Dzisiejszy program Moniki Olejnik poświęcony był przede wszystkim podkomisji powołanej w Ministerstwie Obrony Narodowej, mającej na celu dojście do prawdziwych przyczyn największej tragedii w powojennej historii Polski, z 10 kwietnia 2010 roku. Minęło sześć lat, a kluczowe dowody, jak wrak TU 154M, czy czarne skrzynki, nadal znajdują się w Rosji, to Rosjanie narzucili światu fałszywą narrację o błędach pilotów itd. Wydawałoby się, że powstanie rządowej komisji mającej ustalić przyczynę śmierci śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego i 95 innych przedstawicieli polskiej elity, jest rzeczą naturalną i oczywistą.
Tymczasem szef klubu parlamentarnego PO Sławomir Neumann stwierdził, że prace komisji będą obciążać polskiego podatnika. A próby dojścia do prawdy ocenił jako "religię smoleńską":
Jednym z głównych kapłanów był Antoni Macierewicz. Przez tę waszą akcję ludzie nie wierzą w fachowców. Kierują się tym, co im żeście wmawiali. Dziś tych kapłanów będziemy opłacali ze środków budżetowych. Powołanie tego zespołu jest zwykłą hucpą
- wykrzykiwał polityk PO. Pozostawał głuchy na argumenty posła PiS Jarosława Sellina i prezydenckiego ministra Andrzeja Dery, którzy przypomnieli, że przecież w komisji znajdą się ludzie kompetentni, uznani fachowcy:
Ja nie kwestionuję kompetencji tych ludzi. Ja mówię, że oni nie mają kompetencji do badania wypadków lotniczych, po prostu
- odpalił Neumann.
W ten sposób dyskredytując m.in. dr. Berczyńskiego wieloletniego eksperta Boeinga, czy ekspertów zagranicznych, wśród których są patolog Michael Baden (jego obecność jest ważna biorąc pod uwagę skandale podczas sekcji zwłok czy zamiany ciał ofiar) a także Andriej Iłłarionow, były doradca, a dziś krytyk Putina, doskonale znający realia panujące w Federacji Rosyjskiej.
To że poseł Neumann atakuje działania PiS w sprawie Smoleńska nie dziwi. Strach przed ujawnieniem prawdy paraliżuje wielu polityków z tamtej ekipy. Ale argument finansowy to już koszmarna obłuda. Oburzonym rzekomymi kosztami działań komisji (wielu jej członków będzie działało społecznie) przypomnijmy, że rząd PO-PSL wydał ogromne pieniądze z kieszeni podatników na działania Zespołu Propagandowego Macieja Laska, którego celem było nie badanie, a "objaśnianie" katastrofy smoleńskiej, a mówiąc ściśle - dyskredytowanie każdej teorii innej, niż oficjalna wersja strony rosyjskiej i polskiego raportu Jerzego Millera.
Koszt działania zespołu wyniósł 1 milion trzysta pięćdziesiąt tysięcy złotych, które zapłacili polscy podatnicy.
CZYTAJ WIĘCEJ: Propaganda za 1,35 miliona. Kancelaria Premiera tłumaczy wydatki Macieja Laska
Jak widać dla polityków PO wydawanie publicznych środków na wyjaśnienie przyczyn śmierci polskich przywódców jest stratą pieniędzy, hojne wydatki na propagandę nie stanowią problemu.