sam jest Pan osobą, która ma iść na pół roku do więzienia. Przypomnijmy, za co i na jakim etapie jest ta sprawa.
Zostałem skazany na 6 miesięcy więzienia za to, że odmówiłem wykonania wyroku nakazującego mi przeproszenie Romana Giertycha, którego podobno pomówiłem… Ludzie dobrej woli wiedzą, jaką rolę w aferze Polnordu odegrał Roman Giertych, wiedzą też, że w programie Telewizji Republika „Kulisy manipulacji” mówiłem prawdę o tym panu. Tysiące moich rodaków wyraziły oburzenie, że zostałem skazany. To jest wyrok polityczny i ze sprawiedliwością nie ma nic wspólnego. Ten wyrok świadczy o tych, którzy go wydali, oraz o dyktatorskiej władzy. Ja za mówienie prawdy nie mam zamiaru przepraszać.
W Pana sprawie zareagowała nawet grupa dawnych opozycjonistów, którzy dzisiaj są po przeciwnej stronie politycznej barykady, na czele z Władysławem Frasyniukiem.
Cieszy mnie to, bo siedzieliśmy w jednej celi w Zakładzie Karnym w Łęczycy. Ciągle mam nadzieję, że Władek powróci na „jasną stronę mocy”.
W więzieniu jest inna osoba, która pisała o przestępczej działalności Giertycha, czyli redaktor Leszek Kraskowski. To jest chyba kolejny etap osuwania się Polski w kierunku standardów Rosji i Białorusi, skoro można zamknąć dziennikarza śledczego.
Mogę tylko potwierdzić, że tak się dzieje, dlatego rozpoczęliśmy (warszawski klub „Gazety Polskiej” i Wolni Polacy) w geście solidarności z panem Leszkiem dyżury w każdą środę o godzinie 18, pod Aresztem Śledczym na Białołęce, gdzie jest uwięziony.
Takie sytuacje, jak zachowanie Władysława Frasyniuka w Pana sprawie, są dziś rzadkie, także w przypadku dziennikarzy. Pamiętam, jak za czasów PiS prokuratura chciała postawić Elżbiecie Podleśnej zarzut propagowania komunizmu, bo napisała na biurze PiS „PZPR”. Napisałem, by prokuratura się nie wygłupiała. Ta pani, do której mi jak najdalej, w oczywisty sposób chciała powiedzieć, że jej zdaniem PiS jest jak PZPR i stawianie jej tamtego zarzutu jest bez sensu. I prokurator wycofał się z niego. Ale ze strony publicystów z tamtej strony nie ma raczej podobnych głosów.
Scena polityczna bardzo się spolaryzowała. Język przemysłu pogardy stosowany przez polityków Koalicji Obywatelskiej w stosunku do przeciwników politycznych zaimplementowany został przez wszystkie środowiska społeczne. Przejęty też został przez dziennikarzy mediów tzw. głównego nurtu.
Dlatego trudno jest dziś oczekiwać wyrazów solidarności zawodowej dla prześladowanych kolegów tej samej profesji.
W policji w ciągu ostatnich dziesięcioleci nastąpiła zmiana pokoleniowa, na pierwszy rzut oka widać, że to są ludzie o innych niż dawniej twarzach. Ale teraz kazano wielu z nich gazować rolników czy zamykać opozycję.
Przypadki gazowania i bezpodstawnej brutalności w stosunku do demonstrantów się zdarzają. Pamiętamy skatowanego uczestnika Marszu Niepodległości 11 listopada, którego napadł nieumundurowany policjant. Pamiętamy też rolnika skatowanego przez współczesne ZOMO podczas demonstracji pod Sejmem RP w 2024 roku. Niemniej spotykam się z wieloma dowodami sympatii ze strony funkcjonariuszy policji. Nie wszyscy policjanci będą wykonywać bezkrytycznie i brutalnie rozkazy opresyjnej władzy. Rządzący o tym wiedzą.
Był Pan sumieniem Europy w sprawie rosyjskiego ludobójstwa w Czeczenii, upominając się o jego ofiary w Parlamencie Europejskim i w Trybunale w Hadze. Europa milczała. Dziś wiemy, jakie są skutki tamtego milczenia.
Zorganizowałem w Parlamencie Europejskim wystawę „Czeczenia – ostateczne rozwiązanie”, a w Trybunale w Hadze składałem dokumenty na temat ludobójstwa Rosji na narodzie czeczeńskim. Europa uznała, że Czeczenia jest wewnętrzną sprawą Rosji. Brak reakcji na ludobójstwo w Czeczenii spowodował wojnę w Gruzji, bombardowania cywilów w Syrii i agresję na Ukrainę.
To ciekawe zestawienie, że jednocześnie jest Pan honorowym konsulem Czeczeńskiej Republiki Iczkeria i uczestnikiem działań Ruchu Obrony Granic. Dwie różne postawy także w stosunku do dwóch zupełnie różnych uchodźców i imigrantów.
Nie widzę tu sprzeczności. Narodom walczącym o wolność należy pomagać, tak Czeczenii, jak i Ukrainie. Należy też pomagać więźniom politycznym z krajów totalitarnych. Natomiast niekontrolowanej migracji ludzi poszukujących wygodniejszego życia, a mogącej zmienić strukturę społeczną w Polsce – należy się przeciwstawiać.
W czasach komunizmu brał Pan udział w brawurowej akcji odbicia więźnia Jana Narożaniaka. Przypomnijmy tamtą historię.
Za mało tu miejsca, aby opisać dokładnie tę akcję. To była najgłośniejsza w czasie stanu wojennego akcja, podczas której grupa specjalna Międzyzakładowego Robotniczego Komitetu „Solidarności” uwolniła ze szpitala przy ulicy Banacha postrzelonego działacza podziemia, Jana Narożniaka, w której ważną rolę odegrali Jerzy Siwiec oraz Zosia i Zbigniew Romaszewscy. Nadmienię jeszcze, że Narożniaka pilnowało 19 funkcjonariuszy MO i co najmniej jeden z SB.
Wymienił Pan nazwisko śp. senatora Zbigniewa Romaszewskiego. Małżeństwo Romaszewskich walczyło o prawa człowieka za komuny, ale i w III RP Zofia i Zbigniew Romaszewscy potrafili jeździć na drugi koniec Polski, bo był tam skrzywdzony przez lokalne sitwy człowiek. My wszyscy byliśmy trochę ze szkoły Romaszewskich. Teraz, w chwili gdy został Pan kandydatem na rzecznika praw obywatelskich, ta szkoła wydaje się w odwrocie.
Zosia i Zbigniew Romaszewscy są dla mnie wzorem zaangażowania w pomoc krzywdzonym obywatelom. Zofia kierowała senackim Biurem Interwencji, które zostało zlikwidowane wraz z jej zwolnieniem z Senatu w 1995 roku. Dzisiejsza rzeczywistość stawia nowe wyzwania, którym zecznik musi sprostać. Warto byłoby rozbudować sieć biur RPO na wszystkie miasta wojewódzkie. Niezależnie od zmian politycznych i personalnych, idea stawania po stronie słabszego przeciwko silniejszemu pozostaje jedyną racją bytu tego urzędu.
Już jest! Nowy numer tygodnika #GazetaPolska. ZOBACZ co przygotowaliśmy 🫵🏻
— Gazeta Polska - w każdą środę (@GPtygodnik) July 1, 2026
Więcej na https://t.co/OnIeddfVvX oraz w wygodnej prenumeracie na https://t.co/4iBN2D7fFX#media #tygodnik #sroda pic.twitter.com/I8DYgl4SPX